"Chcemy być drużyną, z którą każdy w Polsce będzie się liczył"
28.07.2012
Cracovia już za tydzień zaczyna ligę, a wy jesteście jeszcze przed obozem. To chyba było widać na boisku, prawda?
Robert Kasperczyk: - Jesteśmy w takim okresie na "przełamanie". Chłopcy nie mają kompletnie żadnej radości z grania, mają nogi tak ciężkie, że aż żal patrzeć na niektórych, szczególnie na tych nowych. Ale teraz poznaje się facetów. Jeżeli ten okres się przetrzyma i przeżyje się go bez kontuzji, to myślę, że trzeba się będzie wyłącznie cieszyć z tego, że ci nowi tak fajnie pracują. Teraz przegraliśmy, nie zagraliśmy pięknego meczu, ale ja nie mam pretensji, szczególnie do tych nowych graczy, bo jeżeli głowa chce, a nogi nie pozwalają, to tak to niestety wygląda. Graliśmy bardzo sinusoidalnie. To się bierze z motoryki. Nie mamy żadnej szybkości. Cracovia była o dwie klasy szybsza. I to niestety przekłada się na dokładność podań.
Mimo tego, o czym pan mówi, wcale nie musieliście w Krakowie przegrać...
- Zmarnowane sytuacje wołały o pomstę do nieba. To też nie jest wynik tego, że ci chłopcy nie chcieli, ale czucie piłki jest w tym momencie takie, a nie inne. Podejrzewam, że Robert Demjan, Kamil Adamek czy Liran Cohen w innej fazie przygotowań wykorzystaliby te sytuacje i wygralibyśmy ten mecz. W pierwszych letnich meczach mieliśmy świeżość i dynamikę. Wyglądaliśmy wtedy zupełnie inaczej.
Teraz rozpoczynacie obóz. Nad czym będziecie pracować?
- W dużej mierze nad taktyką. Będzie dużo teorii, zajęć taktycznych, wyizolowanych. Mamy już kadrę wyselekcjonowaną, nie bierzemy żadnych zawodników testowanych, więc możemy dopracowywać naszą, autorską taktykę. Muszę podnieść tych nowych chłopców, żeby się tak bardzo nie przejmowali wynikami w tej fazie przygotowań. Czeka nas bardzo dużo pracy. Po obozie, jeżeli będzie wykonana mądra, fajna robota, zespół będzie przypominał ten, który rozpoczął okres przygotowawczy.
Wobec kontuzji dwóch podstawowych stoperów - Juraja Danczika i Bartłomieja Koniecznego - szukacie nowych środkowych obrońców?
- Nie. Mamy takie sygnały, że Jurek być może dojedzie nawet na obóz. Byłoby to dużym plusem. Niejasne są natomiast diagnozy dotyczące Bartka Koniecznego. Jedna jest niemalże tragiczna i mówi o kilku tygodniach przerwy. Przy rezonansie magnetycznym wyszło, że być może regeneracja tego mięśnia nastąpi jednak szybciej. Nie spieszmy się, poczekajmy. Piotrek Koman też nie raz radził sobie już wcześniej na tej pozycji. Chodzi tylko o to, żeby wśród środkowych obrońców nie było już żadnych kontuzji, bo wtedy musielibyśmy już kombinować i przerzucać na stopera zawodników z zupełnie innych stref działania, a tego byśmy nie chcieli, bo ucierpiałaby na pewno jakość gry.
Prezes Marek Glogaza potwierdził w czwartek, że kadra jest zamknięta i powiedział, że tę drużynę stać na walkę o pierwszą dziesiątkę. Pan się z tym zgadza?
