Była gwiazda Realu Madryt przyjedzie do... Bielska-Białej?! "To możliwe"

21.02.2013
Bodaj od czasów Ferenca Puskasa, gwiazdy światowego futbolu nie odwiedzają Bielska-Białej. Jest jednak prawdopodobne, że wkrótce swojego bratanka z Podbeskidzia odwiedzi... Predrag Mijatović!
Podbeskidzie Bielsko-Biała nie może się doczekać w swoich barwach reprezentanta seniorskiej kadry Polski, ale w osobie Marko Ćetkovicia zyskało członka drużyny narodowej Czarnogóry. - Jestem dość regularnie powoływany. Siedziałem nawet na ławce w jesiennym meczu przeciwko Polsce w eliminacjach do mistrzostw świata. Rozegrałem póki co sześć meczów w reprezentacji i liczę, że za miesiąc zostanę powołany na spotkania przeciwko Mołdawii i Ukrainie. Najpierw muszę jednak grać dobrze w Podbeskidziu. Reprezentacja jest na drugim miejscu - podkreśla.

27-letni zawodnik w swojej ojczyźnie jest nazywany "Czarnogórskim Messim". Na koncie ma trzy mistrzostwa Czarnogóry - jedno z Zetą Golubovci, a dwa z Mogrenem Budva. W międzyczasie dołożył też cegiełkę do mistrzostwa Serbii w barwach Partizana Belgrad. Przez ostatnie pół roku grał natomiast w Buriram United, z którym wygrał Puchar Tajlandii i Puchar Ligi. To wszystko świetne referencje, ale w Polsce póki co nie zachwycił. W sezonie 2011/2012 zagrał w 19 meczach i nie strzelił żadnej bramki.


Łukasz Laskowski/Pressfocus

Mierzący 170 centymetrów pomocnik dobrze wspomina czas spędzony w Azji. - Było naprawdę w porządku. Na każdym meczu było minimum 20 tysięcy widzów. To niezła liga, gra się tam szybką piłkę, trzeba dużo biegać. Jako że jestem reprezentantem kraju, ściągnęli mnie tam, żebym promował futbol w Tajlandii. Ale cieszę się, że znów jestem w Europie. Mam nadzieję, że już tu zostanę - przyznaje.

Radość z powrotu Ćetkovicia do Europy musi odczuwać też... Predrag Mijatović. Były wielokrotny reprezentant Jugosławii, uczestnik mistrzostw świata 1998 i Euro 2000, który z Realem Madryt wygrywał Ligę Mistrzów, a później był dyrektorem sportowym "Królewskich", jest wujkiem zawodnika Podbeskidzia. - Tak, w rzeczy samej, jestem jego bratankiem. Utrzymujemy regularny kontakt, rozmawiamy ze sobą przynajmniej raz w tygodniu - zdradza. Czy jest więc możliwe, że Mijatović odwiedzi Ćetkovicia w Bielsku-Białej? - zagadujemy. - Tak, to naprawdę bardzo prawdopodobne. W Białymstoku było o to ciężko, bo najpierw musiałby lecieć do Warszawy, a później jeszcze kilka godzin pociągiem, a on jest menedżerem i pracuje w Hiszpanii, więc nie ma za dużo czasu. Do Bielska-Białej jest jednak tylko godzina z Krakowa, więc możliwe, że mnie tutaj odwiedzi - kończy Marko Ćetković.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również