11-latkowie ze szkółki Stadionu Śląskiego wygrali ostatnią edycję ogólnokrajowego Deichmann Cup i w nagrodę polecieli do Madrytu. Zobaczyli na żywo mecz Realu z Villarreal, a potem sami pokonali Hiszpanów.
Zdobyli Madryt! Młodzi Ślązacy pokonali rówieśników z Getafe...
31.10.2011
Aby przeżyć taką przygodę i zobaczyć w akcji na własne oczy Cristiano Ronaldo i jego kolegów z Realu, najpierw musieli rozegrać 35 spotkań. Nie przegrali żadnego! Los wynagrodził im to, co zabierał w poprzednich edycjach turnieju, w którym biorą udział zespoły z całej Polski. Chłopcy ze Stadionu Śląskiego odpadali w regionalnych eliminacjach. Tym razem przebrnęli dalej, a swoją siłę udowodnili we Wrocławiu, gdzie też okazali się najlepsi.
- Prawdziwym horrorem był półfinał z Jagiellonią. Był to przedwczesny finał. 1-1 w regulaminowym czasie gry i 3-1 w dogrywce. Chłopcy pokazali klasę. Dotąd nie grali tego, co potrafią. Rozkręcali się ze spotkania na spotkanie, zaczęli grać swoją piłkę: a więc kombinacyjną, szybką, na jeden kontakt - wspomina trener zespołu Robert Picuła.
Po zgarnięciu tytułu 11-latkowie wcale nie oszaleli z radości. - Miałem wrażenie, że my, trenerzy, a także rodzice przeżywamy to bardziej od nich - uśmiecha się Picuła.

Robert Picuła (z prawej) z Piotrem Mrozkiem, który na co dzień udziela mu cennych rad
Nagrodą za wygranie w Deichmann Cup był wyjazd do Madrytu. - Chłopcy na kilka dni przed odlotem zaczęli przeżywać, że zobaczą na własne oczy swoich idoli. Pierwszego dnia zostaliśmy bowiem zaproszeni na mecz Realu z Villarreal. Piękna sprawa. A Santiago Bernabeu robi niesamowite wrażenie. Obraz w telewizji nie potrafi tego oddać - podkreśla młody szkoleniowiec, który miał równie wielką frajdę, jak jego młodzi piłkarze. - Oglądając najlepszych piłkarzy na świecie do człowieka docierało, że warto ciężko pracować dla takich chwil. To bodziec dla mnie, jak i dla naszych chłopców - wyjaśnia.
Drużyna ze Stadionu Śląskiego zobaczyła również klubowe muzeum Realu. Następnego dnia rozegrała natomiast dwumecz z Getafe, a więc klubem z dzielnicy Madrytu, która jest wielkości... Gliwic. - Okazało się, że w jednym tylko roczniku Getafe ma 12 drużyn. Jeden rocznik! Łącznie chłopców od U-6 do U-15 szkoli setka trenerów! - podkreśla Picuła i nie kryje, że był pod ogromnym wrażeniem. Sama akademia dysponuje budżetem rzędu 450 tysięcy euro. Młodzi adepci mają 4 sztuczne płyty, 3 naturalne plus główną.
Młodzi Ślązacy zmierzyli się z dwiema drużynami Getafe, które mają w hierarchii numery pięć i sześć. Najlepsi grają oczywiście w ekipie o numerze jeden. - Dominowaliśmy. Co ciekawe, również pod względem wyszkolenia technicznego. Wygraliśmy 3-1 i 2-0. Po drugim meczu podszedł do nas dyrektor sportowy Getafe i... przeprosił. Powiedział, że nie spodziewał się, że przyjedzie tak dobra drużyna, bo w takim razie wystawiłby najlepszych zespół 11-latków - opowiada Robert Picuła.

Pamiątkowe zdjęcie po spotkaniu Stadionu Śląskiego (czerwono-białe stroje) z Getafe
Co nasunęło mu się na myśl, kiedy oglądał w akcji młodych Hiszpanów? - Nikt nie wybija piłek bezmyślnie do przodu. Każda akcja jest konstruowana od tyłu. Nawet pod tym względem przepaści jednak między naszymi zespołami nie było - podkreśla trener Stadionu Śląskiego.
Problem w tym, że jak mówił Bartłomiej Zdrzałek, inny szkoleniowiec tej szkółki, chłopcy z Hiszpanii czy Niemiec zaczynają odskakiwać Polakom w wieku 12-13 lat. Przyczyny?
- Pierwszą, baza, która pokrywa się w pewny sposób z drugim powodem, a więc z warunkami atmosferycznymi. My tracimy średnio 5 miesięcy w skali roku, bo od listopada do marca musimy ćwiczyć w halach. A właściwie to w salach gimnastycznych... - wzdycha Picuła. Trzeci powód? - Rywalizacja. Skoro tam w jednym roczniku jest 12 zespołów, to o czym my mówimy? Jeśli ktoś nie robi postępów, jego miejsce może zająć kilku innych graczy - odpowiada.
Młodzi chłopcy Stadionu Śląskiego nie zrażają się tym, tylko robią swoje. Jest ponoć wśród nich kilka perełek. Już w styczniu zmierzą się oni z drużynami niemieckimi. Pod koniec stycznia drużyna wybierze się bowiem do Dortmundu, gdzie zmierzy się z Borussią, a planowane są jeszcze inne sparingi.
- Prawdziwym horrorem był półfinał z Jagiellonią. Był to przedwczesny finał. 1-1 w regulaminowym czasie gry i 3-1 w dogrywce. Chłopcy pokazali klasę. Dotąd nie grali tego, co potrafią. Rozkręcali się ze spotkania na spotkanie, zaczęli grać swoją piłkę: a więc kombinacyjną, szybką, na jeden kontakt - wspomina trener zespołu Robert Picuła.
Po zgarnięciu tytułu 11-latkowie wcale nie oszaleli z radości. - Miałem wrażenie, że my, trenerzy, a także rodzice przeżywamy to bardziej od nich - uśmiecha się Picuła.

