Był ulubieńcem kibiców Podbeskidzia. Dziś trenuje BKS i pracuje w KGHM-ie
02.11.2012
34-letni obecnie skrzydłowy z Podbeskidzia Bielsko-Biała odszedł w 2009 roku. Kibice bardzo go szanowali nie tylko za grę, ale także za charakter i stosunek do fanów. Zawodnik powrócił wtedy w rodzinne strony, do Górnika Polkowice, gdzie jeszcze przez chwilę pograł w I lidze. Później słuch o nim jednak zaginął...
- W Polkowicach grałem półtora roku i niespodziewanie się z tym klubem rozstałem. Z różnych względów. Mam trochę żalu do ówczesnego trenera, który trochę mnie zwiódł, potraktował nie do końca w porządku i musiałem rozwiązać kontrakt. Nie tak to miało wyglądać, ale trudno - wspomina.
Miał wtedy 32 lata, a więc nie mało, ale nie na tyle dużo, by nie mieć jeszcze szans na angaż w I lub II lidze. - Myślałem, żeby jechać gdzieś w Polskę i szukać szczęścia, ale dostałem pracę w firmie KGHM-ie i już nie zdecydowałem się nigdzie ruszać. Chciałem jednak jeszcze trochę pokopać piłkę. Zaczepiłem się w BKS-ie Bolesławiec, grałem tam pół roku, a potem zrezygnował trener. Zaproponowano mi, bym został jego grającym następcą. Podkreślam, że grającym, bo nie wyobrażam sobie, bym już mógł zawiesić buty na kołku - podkreśla.
Tym sposobem, w wieku zaledwie 34 lat, Żmudziński rozpoczął samodzielną pracę trenerską w jeleniogórskiej okręgówce. Teraz runda dobiega już końca, a jego zespół... jest liderem rozgrywek! - Faktycznie, jestem miło zaskoczony. To jest tylko okręgówka, ale dla mnie to nowa rola i zastanawiałem się, jak to będzie wyglądać. Dobrze wypada ta runda. Potrafię dotrzeć do zawodników, sam gram, więc wiem jak to wygląda. Oczywiście, nie wszystko tak dobrze z bliska widać, ale jakoś sobie radzę, o czym świadczą wyniki. Jest fajnie - uśmiecha się trener BKS-u Bolesławiec.
Przyszłości z piłką Żmudziński raczej nie wiąże, chociaż... - Na pewno bardziej z moją obecną pracą, bo to jest stałe źródło dochodu, ale mam ciągotki do pozostania przy piłce i bawienia się w trenerkę. Ona to na razie dodatek, ale nie wiadomo, jak będzie za pięć-osiem lat - przyznaje. Siłą rzeczy, pracując w KGHM-ie, który jest właścicielem Zagłębia Lubin, jest blisko ekstraklasowej piłki. - To prawda, mam kolegów, którzy kibicują Zagłębiu, widzę się z nimi, rozmawiamy o tym klubie codziennie. Ja jestem z tego regonu, więc też dobrze życzę wszystkim zespołom z Dolnego Śląska. Teraz na pewno serce będzie jednak rozdarte, bo mam ogromny sentyment do Podbeskidzia - przyznaje.
- Śledzę na bieżąco, co tam się dzieje, odwiedzam strony, czytam w gazetach, oglądam mecze. Raz za czas dzwonimy do siebie z kierownikiem Markiem Móllem. Generalnie, nie jest mi obcy ten zespół. Bardzo sobie cenię ten zespół i Bielsko - mówi "Żmudzik".
Ostatnio jednak oglądanie "Górali" nie należy do przyjemności. - Smutno patrzeć na te ostatnie wyniki. Byłem miło zaskoczony tym pierwszym sezonem po awansie. A już te mecze Pucharu Polski! Normalnie, jaki ja byłem dumny, że grałem w tym klubie. Dalej jestem, ale troszkę smutno, że są takie wyniki. W tym mieście jest potencjał i zapotrzebowanie na piłkę na wysokim poziomie, więc bardzo bym chciał, żeby Podbeskidzie się odbiło i zaczęło wygrywać - nie ukrywa.
Czy jednak jest na to szansa na boisku Zagłębia? - Tydzień temu lubinianie jechali na spotkanie z mistrzem Polski Śląskiem Wrocław i też nie byli faworytem. Wcześniej przecież grali bardzo słabo. Teraz Podbeskidzie przyjeżdża w takiej samej roli. Wynik jest sprawą otwartą. Bielszczanie już nie raz pokazali, że mają charakter i potrafią się podnosić w ciężkich momentach. Myślę, że tanio skóry nie sprzedadzą i postawią ciężkie warunki. Z drugiej strony, Zagłębie gra u siebie i jego forma rośnie. Więc Podbeskidzie też czeka trudna przeprawa - analizuje.
Sam jednak tej przeprawy nie zobaczy. - Niestety, sam gram o 14 swój mecz, ostatni w rundzie jesiennej. Do Lubina pojadą jednak moi koledzy, więc będę miał informacje z pierwszej ręki - kończy Paweł Żmudziński.
