Bielszczanie są najlepsi w Polsce, bo mają atuty z "dużego boiska"
05.12.2010
Ten niespodziewany sukces przyniosło bielszczanom zwycięstwo w finale z Gwiazdą Ruda Śląska. Łatwo nie było... - Dramaturgia wręcz niesamowita. Wygrać mógł każdy, a samo spotkanie miało prawdziwie futsalową jakość - zaznacza Janusz Szymura, prezes klubu. Co najważniejsze, w samym regulaminowym czasie gry padło aż 12 bramek. A przypomnijmy, że do wyłonienia mistrza potrzebne były rzuty karne.
- Chłopcy fantastycznie wytrzymali je pod względem psychicznym - mówi Krzysztof Skrzyp, szkoleniowiec zespołu, który chwali swoich podopiecznych za coś jeszcze. - Za to, że pokazaliśmy nasze atuty z "dużego boiska". Mam na myśli umiejętne i przemyślane przejście z obrony do szybkiego ataku - tłumaczy.
Ale żeby nie było tak idealnie... - Patrząc z pozycji byłego już futsalowca, powiem, że turniej stał na średnim poziomie - uważa Andrzej Szymański, drugi trener bielszczan. - Trzy zespoły prezentowały dobry poziom. Gwiazda Ruda Śląska, Północ Chrzanów i nasz Rekord, czego z kolei nie powiedziałbym przed spotkaniem finałowym. W ogóle przed turniejem byłem pełen obaw. Mieliśmy niewiele czasu na wspólne treningi, a w nich główny nacisk położyliśmy na grę w obronie. To okazało się kluczem do mistrzostwa. W finale zagraliśmy już na "tak", ofensywnie. Prowadzenie co chwilę zmieniało się, ale nie mogło się to dla nas lepiej skończyć. No, może mogło to trwać trochę krócej - śmieje się Szymański.
- Chłopcy fantastycznie wytrzymali je pod względem psychicznym - mówi Krzysztof Skrzyp, szkoleniowiec zespołu, który chwali swoich podopiecznych za coś jeszcze. - Za to, że pokazaliśmy nasze atuty z "dużego boiska". Mam na myśli umiejętne i przemyślane przejście z obrony do szybkiego ataku - tłumaczy.
Ale żeby nie było tak idealnie... - Patrząc z pozycji byłego już futsalowca, powiem, że turniej stał na średnim poziomie - uważa Andrzej Szymański, drugi trener bielszczan. - Trzy zespoły prezentowały dobry poziom. Gwiazda Ruda Śląska, Północ Chrzanów i nasz Rekord, czego z kolei nie powiedziałbym przed spotkaniem finałowym. W ogóle przed turniejem byłem pełen obaw. Mieliśmy niewiele czasu na wspólne treningi, a w nich główny nacisk położyliśmy na grę w obronie. To okazało się kluczem do mistrzostwa. W finale zagraliśmy już na "tak", ofensywnie. Prowadzenie co chwilę zmieniało się, ale nie mogło się to dla nas lepiej skończyć. No, może mogło to trwać trochę krócej - śmieje się Szymański.
Polecane
Futsal Ekstraklasa