"Byłem przekonany, że piłkarsko Piast nie da rady pokonać Bełchatowa"

03.06.2013
- Bardzo trudnym momentem był mecz w Łodzi. Emocje sięgały zenitu, miałem świadomość, że nic się już nie da nadrobić w przyszłości i nie ma co liczyć na to, że inne zespoły zagrają "pod nas" - mówi Wojciech Borecki.
Po przyjściu Boreckiego w Bielsku-Białej doszło do rewolucji. Zmieniono trenera, a z klubem pożegnało się kilkunastu zawodników. Jak się okazało, warto było. - Kiedy podjąłem się tej pracy, to plan działania był i - jak się okazało - był on dobry. Bez przekonania, że to się może udać, nie brałbym się za tą robotę. Byłem przekonany, że to wszystko może się jeszcze skończyć sukcesem i że można doprowadzić do utrzymania drużyny w ekstraklasie - mówi prezes Podbeskidzia.

Szef Podbeskidzia nie miał chwili zwątpienia w powodzenie planu, nawet w momencie gdy z klubem niespodziewanie pożegnał się Kubicki. Był to jednak trudny moment. - Wiedziałem wówczas, że jak chcę zachować to wszystko, co już zostało zrobione, to muszę wykonać następny bardzo szybki ruch. To znaczy znaleźć natychmiast trenera z autorytetem, który potrafi przekonać wszystkich, że nic się nie stało, że gramy dalej i nasz cel się nie zmienia. A drugim takim bardzo trudnym momentem był ostatni mecz w Łodzi. Emocje sięgały zenitu, miałem świadomość, że nic się już nie da nadrobić w przyszłych meczach i nie ma co liczyć na to, że jakieś inne zespoły zagrają "pod nas" - przyznaje Borecki.

Byłem przekonany, że piłkarsko Piast nie da rady pokonać Bełchatowa - GKS bardziej mi się podobał i widziałem więcej atutów w tym zespole. Oczywiście marzyliśmy o tym, aby przed ostatnim meczem mieć wszystko we własnych rękach ale to było jednocześnie i bardzo blisko i bardzo daleko od celu. To były dwa bardzo trudne momenty. Ale powtarzam, chwili zwątpienia czy niewiary w możliwość ostatecznego sukcesu nie miałem. Ani po porażce z Polonią, ani nawet po następnej przegranej z Piastem. Ważne z pewnością było też to, że ta wiara była także widoczna w drużynie, wśród zawodników i w sztabie szkoleniowym. Bez wątpienia istotną rolę odegrał tu trener Michniewicz, który swoją osobowością scalił tę grupę. I było widać, że wszyscy grają o jeden cel - kończy temat prezes "Górali".
źródło: tspodbeskidzie.pl

Przeczytaj również