Bożydar Iwanow: Między prezesem a trenerem doszło do "gorącej" wymiany zdań. Powodów do pa

09.10.2014
Analogia do zwolnienia Czesława Michniewicza, „żonglerka” w bramce i kłopoty w „tyłach” – tematy te w odniesieniu do zespołu Podbeskidzia podejmuje znany dziennikarz Bożydar Iwanow.
Norbert Barczyk/Press Focus
Na wstępie felietonu dla portalu SportoweBeskidy.pl Bożydar Iwanow zaznacza, że punkt uzyskany w meczu ze Śląskiem Wrocław atmosferę w Bielsku-Białej uspokoił. – Doszło do „gorącej” wymiany zdań między prezesem Wojciechem Boreckim, a trenerem Leszkiem Ojrzyńskim. Wiemy, że obaj mają dość wybuchowe charaktery. Nie wiem, co wydarzyłoby się, gdyby w miniony piątek zespół z Dolnego Śląska okazał się lepszy. Rok temu w podobnym okresie pracę stracił przecież Czesław Michniewicz, którego jeszcze w czerwcu noszono na rękach i określano mianem cudotwórcy, bo uratował zespół przed niemal pewnym spadkiem do Pierwszej Ligi. Punktów było wtedy oczywiście zdecydowanie mniej niż obecnie, drużyna była na dole tabeli, ale w czterech ostatnich meczach Michniewicza zespół też trzy raz przegrał i zaliczył jeden remis. Dymisję wręczono mu po dającym nadzieję poprawy, ale przegranym spotkaniu z Cracovią. Mimo zapewnień, że szkoleniowiec jest bezpieczny – czytamy w komentarzu.

Dziennikarz stacji Polsat podejmuje także kilka wątków personalnych. – Nie ma przecież żadnego powodu do paniki. Nawet w przegranych meczach drużyna miała sporo dobrych momentów i chciała grać w piłkę. Taktyka na Śląsk była już inna i bazowała na prostszych środkach. Więcej było gry tzw. „długą piłką”, pewnie także dlatego, że w pierwszym składzie po raz pierwszy od dawna wyszli obok siebie Robert Demjan i Maciej Korzym. Jednego gola co prawda wspólnie wypracowali – Damianowi Chmielowi – ale ciągle wydaje mi się, że są to napastnicy bardzo do siebie podobni – pisze Iwanow.

– Gorzej jest z tyłu. Adam Pazio po swoim „wyczynie” w Białymstoku może na długo wypaść z pozycji lewego obrońcy. Podobnie, jak Frank Kwame Adu ma zdecydowanie więcej atutów w ofensywie, a jednak rolą obrońcy jest przede wszystkim bronienie. Zarówno były piłkarz Polonii Warszawa i Lechii Gdańsk, jak i Ghańczyk wykorzystali już limit błędów. Obu chętniej widziałbym jednak w drugiej linii. Tyle, że na bokach pomocy jest zdecydowanie więcej opcji niż w defensywie. Pavol Stano, poza pierwszym meczem, też nie daje póki co drużynie pewności w tyłach – czytamy.

Z tym wiąże się ściśle kwestia obsady w „świątyni” bielskiej drużyny. – O braku logiki przy żonglerce pomiędzy słupkami napisały już wszystkie gazety, więc nie będę się powtarzał. Już gdy przed ubiegłym sezonem do zespołu trafiał Ladislav Rybansky pisałem, że dwóch słowackich bramkarzy rywalizujących ze sobą, to nie jest dobry pomysł. I to jeszcze będących u schyłku swej kariery. Że trzeba pomyśleć o kimś młodym, nowym, zawodniku na przyszłość. Ciekaw jestem czy ktoś w klubie już wie, co zrobić zimą, gdy kontrakt wygaśnie Zajacowi. Michal Pesković też nie daje na razie gwarancji, że więcej obroni niż przepuści. Potrzebny jest bramkarz! I proszę, żeby to nie były takie ruchy, jak w przypadku Mateusza Bąka czy Ladislava Rybanskiego. To „Riczie” był – i jest – jedynym prawdziwym bramkarzem w ekstraklasowej przygodzie „Górali”. I chyba wszyscy powinni wiedzieć w Podbeskidziu doskonale, że bronił wtedy najlepiej, gdy był swej pozycji pewny – dodaje Bożydar Iwanow.


FELIETON BOŻYDARA IWANOWA W CAŁOŚCI DLA SPORTOWEBESKIDY.PL.



źródło: SportoweBeskidy.pl/własne

Przeczytaj również