Bramkarz Korony: Przy lepszym przeciwniku mogliśmy stracić bramkę

03.03.2012
- Zagrożenia wiele pod bramką nie było, ale w drugiej połowie było kilka błędów, które lepszy przeciwnik mógłby wykorzystać. Trzeba tego unikać - mówił Zbigniew Małkowski, bramkarz Korony Kielce.
Golkiper kielczan skoczył w czasie wczorajszego meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała do Pavola Stano, po jednym z błędów środkowego obrońcy. Panowie doskoczyli do siebie niemal jak Matko Perdijić z Rafałem Grodzickim w czasie jesiennego meczu Ruchu Chorzów z "Góralami". - Popełniliśmy błędy, a wiadomo, jak się prowadzi 2-0 to każda kontaktowa bramka rodzi niepokój. Chcieliśmy ten wynik dociągnąć i na szczęście to się udało - cieszył się Małkowski.

- Przed tym meczem mobilizowaliśmy się, żeby zacząć tak, jak z Górnikiem Zabrze i to się udało. Wiedzieliśmy, że Podbeskidzie bardzo dobrze organizuje się z tyłu, więc chcieliśmy ich krótko złapać na samym początku. Później za wiele roboty już nie miałem, musiałem się sam rozgrzewać, żeby utrzymać koncentrację - dodał bramkarz.

Bardzo zadowolony był również po końcowym gwizdku Jacek Kiełb, zdobywca drugiej bramki. - Ten gol jest dla taty, który dziś pojawił się na meczu. Pierwszy raz strzeliłem w czasie gdy on jest na stadionie. Bardzo rzadko przyjeżdża na Koronę, może teraz zacznie częściej? - zastanawiał się piłkarz. - Chwała naszemu sztabowi szkoleniowemu, że tak dobrze rozpracował przeciwnika, a my tylko robiliśmy, co nam kazali. To poskutkowało - podkreślał.

Gracz wypożyczony z Lecha Poznań powiedział też trochę o kibicach. Wszak na rozgrzewkę gracze gospodarzy wyszli w koszulkach z napisami: "Stadion to nie teatr. Piłka nożna dla kibiców!". To pokłosie bardzo rygorystycznych kar na kieleckim obiekcie m.in. za przeklinanie. - Szkoda, że nie było kompletu widzów, ale wiemy, jak wygląda sytuacja. Oni oglądali nas przed telewizorami. To jest chora sytuacja i wiadomo, że z całego serca naszych fanów popieramy - zakończył Jacek Kiełb.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również