Byli prezesi "Górali" i Górnika krytykują aktualną sytuację. "Kupa baranów"
06.10.2012
Oba kluby, które zmierzą się dziś w Bielsku-Białej, są jednymi z bardziej jaskrawych przykładów wpływów miast na sytuację w drużynie. Z wszystkimi zaletami i wadami tej sytuacji. Miasta pompują pieniądze, budują stadiony. ale mają też spory wpływ na politykę personalną obu klubów. Wszak zarówno w Zabrzu, jak i w Bielsku-Białej, funkcjonują dwie tajemnice poliszynela. Przy Roosevelta wszyscy wiedzą, że Adam Nawałka rok temu straciłby pracę, gdyby nie wstawiennictwo pani prezydent Małgorzaty Mańki-Szulik. Przy Rychlińskiego wiedzą zaś, że rok temu Janusz Okrzesik nie przestałby być prezesem, gdyby nie złe stosunki z miastem.
Przeciwny wspierania publicznymi pieniędzmi drużyny piłkarskiej jest Stanisław Płoskoń, były prezes zabrzańskiego klubu. - Skoro miasto przejęło bezprawnie moje akcje, to jest właścicielem i ma prawo robić co chce. Mamy wolny rynek, więc wszystko jest na sprzedaż. Kwestia siły przebicia. Ale dla mnie paranoją jest to, że miasto buduje stadion na 30 tysięcy ludzi. Jest to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Totalna głupota, więc powiedziałem pani prezydent rok temu, że to może być gwóźdź do trumny miasta. Miasta pompują pieniądze, korzystając z kredytów bankowych. Absurd. Nie jestem zwolennikiem społecznych pieniędzy w zabawie kilkunastu chłopaczków - stwierdza.
Inny pogląd na wpływ miast na kluby piłkarskie ma Jerzy Wolas, były prezes Podbeskidzia, który jednak przyznaje, że sytuacja poszła chyba za daleko. - Ratusz ma zdecydowanie większy wpływ na działania w klubie niż się powszechnie sądzi. Wystarczy spojrzeć na skład rady nadzorczej. Ja się mogłem nagadać i na tym się kończyło, bo nie byłem w stanie nic przeforsować. To traci sens i m.in. dlatego zrezygnowałem ze swojej funkcji - tłumaczy Wolas.

A czy prezydent, tak jak w Zabrzu, wpływa także na sprawy sportowe? - Nie wiem, jak jest obecnie, ale ja przyjmowałem Brosza i ja zwalniałem Brosza. Do personalnych spraw w klubie nikt się nie wtrącał. Sam sprzedawałem Mariusza Sachę, a razem z Szypułą sprzedawaliśmy Chrapka. Oczywiście za wiedzą trenera, bo nie jest tak, że coś mu wyrywaliśmy z drużyny na siłę. Chrapka więc kazał sprzedać, bo wyczuł idealnie, że druga tak udana runda mu się nie powtórzy, a on sam nie chciał tu grać. Zadzwoniłem do Piotra Dudka (prezes Aqua S.A., spółki miejskiej, sponsora głównego klubu) poinformować o tych decyzjach, bo on był najbliżej drużyny i to wszystko - dodaje były prezes bielszczan.
- Przez trzy i pół roku do ratusza nie chodziłem prawie w ogóle. Byłem tylko na tej imprezie, podczas której wręcza się nagrody dla sportowców, trenerów i dobrodzieja roku. A nie, przepraszam, byłem jeszcze w Wydziale Komunikacji jak auto zmieniałem - uśmiecha się Wolas.
Były prezes Podbeskidzia przyznaje jednak, że bez miasta w klubie byłoby bardzo źle. - Prezes Dudek i prezydent Jacek Krywult obiecali, że zrobią wszystko, by pomóc temu klubowi wyjść z długów. Ja się narobiłem, ale pieniądze płynęły przez spółki miejskie. To nie Wolas sfinansował ratowanie Podbeskidzia. Pewnie ileś moich pieniędzy na to poszło, ale nie ma o czym dyskutować, bez pomocy miasta nie byłoby o czym mówić, bo to było trzy i pół miliona długu - przyznaje.