Robert Picuła (z prawej) z Piotrem Mrozkiem, który na co dzień udziela mu cennych rad
Nagrodą za wygranie w Deichmann Cup był wyjazd do Madrytu. - Chłopcy na kilka dni przed odlotem zaczęli przeżywać, że zobaczą na własne oczy swoich idoli. Pierwszego dnia zostaliśmy bowiem zaproszeni na mecz Realu z Villarreal. Piękna sprawa. A Santiago Bernabeu robi niesamowite wrażenie. Obraz w telewizji nie potrafi tego oddać - podkreśla młody szkoleniowiec, który miał równie wielką frajdę, jak jego młodzi piłkarze. - Oglądając najlepszych piłkarzy na świecie do człowieka docierało, że warto ciężko pracować dla takich chwil. To bodziec dla mnie, jak i dla naszych chłopców - wyjaśnia.
Drużyna ze Stadionu Śląskiego zobaczyła również klubowe muzeum Realu. Następnego dnia rozegrała natomiast dwumecz z Getafe, a więc klubem z dzielnicy Madrytu, która jest wielkości... Gliwic. - Okazało się, że w jednym tylko roczniku Getafe ma 12 drużyn. Jeden rocznik! Łącznie chłopców od U-6 do U-15 szkoli setka trenerów! - podkreśla Picuła i nie kryje, że był pod ogromnym wrażeniem. Sama akademia dysponuje budżetem rzędu 450 tysięcy euro. Młodzi adepci mają 4 sztuczne płyty, 3 naturalne plus główną.
Młodzi Ślązacy zmierzyli się z dwiema drużynami Getafe, które mają w hierarchii numery pięć i sześć. Najlepsi grają oczywiście w ekipie o numerze jeden. - Dominowaliśmy. Co ciekawe, również pod względem wyszkolenia technicznego. Wygraliśmy 3-1 i 2-0. Po drugim meczu podszedł do nas dyrektor sportowy Getafe i... przeprosił. Powiedział, że nie spodziewał się, że przyjedzie tak dobra drużyna, bo w takim razie wystawiłby najlepszych zespół 11-latków - opowiada Robert Picuła.

Pamiątkowe zdjęcie po spotkaniu Stadionu Śląskiego (czerwono-białe stroje) z Getafe
Co nasunęło mu się na myśl, kiedy oglądał w akcji młodych Hiszpanów? - Nikt nie wybija piłek bezmyślnie do przodu. Każda akcja jest konstruowana od tyłu. Nawet pod tym względem przepaści jednak między naszymi zespołami nie było - podkreśla trener Stadionu Śląskiego.
Problem w tym, że jak mówił Bartłomiej Zdrzałek, inny szkoleniowiec tej szkółki, chłopcy z Hiszpanii czy Niemiec zaczynają odskakiwać Polakom w wieku 12-13 lat. Przyczyny?
- Pierwszą, baza, która pokrywa się w pewny sposób z drugim powodem, a więc z warunkami atmosferycznymi. My tracimy średnio 5 miesięcy w skali roku, bo od listopada do marca musimy ćwiczyć w halach. A właściwie to w salach gimnastycznych... - wzdycha Picuła. Trzeci powód? - Rywalizacja. Skoro tam w jednym roczniku jest 12 zespołów, to o czym my mówimy? Jeśli ktoś nie robi postępów, jego miejsce może zająć kilku innych graczy - odpowiada.
Młodzi chłopcy Stadionu Śląskiego nie zrażają się tym, tylko robią swoje. Jest ponoć wśród nich kilka perełek. Już w styczniu zmierzą się oni z drużynami niemieckimi. Pod koniec stycznia drużyna wybierze się bowiem do Dortmundu, gdzie zmierzy się z Borussią, a planowane są jeszcze inne sparingi.
Polecane
Młodzież