Bożydar Iwanow: „Górale” zagrali dobrze? Tylko momentami

21.08.2014
W minionej kolejce ekstraklasy o jeden punkt swój dorobek powiększył zespół Podbeskidzia. Zdaniem Bożydara Iwanowa, który komentuje wydarzenia z udziałem bielszczan dla portalu SportoweBeskidy.pl, nie był to wcale najlepszy występ „Górali”.
Łukasz Laskowski/Press Focus
– Po poniedziałkowym meczu z Bełchatowem odbyłem kilka rozmów i nie ze wszystkimi interlokutorami mogę się zgodzić. Niektórzy twierdzili, że był to co najmniej dobry mecz w wykonaniu „Górali”. Ja uważam, że tylko momentami. Że pierwsza połowa najlepsza od dawna? Poprzeczka po poprzednich „połówkach” nie była za wysoko powieszona. Najwyżej na poziomie kolan – czytamy w najnowszym felietonie Bożydara Iwanowa.

– Najbardziej w tym sezonie Podbeskidzie podobało mi się w Gdańsku. Grając przez wiele minut w dziesiątkę na terenie mocnego przeciwnika, potrafiło go zdominować i przeprowadzić sporo dobrych, kombinacyjnych akcji. Nic nie wynikało z przypadku czy rykoszetów, jak chociażby w Bydgoszczy. Zespół na PGE Arenie przegrał, ale pokazał dobry futbol. Podobnie z Pogonią Szczecin. Z Bełchatowem było parę zrywów, sporo chaosu i nudnej piłki. Siedem punktów po pięciu kolejkach to wynik co prawda historyczny. Ale też nigdy w historii nie było tak mocnego składu, jak obecnie – twierdzi znany dziennikarz na łamach portalu SportoweBeskidy.pl.

Bożydar Iwanow zwraca uwagę, że goście z Bełchatowa zagrali w Bielsku-Białej mocno osłabieni. Dodatkowo, Podbeskidzie było „lekko rozstrojone”. – Decydująca o obliczu gry formacja pomocy została przebudowana. Dobrze funkcjonujący mechanizm Anton Sloboda – Maciej Iwański nie wiedzieć czemu uległ rozbiciu. Gdy zauważyłem brak Słowaka w podstawowym składzie myślałem, że jest kontuzjowany. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że siedzi na ławce. Obok „Ajwena” wyszedł  Artur Lenartowski. Może chodziło o „podwyższenie” drużyny, ale w PGE GKS-ie przy braku Ślusarza aż tak wielu wysokich i groźnych przy wrzutkach zawodników przecież nie było – dodaje.

Felietonista odniósł się także krótko do osoby Macieja Korzyma. – Znam go „sto lat”, jeszcze z czasów Legii Warszawa i starego stadionu przy Łazienkowskiej. Świetny charakter, nigdy nie odpuszczający, oddający zdrowie i serce dla drużyny gdziekolwiek nie występuje. Zawsze uśmiechnięty, otwarty i szczery chłopak. Twardziel, o czym przekonał nas wszystkich po złamaniu nogi w ubiegłym roku w Koronie Kielce. Ale naprawdę nie dziwię się, że ktoś w mieście „wkurzył się” na prezesa Wojciecha Boreckiego, że podpisał z nim kontrakt na trzy lata. To znaczy: w normalnej piłce to sytuacja nie podlegająca dyskusji. Wszędzie myśli się perspektywicznie i wiąże się z zawodnikami na czas dłuższy. Ale nie w tym klubie. Chłopaki, które przez trzy sezony utrzymywali zespół w lidze mieli kłopot, by dostać prolongatę umowy o rok, a przychodzi ktoś nowy i od razu dostaje trzyletnią umowę? Futbol to nie „Powązki”, więc nie chodzi w nim o zasługi, ale po co siać ferment? – podsumowuje Iwanow.


CZYTAJ CAŁY KOMENTARZ BOŻYDARA IWANOWA.
źródło: własne/SportoweBeskidy.pl

Przeczytaj również