Jedna sprawa, czy pieniądze są przelewane, a inna, jak są wydawane. A to właśnie do bieżącej działalności obu klubów pretensje mają zarówno Płoskoń, jak i Wolas. Choć ten pierwszy wygląda po prostu na bardziej zniechęconego zawodową piłką. Dlatego, mimo że mieszka niedaleko Bielska-Białej, nie zobaczy dzisiejszych Derbików. - Prezes Artur Jankowski mnie zaprosił, ale nasz futbol nie jest interesujący. Żenujący poziom. Przy tych pieniądzach...? Dużo życia i pieniędzy poświęciłem piłce. To była dobra zabawa jak byłem młody. Teraz jak patrzę, jak pompuje się pieniądze w nieudolnych piłkarzy... To kupa baranów - mówi ostro.
- Mówię to oficjalnie, kupa baranów, ganiających za kawałkiem skóry, którzy nie umieją dobrze kopnąć. Co roku jest gorzej, a zarabiają nieporównywalne pieniądze do wkładanego wysiłku. Zarabiają więcej niż w krajach zachodnich, nie mówiąc już o takich państwach jak Norwegia, Szwecja, gdzie jest półzawodowstwo.
To, co grają polscy piłkarze, woła o pomstę do nieba. Taki naród. Mało przykładający się w systematyczność i ciężką pracę - zarzuca Płoskoń.
Wolas z kolei odnosi się do bardziej aktualnych działań w Podbeskidziu. - Budę wymalowano, ale psy zostały te same. Celowo używam liczby mnogiej. Klub wymaga sporych zmian. Decyzje, które ostatnio podjęto, są śmieszne. Ja rok temu też nie zwolniłem w trudnym momencie Roberta Kasperczyka, ale odbyliśmy poważną rozmowę w cztery oczy, podczas której wszystko wisiało na włosku. Lecz teraz zmiany powinny dosięgnąć i sferę sportową i organizacyjną. Muszą być głębsze. Jeśli tych zmian w klubie nie będzie... Oj, to będzie bardzo ciężko - kończy Jerzy Wolas.
Podbeskidzie Bielsko-Biała - Górnik Zabrze
sobota, 15:45
Sędzia Bartosz Frankowski (Toruń).
Przeciwny wspierania publicznymi pieniędzmi drużyny piłkarskiej jest Stanisław Płoskoń, były prezes zabrzańskiego klubu. - Skoro miasto przejęło bezprawnie moje akcje, to jest właścicielem i ma prawo robić co chce. Mamy wolny rynek, więc wszystko jest na sprzedaż. Kwestia siły przebicia. Ale dla mnie paranoją jest to, że miasto buduje stadion na 30 tysięcy ludzi. Jest to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Totalna głupota, więc powiedziałem pani prezydent rok temu, że to może być gwóźdź do trumny miasta. Miasta pompują pieniądze, korzystając z kredytów bankowych. Absurd. Nie jestem zwolennikiem społecznych pieniędzy w zabawie kilkunastu chłopaczków - stwierdza.
Inny pogląd na wpływ miast na kluby piłkarskie ma Jerzy Wolas, były prezes Podbeskidzia, który jednak przyznaje, że sytuacja poszła chyba za daleko. - Ratusz ma zdecydowanie większy wpływ na działania w klubie niż się powszechnie sądzi. Wystarczy spojrzeć na skład rady nadzorczej. Ja się mogłem nagadać i na tym się kończyło, bo nie byłem w stanie nic przeforsować. To traci sens i m.in. dlatego zrezygnowałem ze swojej funkcji - tłumaczy Wolas.

