"Chciałbym zagrać na nowym stadionie z Barceloną albo Bayernem"

16.08.2013
- Czuję się piłkarsko spełniony. Mam jeszcze marzenie żeby zagrać na nowym stadionie w Bielsku-Białej przy pełnej publiczności. Najlepiej z Barceloną albo Bayernem Monachium - mówi Marek Sokołowski.
Kapitan wypadł ostatnio ze składu Podbeskidzia, ale dla kibiców wciąż pozostaje ważną postacią. Wywiad z nim przeprowadziła drugastrona.org.pl. "Sokół" mówi tam o wielu aspektach życia piłkarza, m.in. wpływie zawodu na życie prywatne. - Na pewno dla życia rodzinnego to jest bardzo uciążliwe i naprawdę nic się nie da zaplanować, bo wiele rzeczy zmienia się z dnia na dzień. Godziny treningów i terminy zgrupowań są ruchome, dodatkowo przed każdym meczem dzień wcześniej jedziemy do hotelu. Także jest to trudne, ale z tym trzeba sobie radzić, bo jeżeli ktoś nie tego nie potrafi, wówczas związek, relacje rodzinne cierpią na tym. Terminy meczów są różne, bo gra się i w piątek, sobotę, niedzielę, poniedziałek, często w zimie i w lecie mamy dwa obozy, to sprawia że nie ma mnie w domu. Mimo wszystko ten czas dla rodziny, bardzo ważny zresztą można wygospodarować i maksymalnie wykorzystać - podkreśla.

Doświadczony prawy obrońca, który powoli zbliża się do końca kariery, podkreśla, że jest zadowolony z tego, co osiągnął, ale ma jeszcze kilka marzeń. - Póki co, granie w piłkę daje mi dużo satysfakcji i za każdym razem idąc na trening bardzo się cieszę. Tak, czuję się spełniony, w swoim dorobku mam dużo meczów, bo aż ponad 200 na najwyższym szczeblu, wiec myślę, że jest to powód do dumy. Z pewnością chciałbym zagrać na nowym stadionie, tutaj w Bielsku-Białej, przy pełnej publiczności. To byłoby bardzo miłe uwieńczenie mojej przygody z piłką. Póki co, innych marzeń nie mam, jestem osobą, która twardo stąpa po ziemi i myśli o rzeczach przyziemnych, typu zdrowa  i szczęśliwa rodzina i chyba jeszcze to, aby mój synek w przyszłości również grał w piłkę - dodaje "Sokół".

Grę w piłkę kapitan Podbeskidzia łączy również z prowadzeniem swojej akademii, która daje mu dużą frajdę. - Ja powiem, że trenowanie wydawało mi się dużo łatwiejsze, ale w tym wypadku mam styczność z dziećmi, których przedział wiekowy sięga czterech lat, a co za tym idzie dyscyplina na treningach jest dużo mniejsza, aniżeli u dorosłych zawodników. Uważam, że to bardzo ciężka praca, ale te dzieci widzą we mnie autorytet i to jest bardzo miłe i fajne, widoczny jest duży respekt w kierunku mojej osoby. Te dzieci lgną do mnie i dla nich to ogromna frajda i radość, że  trenują z zawodnikiem, którego mogą oglądać w telewizji i to mnie bardzo cieszy. Na początku było bardzo trudno, teraz jest już dużo lepiej, bo dzieci nabyły już pewnych umiejętności i zaznajomiły się z zasadami panującymi na boisku. Dla mnie, jako trenera, świadomość, że ta grupa cały czas się rozrasta jest dowodem na to, że to co robię ma sens - kończy Marek Sokołowski.





źródło: drugastrona.org.pl

Przeczytaj również