Znamy szczegóły oferty Piasta. Czy na pewno taka niepoważna?
08.08.2013
Nie jest dla nikogo tajemnicą, że w negocjacjach zawsze zaczyna się od najniższej kwoty. Obie strony doskonale wiedzą, że pierwsza oferta ma być ledwie punktem wyjścia do negocjacji. W licytacjach nazywa się to "ceną wywoławczą". Pierwsza oferta Piasta - 30 tysięcy złotych za roczne wypożyczenie byłego gracza Ruchu Radzionków - faktycznie nie była więc specjalnie wysoka.
To jednak nie wszystko. Mak, któremu bardzo zależy na odejściu z Bełchatowa, zrzekł się zaległości, jakie ma wobec niego GKS, a wynosiły one 40 tysięcy złotych. To daje już de facto 70 tysięcy złotych, nie licząc oszczędności, jaka spotkałaby klub z racji tego, że napastnik zszedłby z listy płac. Dla bełchatowian również okazało się za mało.
Zdeterminowany, by Mak odszedł do Piasta, menedżer zawodnika postanowił również zrzec się prowizji, którą oferował mu gliwicki klub, a wynosić miała 30 tysięcy złotych i zdecydował się przekazać ją GKS-owi Bełchatów. To daje już więc sumę 100 tysięcy złotych za roczne wypożyczenie. Dla porównania, Korona Kielce płaciła za wypożyczenie Artura Jędrzejczyka z Legii Warszawa 30 tysięcy złotych, a Paweł Oleksy był wypożyczony do Piasta z Zagłębia Lubin za 20 tysięcy złotych plus dziesięć w przypadku, gdyby obrońca rozegrał 20 meczów w sezonie. Wydaje się to więc ofertą, która nie jest za niska, a już na pewno nie niepoważna.
Co na ten temat ma do powiedzenia sam zainteresowany - Marcin Szymczyk, prezes GKS-u Bełchatów?
Marcin Szymczyk: - Rzeczywiście oferta Piasta wynosiła 30 tys. złotych i uważam to za niepoważną kwotę.
Paweł Oleksy przechodził do Piasta za 20 tys.
- Dobrze, ale Oleksy to był zawodnik, którego Zagłębie nie potrzebowało, nie łapał się w ich kadrze i dopiero po wypożyczeniu do Piasta zorientowali się, że jednak im się przyda. Mak to podstawowy zawodnik, w oparciu o którego chcemy walczyć o powrót do ekstraklasy.
Toteż oferta za niego jest pięciokrotnie wyższa. Dochodzi do tego 40. tys. zaległości wobec zawodnika i 30 tys. prowizji menedżerskiej.
- To nie są zaległości wobec niego, bo pensje są wypłacone. To tylko premie i to wcale nie zaległe, bo są określone terminy, w których mają zostać wypłacone. Ja nie chcę, żeby zawodnik się czegokolwiek zrzekał. Co do menedżera, nie interesuje mnie, co on mówi i co ustala. Ważne jest dla mnie, co mam na papierze - a mam ofertę za 30 tysięcy złotych. Rozumiem, że Piast chce go mieć, ale my w ogóle nie rozważamy wypożyczenia. Chcemy, by Mateusz u nas został, a jeśli ma odejść, to w grę wchodzi tylko transfer definitywny.
To jednak nie wszystko. Mak, któremu bardzo zależy na odejściu z Bełchatowa, zrzekł się zaległości, jakie ma wobec niego GKS, a wynosiły one 40 tysięcy złotych. To daje już de facto 70 tysięcy złotych, nie licząc oszczędności, jaka spotkałaby klub z racji tego, że napastnik zszedłby z listy płac. Dla bełchatowian również okazało się za mało.
Zdeterminowany, by Mak odszedł do Piasta, menedżer zawodnika postanowił również zrzec się prowizji, którą oferował mu gliwicki klub, a wynosić miała 30 tysięcy złotych i zdecydował się przekazać ją GKS-owi Bełchatów. To daje już więc sumę 100 tysięcy złotych za roczne wypożyczenie. Dla porównania, Korona Kielce płaciła za wypożyczenie Artura Jędrzejczyka z Legii Warszawa 30 tysięcy złotych, a Paweł Oleksy był wypożyczony do Piasta z Zagłębia Lubin za 20 tysięcy złotych plus dziesięć w przypadku, gdyby obrońca rozegrał 20 meczów w sezonie. Wydaje się to więc ofertą, która nie jest za niska, a już na pewno nie niepoważna.
Co na ten temat ma do powiedzenia sam zainteresowany - Marcin Szymczyk, prezes GKS-u Bełchatów?
Marcin Szymczyk: - Rzeczywiście oferta Piasta wynosiła 30 tys. złotych i uważam to za niepoważną kwotę.
Paweł Oleksy przechodził do Piasta za 20 tys.
- Dobrze, ale Oleksy to był zawodnik, którego Zagłębie nie potrzebowało, nie łapał się w ich kadrze i dopiero po wypożyczeniu do Piasta zorientowali się, że jednak im się przyda. Mak to podstawowy zawodnik, w oparciu o którego chcemy walczyć o powrót do ekstraklasy.
Toteż oferta za niego jest pięciokrotnie wyższa. Dochodzi do tego 40. tys. zaległości wobec zawodnika i 30 tys. prowizji menedżerskiej.
- To nie są zaległości wobec niego, bo pensje są wypłacone. To tylko premie i to wcale nie zaległe, bo są określone terminy, w których mają zostać wypłacone. Ja nie chcę, żeby zawodnik się czegokolwiek zrzekał. Co do menedżera, nie interesuje mnie, co on mówi i co ustala. Ważne jest dla mnie, co mam na papierze - a mam ofertę za 30 tysięcy złotych. Rozumiem, że Piast chce go mieć, ale my w ogóle nie rozważamy wypożyczenia. Chcemy, by Mateusz u nas został, a jeśli ma odejść, to w grę wchodzi tylko transfer definitywny.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów