Cieśliński: Był moment zawahania, ale chciałem dać drużynie remis

02.08.2011
Adam Cieśliński, w ostatniej minucie meczu z Jagiellonią Białystok, wykonywał rzut karny. Ciężko powiedzieć, co by się działo, gdyby go nie strzelił. On wątpliwości miał jednak tylko przez moment...
- Na pewno była chwila zawahania, bo przegrywaliśmy 0-2, później 1-2, więc odpowiedzialność ciążyła na mnie duża. Gdyby karny był podyktowany w pierwszej połowie, strzelałby go Dariusz Kołodziej. Ale, że nie było go na boisku, przychodziła kolej na mnie. Nie zastanawiałem się w ogóle nad tym, czy strzelać. Chciałem po prostu wziąć piłkę i uderzyć, zapewniając drużynie remis - wspomina.

Jego uderzenie, choć celne, najpewniejsze jednak nie było... - Grzegorz Sandomierski, bramkarz Jagiellonii Białystok, nie należy do najmniejszych i ciężko mu gdzieś zmieścić tę piłkę. Zdecydowałem się strzelić w środek i futbolówka poszła po jego nodze. Na szczęście jednak wpadła do bramki - odetchnął z ulgą najlepszy strzelec bielszczan z poprzedniego sezonu, dla którego był to pierwszy gol w ekstraklasie. - Szacunek dla Adama, że wziął to na siebie w takim momencie - nie krył uznania Sebastian Ziajka, którego podanie zapoczątkowało bramkową akcję.

"Górale" w końcówce mogli jeszcze zapewnić sobie zwycięstwo, jednak Cieśliński wcale nie czuje niedosytu. - Z przebiegu pierwszej połowy nie zapowiadało się nawet na remis. Zwłaszcza pierwsze minuty nie były najlepsze, bo straciliśmy głupie bramki, ale na szczęście udało się to odrobić - kończy szczęśliwy strzelec.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również