Cienciała przeżył w Bułgarii piekło. Nie poleci tam nawet na wakacje

14.05.2013
- Przez ostatnie 3 tygodnie nie mieliśmy trenera, więc nawet z treningami był problem, gdyż nie wpuszczano nas na boisko. Z hotelu też nie chciano nas wypuścić, bo klub nie płacił za pokoje - mówi Sławomir Cienciała.
Po odejściu z Podbeskidzia Bielsko-Biała, jego wieloletni kapitan miał poważną ofertę z Arki Gdynia. Zdecydował się jednak na wyjazd do ekstraklasy bułgarskiej. W Etyrze Wielkie Tyrnowo zaczął świetnie, strzelając w debiucie zwycięską bramkę. Później zaczęło się jednak piekło, o którym opowiada "Faktowi". W piątek, wraz z kilkoma innymi Polakami, m.in. Michałem Protasewiczem z Knurowa, rozwiązał kontrakt i wrócił do kraju.

- Klub polecił mi kolega. W lutym poleciałem za własne pieniądze na ich obóz do Turcji, spodobałem się trenerowi i zostałem. Naszym właścicielem był Turek. Gdy wygraliśmy dwa pierwsze mecze to było dobrze. Gorzej zaczęło się dziać po porażkach i remisach. Właściciel wpadał do szatni i robił nam awantury - mówi "Ciencis".

W Etyrze od początku były problemy z pieniędzmi. - Dowiedzieliśmy się, ze koledzy z zespołu nie otrzymywali pensji od stycznia. Ja dostałem jedynie część za luty. Nasz trener starał się to wszystko jakoś trzymać, lecz w zespole było wielu piłkarzy z zagranicy. Brak wypłat sprawił, że Paul Grischok i jeden piłkarz z Niemiec po dwóch tygodniach spakowali się i wyjechali. Podobnie nasz trener, nie wytrzymał i odszedł - dodaje.

– Przez ostatnie trzy tygodnie nie mieliśmy szkoleniowca, więc nawet z treningami był problem, gdyż nie wpuszczano nas na boisko. Z hotelu też nie chciano nas wypuścić, bo klub nie płacił za pokoje. W Bułgarii dobrze poukładane są może cztery zespoły. Gdy więc graliśmy z czołówką, to modliliśmy się o jak najniższą porażkę - tłumaczy. Teraz będzie trenował z IV-ligowym Drzewiarzem Jasienica. Jego żona podkreśla, że do Bułgarii nie pojadą nawet na wakacje...
źródło: Fakt

Przeczytaj również