Były "Góral" dobił ekipę Kociana
05.03.2017
Na początek jeden fakt - mecz na stadionie w Suwałkach sędziował Konrad Kiełczewski i nie byłoby w tym nic odkrywczego, gdyby nie fakt, że w prowadzonych przez niego spotkaniach... zawsze pada mnóstwo bramek. Dość powiedzieć, że arbiter z Białegostoku sędziował 7 spotkań w 1. Lidze, w których bramkarze aż 32 razy musieli wyciągać piłkę z siatki. Piłkarze Wigier i Podbeskidzia nie poszli wpisali się w tą serię i w pierwszej połowie oglądaliśmy głównie szarpaną grę w środku boiska. Jeżeli już którąś drużynę należałoby wyróżnić za ofensywne ataki, wybór ten padłby na gospodarzy, którzy dopiero z biegiem czasu przejmowali inicjatywę i byli zdecydowanie bliżej objęcia prowadzenia.
Podopieczni trenera Nowaka byli szczególnie blisko bramki na 1:0 w 34. minucie - Łukasz Wroński odebrał piłkę Janocie, wbiegł w pole karne Podbeskidzia i zagrał futbolówkę wzdłuż linii bramkowej. Podania byłego piłkarza GKS-u Bełchatów nie wykorzystał Kamil Adamek, któremu zabrakło naprawdę niewiele, by zamknąć całą akcję celnym strzałem. Cztery minuty później doszło z kolei do sporej kontrowersji - wspomniany wcześniej sędzia Kiełczewski nie odgwizdał rzutu karnego, mimo że Rafał Leszczyński popchnął w polu karnym Kamila Adamka. Ostatecznie sytuacja ta poszła w zapomnienie, bo Wigry do tego stopnia przycisnęły Podbeskidzie, że kwestią czasu było otwarcie wyniku przez gospodarzy.
Rafał Leszczyński został pokonany po blisko 70 minutach gry przez Vaclava Cvernę. Czeski obrońca idealnie wykończył dośrodkowanie Damiana Kądziora z rzutu wolnego i wprawił w ekstazę suwalskich kibiców. Nie minęło jednak nawet siedem minut, a Podbeskidzie przegrywało już dwiema bramkami. Prowadzenie ekipy z Podlasia podwyższył były piłkarz klubu z Bielska - Frank Adu Kwame, który popisał się zaskakującym uderzeniem zza pola karnego. Wygrana Wigier powinna być jednak bardziej okazała, gdyby przynajmniej jeden stały fragment gry wykorzystał wyjątkowo nieskuteczny Adamek. Napastnik, także mający za sobą przeszłość w Podbeskidziu, nie tylko nie wykorzystał ani jednej wrzutki, ale dodatkowo przegrał z Rafałem Leszczyńskim w sytuacji "sam na sam".
Dominacja gospodarzy w tym meczu nie podlegała jednak dyskusji, a Podbeskidzie miało ogromny problem z przełamaniem suwalskiej defensywy. Spadkowicz z Ekstraklasy stworzył sobie właściwie tylko jedną, groźną sytuację bramkową - po strzałe Łukasza Sierpiny z dystansu piłka przeleciała nad poprzeczką bramki Hieronima Zocha.
Drużyna trenera Kociana rozpoczęła w fatalnym stylu rundę wiosenną i wydaje się, że ma już tylko iluzoryczne szanse na dobicie do pierwszoligowej czołówki. Na ten moment bielszczanie są dopiero na 10. miejscu w tabeli, a do drugiego GKS-u Katowice tracą aż 11 punktów. Za to przewaga nad zagrożoną grą w barażach o utrzymanie Wisłą Puławy zmalała do zaledwie 3 oczek...
Podopieczni trenera Nowaka byli szczególnie blisko bramki na 1:0 w 34. minucie - Łukasz Wroński odebrał piłkę Janocie, wbiegł w pole karne Podbeskidzia i zagrał futbolówkę wzdłuż linii bramkowej. Podania byłego piłkarza GKS-u Bełchatów nie wykorzystał Kamil Adamek, któremu zabrakło naprawdę niewiele, by zamknąć całą akcję celnym strzałem. Cztery minuty później doszło z kolei do sporej kontrowersji - wspomniany wcześniej sędzia Kiełczewski nie odgwizdał rzutu karnego, mimo że Rafał Leszczyński popchnął w polu karnym Kamila Adamka. Ostatecznie sytuacja ta poszła w zapomnienie, bo Wigry do tego stopnia przycisnęły Podbeskidzie, że kwestią czasu było otwarcie wyniku przez gospodarzy.
Rafał Leszczyński został pokonany po blisko 70 minutach gry przez Vaclava Cvernę. Czeski obrońca idealnie wykończył dośrodkowanie Damiana Kądziora z rzutu wolnego i wprawił w ekstazę suwalskich kibiców. Nie minęło jednak nawet siedem minut, a Podbeskidzie przegrywało już dwiema bramkami. Prowadzenie ekipy z Podlasia podwyższył były piłkarz klubu z Bielska - Frank Adu Kwame, który popisał się zaskakującym uderzeniem zza pola karnego. Wygrana Wigier powinna być jednak bardziej okazała, gdyby przynajmniej jeden stały fragment gry wykorzystał wyjątkowo nieskuteczny Adamek. Napastnik, także mający za sobą przeszłość w Podbeskidziu, nie tylko nie wykorzystał ani jednej wrzutki, ale dodatkowo przegrał z Rafałem Leszczyńskim w sytuacji "sam na sam".
Dominacja gospodarzy w tym meczu nie podlegała jednak dyskusji, a Podbeskidzie miało ogromny problem z przełamaniem suwalskiej defensywy. Spadkowicz z Ekstraklasy stworzył sobie właściwie tylko jedną, groźną sytuację bramkową - po strzałe Łukasza Sierpiny z dystansu piłka przeleciała nad poprzeczką bramki Hieronima Zocha.
Drużyna trenera Kociana rozpoczęła w fatalnym stylu rundę wiosenną i wydaje się, że ma już tylko iluzoryczne szanse na dobicie do pierwszoligowej czołówki. Na ten moment bielszczanie są dopiero na 10. miejscu w tabeli, a do drugiego GKS-u Katowice tracą aż 11 punktów. Za to przewaga nad zagrożoną grą w barażach o utrzymanie Wisłą Puławy zmalała do zaledwie 3 oczek...
Wigry Suwałki - TS Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:0 (0:0)
1:0 - Vaclav Cverna - 69'
2:0 - Frank Adu Kwame - 76'
Wigry: Hieronim Zoch - Janusz Bucholc, Maciej Wichtowski, Vaclav Cverna, Frank Adu Kwame - Adrian Karankiewicz, Damian Gąska (77' Robert Dadok), Damian Kądzior, Mateusz Radecki, Łukasz Wroński (71' Miłosz Kozak) - Kamil Adamek (84' Adam Ryczkowski)
Podbeskidzie: Rafał Leszczyński - Robert Gumny, Jozef Piacek, Mariusz Magiera, Paweł Moskwik - Łukasz Hanzel - Tomasz Podgórski, Michał Janota (78' Peter Sladek), Damian Chmiel, Łukasz Sierpina - Szymon Lewicki (66' Nermin Haksić)
Sędzia: Konrad Kiełczewski (Białystok)
Żółte kartki: Karankiewicz, Wroński (Wigry), Hanzel (Podbeskidzie)
Sędzia: Konrad Kiełczewski (Białystok)
Żółte kartki: Karankiewicz, Wroński (Wigry), Hanzel (Podbeskidzie)
Polecane
I liga