Afera wokół Kamila Adamka. "Nie odbieram telefonu, bo mam powody"

25.01.2013
- To prawda, że unikam prezesa. Robię tak, bo zachował się nie fair w stosunku do mnie - mówi Kamil Adamek, który do końca stycznia jest zawodnikiem Podbeskidzia. Potem może jednak wrócić do Drzewiarza Jasienica.
Z naszych informacji wynika, że problem polega na tym, kto ma reprezentować Adamka w rozmowach. Mirosław Łaciok, prezes Drzewiarza Jasienica, twierdzi, że on. Z kolei napastnik bielszczan jesienią podpisał umowę z Tomaszem Kaczmarczykiem, menedżerem m.in. Ireneusza Jelenia. Między oboma panami rozgorzał więc konflikt...

-  Ja mam jego kartę zawodniczą, a Kamil pogrywa sobie ze mną. Od półtora miesiąca nie mogę się z nim skontaktować. Nie odbiera moich telefonów, nie oddzwania – mówi wzburzony działacz "Przeglądowi Sportowemu".

Adamek potwierdza. - To prawda, że unikam prezesa. Robię tak, bo zachował się nie fair w stosunku do mnie. Nie chcę ujawniać szczegółów, ale mam ważne powody, by z nim nie rozmawiać - zaznacza. - Mógłbym spotkać się z nim, gdybym pojechał na zajęcia Podbeskidzia Bielsko-Biała. Ale nie będę za nim biegał. Ma podpisaną długoletnią umowę z naszym klubem. Kontrakt wygasa mu dopiero w 2016 roku. Bez porozumienia ze mną, nie będzie mógł podjąć żadnych kroków i możliwe, że kolejne miesiące spędzi w czwartej lidze – zaznacza prezes Drzewiarza.

Adamek liczy na Kaczmarczyka. - To on reprezentuje moje interesy. Zgłaszają się po mnie inne kluby, GKS Bełchatów czy Widzew Łódź, ale ja chciałbym zostać w Podbeskidziu Bielsko-Biała. Mam nadzieję, że moja sprawa szybko się wyjaśni – dodaje piłkarz. 
źródło: SportSlaski.pl/Przegląd Sportowy

Przeczytaj również