Zagłębie Lubin - Podbeskidzie Bielsko-Biała
sobota, 15:45
Krzysztof Jakubik (Siedlce)
- W Polkowicach grałem półtora roku i niespodziewanie się z tym klubem rozstałem. Z różnych względów. Mam trochę żalu do ówczesnego trenera, który trochę mnie zwiódł, potraktował nie do końca w porządku i musiałem rozwiązać kontrakt. Nie tak to miało wyglądać, ale trudno - wspomina.
Miał wtedy 32 lata, a więc nie mało, ale nie na tyle dużo, by nie mieć jeszcze szans na angaż w I lub II lidze. - Myślałem, żeby jechać gdzieś w Polskę i szukać szczęścia, ale dostałem pracę w firmie KGHM-ie i już nie zdecydowałem się nigdzie ruszać. Chciałem jednak jeszcze trochę pokopać piłkę. Zaczepiłem się w BKS-ie Bolesławiec, grałem tam pół roku, a potem zrezygnował trener. Zaproponowano mi, bym został jego grającym następcą. Podkreślam, że grającym, bo nie wyobrażam sobie, bym już mógł zawiesić buty na kołku - podkreśla.
Tym sposobem, w wieku zaledwie 34 lat, Żmudziński rozpoczął samodzielną pracę trenerską w jeleniogórskiej okręgówce. Teraz runda dobiega już końca, a jego zespół... jest liderem rozgrywek! - Faktycznie, jestem miło zaskoczony. To jest tylko okręgówka, ale dla mnie to nowa rola i zastanawiałem się, jak to będzie wyglądać. Dobrze wypada ta runda. Potrafię dotrzeć do zawodników, sam gram, więc wiem jak to wygląda. Oczywiście, nie wszystko tak dobrze z bliska widać, ale jakoś sobie radzę, o czym świadczą wyniki. Jest fajnie - uśmiecha się trener BKS-u Bolesławiec.
Przyszłości z piłką Żmudziński raczej nie wiąże, chociaż... - Na pewno bardziej z moją obecną pracą, bo to jest stałe źródło dochodu, ale mam ciągotki do pozostania przy piłce i bawienia się w trenerkę. Ona to na razie dodatek, ale nie wiadomo, jak będzie za pięć-osiem lat - przyznaje. Siłą rzeczy, pracując w KGHM-ie, który jest właścicielem Zagłębia Lubin, jest blisko ekstraklasowej piłki. - To prawda, mam kolegów, którzy kibicują Zagłębiu, widzę się z nimi, rozmawiamy o tym klubie codziennie. Ja jestem z tego regonu, więc też dobrze życzę wszystkim zespołom z Dolnego Śląska. Teraz na pewno serce będzie jednak rozdarte, bo mam ogromny sentyment do Podbeskidzia - przyznaje.
- Śledzę na bieżąco, co tam się dzieje, odwiedzam strony, czytam w gazetach, oglądam mecze. Raz za czas dzwonimy do siebie z kierownikiem Markiem Móllem. Generalnie, nie jest mi obcy ten zespół. Bardzo sobie cenię ten zespół i Bielsko - mówi "Żmudzik".
Ostatnio jednak oglądanie "Górali" nie należy do przyjemności. - Smutno patrzeć na te ostatnie wyniki. Byłem miło zaskoczony tym pierwszym sezonem po awansie. A już te mecze Pucharu Polski! Normalnie, jaki ja byłem dumny, że grałem w tym klubie. Dalej jestem, ale troszkę smutno, że są takie wyniki. W tym mieście jest potencjał i zapotrzebowanie na piłkę na wysokim poziomie, więc bardzo bym chciał, żeby Podbeskidzie się odbiło i zaczęło wygrywać - nie ukrywa.
Czy jednak jest na to szansa na boisku Zagłębia? - Tydzień temu lubinianie jechali na spotkanie z mistrzem Polski Śląskiem Wrocław i też nie byli faworytem. Wcześniej przecież grali bardzo słabo. Teraz Podbeskidzie przyjeżdża w takiej samej roli. Wynik jest sprawą otwartą. Bielszczanie już nie raz pokazali, że mają charakter i potrafią się podnosić w ciężkich momentach. Myślę, że tanio skóry nie sprzedadzą i postawią ciężkie warunki. Z drugiej strony, Zagłębie gra u siebie i jego forma rośnie. Więc Podbeskidzie też czeka trudna przeprawa - analizuje.
Sam jednak tej przeprawy nie zobaczy. - Niestety, sam gram o 14 swój mecz, ostatni w rundzie jesiennej. Do Lubina pojadą jednak moi koledzy, więc będę miał informacje z pierwszej ręki - kończy Paweł Żmudziński.
Zagłębie Lubin - Podbeskidzie Bielsko-Biała
sobota, 15:45
Krzysztof Jakubik (Siedlce)
Polecane
Ekstraklasa