Bramkarz Podbeskidzia: Nie ma o czym mówić - to był mój błąd...

27.03.2011
Przez rok gry w Podbeskidziu Bielsko-Biała Richard Zajac popełniał błędy nadzwyczaj rzadko, ale nigdy nie zdarzyło mu się puścić "szmaty". Aż do meczu z Odrą Wodzisław...
Była 63. minuta meczu pomiędzy Odrą Wodzisław a Podbeskidziem Bielsko-Biała. "Górale" cały czas atakowali i byli o krok od strzelenia bramki. Nikt się jednak nie mógł spodziewać takiej katastrofy, jaką zafundował bielszczanom bramkarz. Jeden z zawodników wodzisławian lekko dośrodkował piłkę z prawej strony, a Zajac, zamiast pewnie chwycić piłkę lecącą na wysokości pasa, odbił ją pod nogi Tomasza Stolpy. Były napastnik Zagłębia Sosnowiec nie miał problemów ze zdobyciem swojej pierwszej bramki dla Odry.

- Każdy chce wiedzieć, co się stało w tej sytuacji. Nic się nie stało. Po prostu popełniłem fatalny błąd, piłka źle się odbiła i narobiłem kłopotów drużynie. Na szczęście chłopcy odwrócili losy meczu, co świadczy o tym, że jesteśmy mocni - powiedział skruszony Słowak. Skoro jednak Zajac był przez rok człowiekiem-instytucją w Podbeskidziu, to chyba w Bielsku-Białej mogą się cieszyć, że popełnił taki błąd w wygranym meczu. Wszak chyba nikt nie wierzy, że taki bramkarz mógłby puszczać tego typu bramki częściej niż raz na 365 dni.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również