- Tak, to jest moje marzenie. Taki cel sobie nakreśliliśmy i w to wierzymy głęboko. Oczywiście, w obecnej dyspozycji nie byłoby na to szans, ale jestem przekonany, że jesteśmy w stanie zrobić w lidze niejedną niespodziankę, a ci chłopcy, którzy do nas dotarli, po ukształtowaniu ich od strony taktycznej i motorycznej, będą nie tylko uzupełnieniami, ale naprawdę podniosą stopień rywalizacji. Nie wyobrażam sobie gry o utrzymanie do końca. Chcielibyśmy mieć bardzo fajną, udaną, dobrą jesień, po to żeby wiosną spróbować - jeżeli będzie taka możliwość - bić się o coś więcej, niż tylko o utrzymanie. Chcemy być drużyną, z którą każdy w Polsce będzie się liczył. Chcielibyśmy cieszyć kibiców Podbeskidzia takimi wynikami, jak w zeszłym sezonie w Krakowie czy w Warszawie.
Na początku okresu przygotowawczego szukał pan środkowego pomocnika. Na testach byli Marcin Siedlarz i Daniel Feruga, miał wrócić po dyskwalifikacji Dariusz Kołodziej. Tymczasem w kadrze na obóz nie ma żadnego z nich. Co się stało?
- Przede wszystkim szukaliśmy zawodników, którzy podniosą poziom tej drużyny. Nie możemy też przesadzać z odmłodzeniem drużyny. Chcieliśmy to zrobić i zrobiliśmy, ten zespół ma perspektywy, ale trzon drużyny musi być starszy. Jeżeli przychodzi zawodnik 20-kilkuletni, z jakimś bagażem doświadczeń, to musi coś wnieść. Ci chłopcy dostali zadanie domowe. Tę rundę muszą zagrać na przyzwoitym poziomie w dobrym klubie I-ligowym, albo topowym II-ligowym i wtedy możemy wrócić do tematu w zimie. Natomiast na dzień dzisiejszy podjąłem decyzję, że nie są w stanie zagwarantować takiej jakości, jakiej oczekujemy.
Czyli środkowego pomocnika już pan nie szuka? W sprawie Kołodzieja chyba nic się nie zmieniło...
- Dokładnie. Musimy poczekać cierpliwie.
Rozmawiał Michał Trela.
Robert Kasperczyk: - Jesteśmy w takim okresie na "przełamanie". Chłopcy nie mają kompletnie żadnej radości z grania, mają nogi tak ciężkie, że aż żal patrzeć na niektórych, szczególnie na tych nowych. Ale teraz poznaje się facetów. Jeżeli ten okres się przetrzyma i przeżyje się go bez kontuzji, to myślę, że trzeba się będzie wyłącznie cieszyć z tego, że ci nowi tak fajnie pracują. Teraz przegraliśmy, nie zagraliśmy pięknego meczu, ale ja nie mam pretensji, szczególnie do tych nowych graczy, bo jeżeli głowa chce, a nogi nie pozwalają, to tak to niestety wygląda. Graliśmy bardzo sinusoidalnie. To się bierze z motoryki. Nie mamy żadnej szybkości. Cracovia była o dwie klasy szybsza. I to niestety przekłada się na dokładność podań.
Mimo tego, o czym pan mówi, wcale nie musieliście w Krakowie przegrać...
- Zmarnowane sytuacje wołały o pomstę do nieba. To też nie jest wynik tego, że ci chłopcy nie chcieli, ale czucie piłki jest w tym momencie takie, a nie inne. Podejrzewam, że Robert Demjan, Kamil Adamek czy Liran Cohen w innej fazie przygotowań wykorzystaliby te sytuacje i wygralibyśmy ten mecz. W pierwszych letnich meczach mieliśmy świeżość i dynamikę. Wyglądaliśmy wtedy zupełnie inaczej.
Teraz rozpoczynacie obóz. Nad czym będziecie pracować?