A czy prezydent, tak jak w Zabrzu, wpływa także na sprawy sportowe? - Nie wiem, jak jest obecnie, ale ja przyjmowałem Brosza i ja zwalniałem Brosza. Do personalnych spraw w klubie nikt się nie wtrącał. Sam sprzedawałem Mariusza Sachę, a razem z Szypułą sprzedawaliśmy Chrapka. Oczywiście za wiedzą trenera, bo nie jest tak, że coś mu wyrywaliśmy z drużyny na siłę. Chrapka więc kazał sprzedać, bo wyczuł idealnie, że druga tak udana runda mu się nie powtórzy, a on sam nie chciał tu grać. Zadzwoniłem do Piotra Dudka (prezes Aqua S.A., spółki miejskiej, sponsora głównego klubu) poinformować o tych decyzjach, bo on był najbliżej drużyny i to wszystko - dodaje były prezes bielszczan.
- Przez trzy i pół roku do ratusza nie chodziłem prawie w ogóle. Byłem tylko na tej imprezie, podczas której wręcza się nagrody dla sportowców, trenerów i dobrodzieja roku. A nie, przepraszam, byłem jeszcze w Wydziale Komunikacji jak auto zmieniałem - uśmiecha się Wolas.
Były prezes Podbeskidzia przyznaje jednak, że bez miasta w klubie byłoby bardzo źle. - Prezes Dudek i prezydent Jacek Krywult obiecali, że zrobią wszystko, by pomóc temu klubowi wyjść z długów. Ja się narobiłem, ale pieniądze płynęły przez spółki miejskie. To nie Wolas sfinansował ratowanie Podbeskidzia. Pewnie ileś moich pieniędzy na to poszło, ale nie ma o czym dyskutować, bez pomocy miasta nie byłoby o czym mówić, bo to było trzy i pół miliona długu - przyznaje.
Jedna sprawa, czy pieniądze są przelewane, a inna, jak są wydawane. A to właśnie do bieżącej działalności obu klubów pretensje mają zarówno Płoskoń, jak i Wolas. Choć ten pierwszy wygląda po prostu na bardziej zniechęconego zawodową piłką. Dlatego, mimo że mieszka niedaleko Bielska-Białej, nie zobaczy dzisiejszych Derbików. - Prezes Artur Jankowski mnie zaprosił, ale nasz futbol nie jest interesujący. Żenujący poziom. Przy tych pieniądzach...? Dużo życia i pieniędzy poświęciłem piłce. To była dobra zabawa jak byłem młody. Teraz jak patrzę, jak pompuje się pieniądze w nieudolnych piłkarzy... To kupa baranów - mówi ostro.
- Mówię to oficjalnie, kupa baranów, ganiających za kawałkiem skóry, którzy nie umieją dobrze kopnąć. Co roku jest gorzej, a zarabiają nieporównywalne pieniądze do wkładanego wysiłku. Zarabiają więcej niż w krajach zachodnich, nie mówiąc już o takich państwach jak Norwegia, Szwecja, gdzie jest półzawodowstwo.
To, co grają polscy piłkarze, woła o pomstę do nieba. Taki naród. Mało przykładający się w systematyczność i ciężką pracę - zarzuca Płoskoń.
Wolas z kolei odnosi się do bardziej aktualnych działań w Podbeskidziu. - Budę wymalowano, ale psy zostały te same. Celowo używam liczby mnogiej. Klub wymaga sporych zmian. Decyzje, które ostatnio podjęto, są śmieszne. Ja rok temu też nie zwolniłem w trudnym momencie Roberta Kasperczyka, ale odbyliśmy poważną rozmowę w cztery oczy, podczas której wszystko wisiało na włosku. Lecz teraz zmiany powinny dosięgnąć i sferę sportową i organizacyjną. Muszą być głębsze. Jeśli tych zmian w klubie nie będzie... Oj, to będzie bardzo ciężko - kończy Jerzy Wolas.
Podbeskidzie Bielsko-Biała - Górnik Zabrze
sobota, 15:45
Sędzia Bartosz Frankowski (Toruń).
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów