"Bełchatów też grał dobrze bez napastnika i... spadł z ligi"
18.08.2013
Na zewnątrz wygląda jakby zachowywał pan spokój. Ale po odpadnięciu z Pucharu Polski i takim starcie w lidze chyba są nerwy?
Czesław Michniewicz, trener Podbeskidzia Bielsko-Biała: - Przegraliśmy mecz i to się tak naprawdę liczy. Uważam, że z GKS-em całkiem niezłe spotkanie i stwarzaliśmy sytuacje. Naszym mankamentem jest strzelanie bramek i bez tego będzie nam ciężko z kimkolwiek wygrać. W meczu z GieKSą, mając tyle momentów, kiedy trzeba było po prostu uderzyć na bramkę, praktycznie nie oddawaliśmy celnych strzałów. Wystarczyło ze dwa razy trafić w bramkę i byłby gol.
W takim razie będziecie mieć w tym okienku jeszcze jakiegoś napastnika?
- Nie wiem. Próbujemy różnych wariantów. Paweli daliśmy odpocząć, bo chcieliśmy zobaczyć, czy Chrapek albo Żegleń mogą być alternatywą na mecz z Zawiszą. Pawela się zablokował - nie strzela bramek, przez cały okres przygotowawczy zdobył tylko jednego gola, na treningach też mu to ciężko przychodzi. Widać, że jest zablokowany, co się czasami zdarza napastnikom. Myślimy, jak mu pomóc i chcieliśmy, żeby Żegleń czy Chrapek go jakoś odciążyli, ale... też nie wyglądało to jakoś za dobrze.
Ja miałem wrażenie, że Żegleń dobrze się zastawiał i pokazał, że potrafi grać tyłem do bramki. To nie to czego szukacie?
- On się uczy tej ligi. To jest duży przeskok. Grał w zespołach młodzieżowych, a teraz jest w ekstraklasie. GKS Katowice zagrał bardzo twardo, zdecydowanie, w taki fajny, I-ligowy sposób. Nie możemy go obarczać zbyt dużą odpowiedzialnością. To doświadczenie będzie procentowało, ale my nie mamy czasu, żeby przegrywać mecze nie strzelając bramki. Znowu okazuje się, że Telichowski jest naszym najlepszym napastnikiem. Tu mamy duży problem. Nie strzelają pomocnicy, nie strzelają skrzydłowi, nie strzelają napastnicy. Jest trudno.
Wydaje mi się, że pana pomysł na zagospodarowanie tych młodych zawodników był zupełnie inny - oni mieli wchodzić stopniowo, dostawać coraz więcej minut. Dziś sytuacja jest taka, że od Jagiełły oczekuje się, iż pociągnie tę drużynę, a Żegleń czy Bartlewski mają zbawić atak. To chyba nie tak miało być?
- Zdecydowanie. Oczywiście, to są zdolni nastolatkowie. Olek był teraz w Gruzji na meczu reprezentacji. W pierwszym meczu zagrał, a w drugim nie, bo miał mocno zbitą kość ogonową. Nie było sensu go ciągnąć na Puchar Polski. Podobnie jak Kurowskiego, który też grał w kadrze. Dałem też odpocząć kilku starszym - m.in. Darkowi Pietrasiakowi. Chciałem zobaczyć, jak będziemy wyglądać trójką z tyłu. Było chyba całkiem nieźle. Ci młodzi naprawdę mają się od kogo uczyć, ale najważniejsze jest, żeby był ktoś, kto umie strzelać bramki. Zespół, który nie ma zawodnika strzelającego bramki, ma problem. Bełchatów rok temu też grał fajną piłkę, ale nie miał napastnika i spadł z ligi. My mieliśmy Demjana i gramy dalej.
Jak pana zdaniem zaprezentowali się Rudolf Urban i Mateusz Kupczak. Są alternatywą do środka pomocy?
- Mamy problem, bo kontuzjowany jest Sloboda i musieliśmy na siłę kombinować. Kupczak świetnie biega, Rudi potrafi rozegrać piłkę, a wszystko to miał asekurować Darek Łatka. W pewnym momencie to całkiem nieźle funkcjonowało. Po tej czerwonej kartce całkowicie zgubiliśmy ustawienie. Urban dawno nie grał 120 minut, ale jestem zadowolony z jego gry. To zawodnik, który robi różnicę, szybko podaje piłkę. Brakuje trochę zrozumienia. Myślę, że wszystko się "dotrze" i będzie z niego pociecha.
Pamiętam, że zanim Adu zadebiutował, mówił pan, że obawia się jego brutalności. W Katowicach się to mocno potwierdziło...
- On gra twardo i zdecydowanie, ale jego największym atutem jest szybkość. Jest w stanie dogonić Ojamęę, Przybeckiego czy Błąda. Oczywiście, popełnia błędy. Jeśli rzeczywiście dopuścił się uderzenia łokciem, to jest to karygodne. Osłabił nas i w dużej mierze przez tę sytuację zrobiło się dla nas bardzo trudno. W naszej sytuacji taki zawodnik jest potrzebny. Niedobrze natomiast, że na skrzydle mamy dziś tylko Chmiela i Olka Jagiełłę. Nie mamy alternatywy. Jest tylko Piotrek Malinowski, ale drugiego skrzydłowego już nie ma. Jeśli grałby Błażej Telichowski, który jest solidnym obrońcą i potrafi strzelić bramkę, to Adu może grać na skrzydle. Chcieliśmy zobaczyć czy może być alternatywą dla Olka, bo ten chłopak nie wytrzyma całych meczów. Jest jeszcze cztery miesiące grania!
A'propos czerwonej kartki, nie zdziwiło pana, że sędzia tak późno wrócił do tej sytuacji?
- To była dziwna sytuacja. Zawsze budzi kontrowersje, kiedy asystent decyduje o tym, czy jest rzut karny. Bardzo długo to trwało, więc tym bardziej byłem wzburzony tą sytuacją. Mogliśmy strzelić bramkę z kontry, a arbiter za chwilę dał karnego i zaczęły się nasze problemy. Trudno mi ocenić.
A jak wygląda sytuacja z bramkarzami? Wydawało się, że macie dwóch, tymczasem nagle szukaliście kolejnego...
- Na dziś sytuacja jest taka, że Zajac otrzymał zastrzyk ze szpiku. Po trzech tygodniach będzie sprawdzone czy to się w miarę dobrze goi, po sześciu tygodniach będzie mógł wejść w trening. Nikt nie daje gwarancji, że ta rana się zabliźni bez zabiegu. Dlatego usilnie szukamy bramkarza, bo jest taka sytuacja, że gdy jechaliśmy na Legię Rybansky miał kontuzję mięśnia dwugłowego i gdybyśmy go nie postawili na nogi, to zostałby tylko Adamek, który jest kompletnie niedoświadczony. Bardzo mi się podobał ten testowany Vujadinović, ale były jakieś rozbieżności jeśli chodzi o finanse. Miałem nadzieję, że uda się go ściągnąć, bo to solidny zawodnik - ograny, grał w europejskich pucharach, w Czarnogórze i w Albanii ma opinię solidnego bramkarza. Na pewno by nam się przydał.
Jak ocenia pan Rybansky'ego?
- Wiadomo, że bramkarza się rozlicza z tego, co wpuszcza. Przy każdej bramce - kogokolwiek na świecie - można jakoś winić bramkarza i na pewno są bramki, przy których Rybansky mógł się lepiej zachować. To nie ulega wątpliwości, ale nie będę go krytykował po to tylko, by mu zrobić przykrość. Rozmawiamy w szatni i on wie doskonale, co musi poprawić. Nie dołączę do chóru jego krytyków. Ja jestem od tego, żeby go wspierać.
Rozmawiał Michał Trela.
Czesław Michniewicz, trener Podbeskidzia Bielsko-Biała: - Przegraliśmy mecz i to się tak naprawdę liczy. Uważam, że z GKS-em całkiem niezłe spotkanie i stwarzaliśmy sytuacje. Naszym mankamentem jest strzelanie bramek i bez tego będzie nam ciężko z kimkolwiek wygrać. W meczu z GieKSą, mając tyle momentów, kiedy trzeba było po prostu uderzyć na bramkę, praktycznie nie oddawaliśmy celnych strzałów. Wystarczyło ze dwa razy trafić w bramkę i byłby gol.
W takim razie będziecie mieć w tym okienku jeszcze jakiegoś napastnika?
- Nie wiem. Próbujemy różnych wariantów. Paweli daliśmy odpocząć, bo chcieliśmy zobaczyć, czy Chrapek albo Żegleń mogą być alternatywą na mecz z Zawiszą. Pawela się zablokował - nie strzela bramek, przez cały okres przygotowawczy zdobył tylko jednego gola, na treningach też mu to ciężko przychodzi. Widać, że jest zablokowany, co się czasami zdarza napastnikom. Myślimy, jak mu pomóc i chcieliśmy, żeby Żegleń czy Chrapek go jakoś odciążyli, ale... też nie wyglądało to jakoś za dobrze.
Ja miałem wrażenie, że Żegleń dobrze się zastawiał i pokazał, że potrafi grać tyłem do bramki. To nie to czego szukacie?
- On się uczy tej ligi. To jest duży przeskok. Grał w zespołach młodzieżowych, a teraz jest w ekstraklasie. GKS Katowice zagrał bardzo twardo, zdecydowanie, w taki fajny, I-ligowy sposób. Nie możemy go obarczać zbyt dużą odpowiedzialnością. To doświadczenie będzie procentowało, ale my nie mamy czasu, żeby przegrywać mecze nie strzelając bramki. Znowu okazuje się, że Telichowski jest naszym najlepszym napastnikiem. Tu mamy duży problem. Nie strzelają pomocnicy, nie strzelają skrzydłowi, nie strzelają napastnicy. Jest trudno.
Wydaje mi się, że pana pomysł na zagospodarowanie tych młodych zawodników był zupełnie inny - oni mieli wchodzić stopniowo, dostawać coraz więcej minut. Dziś sytuacja jest taka, że od Jagiełły oczekuje się, iż pociągnie tę drużynę, a Żegleń czy Bartlewski mają zbawić atak. To chyba nie tak miało być?