- W dużej mierze nad taktyką. Będzie dużo teorii, zajęć taktycznych, wyizolowanych. Mamy już kadrę wyselekcjonowaną, nie bierzemy żadnych zawodników testowanych, więc możemy dopracowywać naszą, autorską taktykę. Muszę podnieść tych nowych chłopców, żeby się tak bardzo nie przejmowali wynikami w tej fazie przygotowań. Czeka nas bardzo dużo pracy. Po obozie, jeżeli będzie wykonana mądra, fajna robota, zespół będzie przypominał ten, który rozpoczął okres przygotowawczy.
Wobec kontuzji dwóch podstawowych stoperów - Juraja Danczika i Bartłomieja Koniecznego - szukacie nowych środkowych obrońców?
- Nie. Mamy takie sygnały, że Jurek być może dojedzie nawet na obóz. Byłoby to dużym plusem. Niejasne są natomiast diagnozy dotyczące Bartka Koniecznego. Jedna jest niemalże tragiczna i mówi o kilku tygodniach przerwy. Przy rezonansie magnetycznym wyszło, że być może regeneracja tego mięśnia nastąpi jednak szybciej. Nie spieszmy się, poczekajmy. Piotrek Koman też nie raz radził sobie już wcześniej na tej pozycji. Chodzi tylko o to, żeby wśród środkowych obrońców nie było już żadnych kontuzji, bo wtedy musielibyśmy już kombinować i przerzucać na stopera zawodników z zupełnie innych stref działania, a tego byśmy nie chcieli, bo ucierpiałaby na pewno jakość gry.
Prezes Marek Glogaza potwierdził w czwartek, że kadra jest zamknięta i powiedział, że tę drużynę stać na walkę o pierwszą dziesiątkę. Pan się z tym zgadza?
- Tak, to jest moje marzenie. Taki cel sobie nakreśliliśmy i w to wierzymy głęboko. Oczywiście, w obecnej dyspozycji nie byłoby na to szans, ale jestem przekonany, że jesteśmy w stanie zrobić w lidze niejedną niespodziankę, a ci chłopcy, którzy do nas dotarli, po ukształtowaniu ich od strony taktycznej i motorycznej, będą nie tylko uzupełnieniami, ale naprawdę podniosą stopień rywalizacji. Nie wyobrażam sobie gry o utrzymanie do końca. Chcielibyśmy mieć bardzo fajną, udaną, dobrą jesień, po to żeby wiosną spróbować - jeżeli będzie taka możliwość - bić się o coś więcej, niż tylko o utrzymanie. Chcemy być drużyną, z którą każdy w Polsce będzie się liczył. Chcielibyśmy cieszyć kibiców Podbeskidzia takimi wynikami, jak w zeszłym sezonie w Krakowie czy w Warszawie.
Na początku okresu przygotowawczego szukał pan środkowego pomocnika. Na testach byli Marcin Siedlarz i Daniel Feruga, miał wrócić po dyskwalifikacji Dariusz Kołodziej. Tymczasem w kadrze na obóz nie ma żadnego z nich. Co się stało?
- Przede wszystkim szukaliśmy zawodników, którzy podniosą poziom tej drużyny. Nie możemy też przesadzać z odmłodzeniem drużyny. Chcieliśmy to zrobić i zrobiliśmy, ten zespół ma perspektywy, ale trzon drużyny musi być starszy. Jeżeli przychodzi zawodnik 20-kilkuletni, z jakimś bagażem doświadczeń, to musi coś wnieść. Ci chłopcy dostali zadanie domowe. Tę rundę muszą zagrać na przyzwoitym poziomie w dobrym klubie I-ligowym, albo topowym II-ligowym i wtedy możemy wrócić do tematu w zimie. Natomiast na dzień dzisiejszy podjąłem decyzję, że nie są w stanie zagwarantować takiej jakości, jakiej oczekujemy.
Czyli środkowego pomocnika już pan nie szuka? W sprawie Kołodzieja chyba nic się nie zmieniło...
- Dokładnie. Musimy poczekać cierpliwie.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa