AZS Olsztyn - Jastrzębski 1-3. Goście wykonali 300 procent normy!

03.01.2009
Jednego seta potrzebowali zawodnicy z Jastrzębia, by awansować do turnieju finałowego Pucharu Polski. Ślązacy zadanie wykonali z nawiązką i pewnie pokonali przeciwnika z Olsztyna.
Od początku pojedynku żaden z zespołów nie mógł sobie wypracować większej przewagi niż dwa punkty. Wynikało to z faktu, że w obu zespołach dobrze funkcjonowało przyjęcie zagrywki, a także bez zarzutu spisywali się środkowi po obu stronach siatki. Od drugiej przerwy technicznej Jastrzębiu wreszcie udało się odskoczyć od rywali. Bardzo mocna zagrywka i skuteczna gra z kontrataku pozwoliła gościom zwyciężyć pewnie tego seta.

Druga partia była bliźniaczo podobna do poprzedniej.  Wyrównany początek, momentami inicjatywę przejmowali olsztynianie, ale na krótko, bowiem jastrzębianie - pewni awansu po wygraniu pierwszego seta - spisywali się bardzo dobrze. Prezentowali przy tym ładne dla oka, kombinacyjne akcje. A wisienką na torcie były asy serwisowe. W końcówce do gry poderwali się jeszcze gospodarze, ale - jak się okazało - pogoń za wynikiem nastąpiła zbyt późno. Gościom do wygrania całego meczu brakowało już tylko jednej partii.

Na trzeciego seta drużyna AZS-u wyszła z kilkoma zmianami w szóstce, a dodatkowo bardzo zmotywowana. W tej partii było widać, że dla olsztynian nie ma straconych piłek. Po drugiej przerwie kontynuowali oni swoją dobrą grę. W końcówce goście nie wykorzystali szansy wygrania meczu w trzech partiach. Uczynili to za to w następnej akcji akademicy z Olsztyna, przechylając szalę w tym secie na swoją korzyść.

Jastrzębie od początku czwartej odsłony udowadniało, że przegrana była tylko wypadkiem przy pracy. Gospodarze próbowali jeszcze ratować sytuację częstymi przerwami na żądanie. Okazało się, że była to dobra decyzja, bowiem po czasie olsztynianie wykazali więcej agresji w swojej grze.  W końcowym fragmencie seta przyjezdni zyskali jednak przewagę przez błędy własne Olsztyna i ostatecznie wygrało czwartego seta różnicą dwóch punktów.
autor: Andrzej Czekaj

Przeczytaj również