- Zdecydowanie. Oczywiście, to są zdolni nastolatkowie. Olek był teraz w Gruzji na meczu reprezentacji. W pierwszym meczu zagrał, a w drugim nie, bo miał mocno zbitą kość ogonową. Nie było sensu go ciągnąć na Puchar Polski. Podobnie jak Kurowskiego, który też grał w kadrze. Dałem też odpocząć kilku starszym - m.in. Darkowi Pietrasiakowi. Chciałem zobaczyć, jak będziemy wyglądać trójką z tyłu. Było chyba całkiem nieźle. Ci młodzi naprawdę mają się od kogo uczyć, ale najważniejsze jest, żeby był ktoś, kto umie strzelać bramki. Zespół, który nie ma zawodnika strzelającego bramki, ma problem. Bełchatów rok temu też grał fajną piłkę, ale nie miał napastnika i spadł z ligi. My mieliśmy Demjana i gramy dalej.
Jak pana zdaniem zaprezentowali się Rudolf Urban i Mateusz Kupczak. Są alternatywą do środka pomocy?
- Mamy problem, bo kontuzjowany jest Sloboda i musieliśmy na siłę kombinować. Kupczak świetnie biega, Rudi potrafi rozegrać piłkę, a wszystko to miał asekurować Darek Łatka. W pewnym momencie to całkiem nieźle funkcjonowało. Po tej czerwonej kartce całkowicie zgubiliśmy ustawienie. Urban dawno nie grał 120 minut, ale jestem zadowolony z jego gry. To zawodnik, który robi różnicę, szybko podaje piłkę. Brakuje trochę zrozumienia. Myślę, że wszystko się "dotrze" i będzie z niego pociecha.
Pamiętam, że zanim Adu zadebiutował, mówił pan, że obawia się jego brutalności. W Katowicach się to mocno potwierdziło...
- On gra twardo i zdecydowanie, ale jego największym atutem jest szybkość. Jest w stanie dogonić Ojamęę, Przybeckiego czy Błąda. Oczywiście, popełnia błędy. Jeśli rzeczywiście dopuścił się uderzenia łokciem, to jest to karygodne. Osłabił nas i w dużej mierze przez tę sytuację zrobiło się dla nas bardzo trudno. W naszej sytuacji taki zawodnik jest potrzebny. Niedobrze natomiast, że na skrzydle mamy dziś tylko Chmiela i Olka Jagiełłę. Nie mamy alternatywy. Jest tylko Piotrek Malinowski, ale drugiego skrzydłowego już nie ma. Jeśli grałby Błażej Telichowski, który jest solidnym obrońcą i potrafi strzelić bramkę, to Adu może grać na skrzydle. Chcieliśmy zobaczyć czy może być alternatywą dla Olka, bo ten chłopak nie wytrzyma całych meczów. Jest jeszcze cztery miesiące grania!
A'propos czerwonej kartki, nie zdziwiło pana, że sędzia tak późno wrócił do tej sytuacji?
- To była dziwna sytuacja. Zawsze budzi kontrowersje, kiedy asystent decyduje o tym, czy jest rzut karny. Bardzo długo to trwało, więc tym bardziej byłem wzburzony tą sytuacją. Mogliśmy strzelić bramkę z kontry, a arbiter za chwilę dał karnego i zaczęły się nasze problemy. Trudno mi ocenić.
A jak wygląda sytuacja z bramkarzami? Wydawało się, że macie dwóch, tymczasem nagle szukaliście kolejnego...
- Na dziś sytuacja jest taka, że Zajac otrzymał zastrzyk ze szpiku. Po trzech tygodniach będzie sprawdzone czy to się w miarę dobrze goi, po sześciu tygodniach będzie mógł wejść w trening. Nikt nie daje gwarancji, że ta rana się zabliźni bez zabiegu. Dlatego usilnie szukamy bramkarza, bo jest taka sytuacja, że gdy jechaliśmy na Legię Rybansky miał kontuzję mięśnia dwugłowego i gdybyśmy go nie postawili na nogi, to zostałby tylko Adamek, który jest kompletnie niedoświadczony. Bardzo mi się podobał ten testowany Vujadinović, ale były jakieś rozbieżności jeśli chodzi o finanse. Miałem nadzieję, że uda się go ściągnąć, bo to solidny zawodnik - ograny, grał w europejskich pucharach, w Czarnogórze i w Albanii ma opinię solidnego bramkarza. Na pewno by nam się przydał.
Jak ocenia pan Rybansky'ego?
- Wiadomo, że bramkarza się rozlicza z tego, co wpuszcza. Przy każdej bramce - kogokolwiek na świecie - można jakoś winić bramkarza i na pewno są bramki, przy których Rybansky mógł się lepiej zachować. To nie ulega wątpliwości, ale nie będę go krytykował po to tylko, by mu zrobić przykrość. Rozmawiamy w szatni i on wie doskonale, co musi poprawić. Nie dołączę do chóru jego krytyków. Ja jestem od tego, żeby go wspierać.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa