Zmiażdżeni, rozbici, zdemolowani. Taki Ruch się nie utrzyma...
13.05.2017
W pierwszej połowie przewagę miał Śląsk, który dłużej utrzymywał się przy piłce i częściej strzelał. Najgroźniejszy był Kamil Biliński - napastnik wrocławian po kilkunastu minutach gry, po dośrodkowaniu z lewej strony, uderzył głową i gdy już wydawało się, że Libor Hrdlicka złapał piłkę, ta... wypadła mu z rąk i toczyła się do bramki. Bramkarz Ruchu zdołał nakryć ją ciałem, przez co nie można było określić, czy sędzia powinien uznać gola. Nie uznał.
Kilka minut później wątpliwości już nie było. Biliński ponownie uderzył głową, tym razem po centrze Aleksandara Kovcevicia z prawej strony boiska, a Hrdlicka nie dał rady odbić piłki. W obu tych sytuacjach źle zachowali się środkowi obrońcy "Niebieskich", którzy za pierwszym razem przegrali powietrzny pojedynek z niższym rywalem, a za drugim byli źle ustawieni.
W odpowiedzi chorzowianie dwa razy zagrozili bramce gospodarzy. Dwukrotnie - również głową - uderzał Jakub Arak. Za pierwszym razem posłał piłkę za słabo i prosto w Mariusza Pawełka, a za drugim - mocno, ale niecelnie.
Prawdziwy dramat dla "niebieskich" rozpoczął się pięć minut po przerwie. Trener Krzysztof Warzycha zagrał va banque wpuszczając na boisko Jarosława Niezgodę i przestawiajac zespół na grę dwójką z przodu. Efekt okazał się fatalny. Najpierw Robert Pich uderzył z 14. metra, obronił Hrdlicka, ale piłka trafiła pod nogi dobrze pilnującego wcześniej linii spalonego Ryoty Morioki który podwyższył na 2:0 łamiąc jednocześnie morale chorzowian. Efektem była dalszy demontaż defensywy Ruchu. Najpierw przy bocznej linii poradził sobie Łukasz Madej, a jego dośrodkowanie z sukcesem zamknął Kamil Biliński uprzedzając próbojącego interwencji Michała Helika. W 56. minucie z rzutu rożnego dośrodkował Aleksandar Kovacević, a Hrdlickę na raty pokonał Piotr Celeban. Chorzowian w 71. minucie raz jeszcze pognębił Biliński. Napastnik Śląska skompletował hat-tricka po akcji rezerwowego Mario Engelsa i całej serii kiksów defensorów Ruchu. Obrazu rozpaczy dopełniło trafienie Morioki - Japończyk dostał piłkę od Picha, a potem mimo asysty trzech zawodników "niebieskich" spokojnie trafił do siatki.
Chorzowianie w trakcie całej drugiej połówki Mariusza Pawełka postraszyli praktycznie tylko raz, kiedy w środek jego bramki uderzał Jakub Arak.
Ruch ma 3 dni na to by pozbierać się po klęsce we Wrocławiu. We wtorek podejmie w derbowym starciu gliwickiego Piasta. Drużynę trenera Warzychy czeka mecz o być albo nie być w polskiej elicie...
Śląsk Wrocław - Ruch Chorzów 6:0 (1:0)
1:0 - Kamil Biliński, 17'
2:0 - Ryota Morioka 50'
3:0 - Kamil Biliński 54'
4:0 - Piotr Celeban 56'
5:0 - Kamil Biliński 71'
6:0 - Ryota Morioka 82'
Śląsk: Pawełek - Dankowski, Celeban, Pawelec, Lewandowski (72' Augusto) - Kovacević (76' Łyszczarz), Madej (66' Engels) - Riera, Morioka, Pich - Biliński. Trener: Jan Urban.
Ruch: Hrdlicka - Konczkowski, Grodzicki, Helik, Kowalczyk (60' Oleksy) - Surma, Urbańczyk (46' Niezgoda)- Przybecki, Nowak, Moneta - Arak. Trener: Krzysztof Warzycha.
Żółte kartki: Lewandowski (Śląsk)
Sędziował Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)
Widzów: 6685
Kilka minut później wątpliwości już nie było. Biliński ponownie uderzył głową, tym razem po centrze Aleksandara Kovcevicia z prawej strony boiska, a Hrdlicka nie dał rady odbić piłki. W obu tych sytuacjach źle zachowali się środkowi obrońcy "Niebieskich", którzy za pierwszym razem przegrali powietrzny pojedynek z niższym rywalem, a za drugim byli źle ustawieni.
W odpowiedzi chorzowianie dwa razy zagrozili bramce gospodarzy. Dwukrotnie - również głową - uderzał Jakub Arak. Za pierwszym razem posłał piłkę za słabo i prosto w Mariusza Pawełka, a za drugim - mocno, ale niecelnie.
Prawdziwy dramat dla "niebieskich" rozpoczął się pięć minut po przerwie. Trener Krzysztof Warzycha zagrał va banque wpuszczając na boisko Jarosława Niezgodę i przestawiajac zespół na grę dwójką z przodu. Efekt okazał się fatalny. Najpierw Robert Pich uderzył z 14. metra, obronił Hrdlicka, ale piłka trafiła pod nogi dobrze pilnującego wcześniej linii spalonego Ryoty Morioki który podwyższył na 2:0 łamiąc jednocześnie morale chorzowian. Efektem była dalszy demontaż defensywy Ruchu. Najpierw przy bocznej linii poradził sobie Łukasz Madej, a jego dośrodkowanie z sukcesem zamknął Kamil Biliński uprzedzając próbojącego interwencji Michała Helika. W 56. minucie z rzutu rożnego dośrodkował Aleksandar Kovacević, a Hrdlickę na raty pokonał Piotr Celeban. Chorzowian w 71. minucie raz jeszcze pognębił Biliński. Napastnik Śląska skompletował hat-tricka po akcji rezerwowego Mario Engelsa i całej serii kiksów defensorów Ruchu. Obrazu rozpaczy dopełniło trafienie Morioki - Japończyk dostał piłkę od Picha, a potem mimo asysty trzech zawodników "niebieskich" spokojnie trafił do siatki.
Chorzowianie w trakcie całej drugiej połówki Mariusza Pawełka postraszyli praktycznie tylko raz, kiedy w środek jego bramki uderzał Jakub Arak.
Ruch ma 3 dni na to by pozbierać się po klęsce we Wrocławiu. We wtorek podejmie w derbowym starciu gliwickiego Piasta. Drużynę trenera Warzychy czeka mecz o być albo nie być w polskiej elicie...
Śląsk Wrocław - Ruch Chorzów 6:0 (1:0)
1:0 - Kamil Biliński, 17'
2:0 - Ryota Morioka 50'
3:0 - Kamil Biliński 54'
4:0 - Piotr Celeban 56'
5:0 - Kamil Biliński 71'
6:0 - Ryota Morioka 82'
Śląsk: Pawełek - Dankowski, Celeban, Pawelec, Lewandowski (72' Augusto) - Kovacević (76' Łyszczarz), Madej (66' Engels) - Riera, Morioka, Pich - Biliński. Trener: Jan Urban.
Ruch: Hrdlicka - Konczkowski, Grodzicki, Helik, Kowalczyk (60' Oleksy) - Surma, Urbańczyk (46' Niezgoda)- Przybecki, Nowak, Moneta - Arak. Trener: Krzysztof Warzycha.
Żółte kartki: Lewandowski (Śląsk)
Sędziował Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)
Widzów: 6685
Polecane
Ekstraklasa