"Biało-czerwoni" wrócili do Bielska-Białej i ograli Anglię! "Takie występy pomogą w rozwoju karier"

26.03.2022

Dokładnie trzy lata temu reprezentacja Polski do lat 20 rozegrała swój ostatni mecz na Stadionie Miejskim w Bielsku-Białej. W piątkowy wieczór doszło do swoistego sentymentalnego powrotu i uczciwie trzeba przyznać, że w przypadku "biało-czerwonych" wypadł on nader okazale. Podopieczni Miłosza Stępińskiego pokonali faworyzowaną Anglię 2:0 w ramach Turnieju Ośmiu Narodów, a o rezultacie zadecydowała świetna postawa rezerwowych. 

Łukasz Sobala/PressFocus

Gdyby należało znaleźć potwierdzenie w praktyce słów: „Historia lubi się powtarzać”, warto byłoby odnieść to wyrażenie do meczów reprezentacji Polski do lat 20 w Bielsku-Białej. Niemal równe cztery lata temu, dokładnie 23 marca 2018 roku, kadra z tego rocznika – jeszcze pod wodzą Dariusza Gęsiora - rozegrała swój premierowy pojedynek przy Rychlińskiego. Ciekawostką jest fakt, że wówczas rywalem „biało-czerwonych” również byli Anglicy, a analizując szczegółowo ówczesne kadry obu zespołów, można przeżyć naprawdę ciekawą podróż sentymentalną.

Z oczywistych względów żaden z obecnych kadrowiczów nie mógł brać udział w tym wyjątkowym spotkaniu, ale postronnym kibicom zapewne od razu rzucą się w oczy takie nazwiska jak Patryk Klimala, Bartłomiej Drągowski czy też obecnie dość zapomniani Oktawian Skrzecz czy ówczesny kapitan zespołu – Ernest Dzięcioł. Również w angielskim obozie kilku zawodników znajduje się obecnie na fali wznoszącej, gdyż przykładowo Aaron Wan-Bissaka ma już na swoim koncie transfer do Manchesteru United za 55 milionów euro, a Harvey Barnes należy do podstawowych graczy w talii trenera Brendana Rodgersa w Leicester City.

Zapewne o pójściu ich drogą myślą obecni reprezentanci Anglii do lat 20, którzy mimo bardzo młodego wieku (na czele z Jamesem McAtee z Manchesterem City, Samem Greenwoodem z Leeds United czy Tylerem Mortonem z Liverpoolu), mają już na swoim koncie kilka zaliczonych epizodów m.in. w Premier League, EFL Trophy czy wreszcie w Champions League. Analizując z kolei personalia reprezentacji trenera Miłosza Stępińskiego, nie sposób było nie zwrócić uwagi na aż osiem śląskich akcentów, czyli piłkarzy reprezentujących kluby naszego regionu bądź urodzonych w województwie śląskim (jak na przykład pochodzący z Rybnika obrońca Odry Opole Maksymilian Tkocz czy też urodzony w Częstochowie pomocnik Radosław Gołębiowski).

Warto wspomnieć, że podobnie jak w przypadku ostatniego pojedynku Polski z Anglią, i tym razem rywalizacja dwóch młodzieżówek odbywała się w ramach towarzyskiego turnieju Elite League U20, inaczej nazywanego Turniejem Ośmiu Narodów. Wówczas „Synowie Albionu”, przy obecności blisko 13800 kibiców (co do dzisiaj pozostaje rekordem frekwencji stadionu przy Rychlińskiego), zdołali pokonać „biało-czerwonych” skromnie 1:0.

Tym razem podopieczni trenera Stępińskiego zamierzali jednak pokazać bardziej otwarte i ofensywne oblicze, oparte m.in. na dużej proaktywności, rozgrywaniu piłki według własnego pomysłu czy ruchu na wolne pole.

- To jest mecz towarzyski więc nie niesie ze sobą żadnych obciążeń i sprzyja temu, żeby zaryzykować. Wiadomo, że ryzyko jest mieczem obosiecznym i można się naciąć, ale uważamy, że jeżeli ci chłopcy mają się pokazać, a bardzo chcą, to bez względu z kim stają twarzą w twarz na murawie mają próbować. Mamy zawodników, którzy lubią atakować. U wielu z nich charakterystyka gry jest 60 do 40, albo nawet 70 do 30 procent jeżeli chodzi o tendencje ofensywne i defensywne. To było także widać w treningu, bo mają swobodę w operowaniu piłką, cieszą się grając w piłkę i zakładam, że na boisku w Bielsku-Białej też tak to będzie wyglądało, bo chcemy strzelać bramki – zapowiadał tuż przed spotkaniem szkoleniowiec Polaków, dodając przy okazji, że absolutnie nie spodziewa się zakończenia meczu wynikiem bezbramkowym.

I choć pierwsza połowa w pewnych kwestiach zweryfikowała te słowa, gdyż stroną imponującą nieco większą kulturą gry oraz lepszą techniką użytkową byli podopieczni Andrew Edwardsa, tak druga połowa rozpoczęła się dla gospodarzy w najlepszy możliwy sposób. W największej mierze o rezultacie zadecydowali jednak wprowadzeni rezerwowi, w dodatku obaj powiązani z naszym województwem. Mowa o wspomnianym wcześniej Gołębiowskim (który wykończył strzałem głową dokładną wrzutkę Łukasza Łakomego z rzutu rożnego) oraz notującym świetny sezon w katowickiej „GieKSie” Patryku Szwedziku. Napastnik beniaminka Fortuna 1. Ligi wykończył sprytnym strzałem kombinacyjną akcję swojego zespołu. Reprezentacja Anglii wydawała się wyraźnie zaskoczona takim obrotem spraw, bo od momentu utraty bramki na 0:2 nie była już w stanie w żaden sposób odważniej ruszyć do ataku i próbować złapać kontakt, a ich pojedyncze próby nie sprawiały bramkarzowi Marcelowi Lotce większych problemów.

Polacy z kolei dość spokojnie kontrolowali przebieg rywalizacji, czyhając na ewentualne błędy w defensywie rywala i możliwość przeprowadzenia szybkiego kontrataku. Wynik nie zmienił się już do końcowego gwizdka sędziego Damiana Sylwestrzaka, a po końcowym gwizdku „biało-czerwoni” mogli paść sobie w ramiona i świętować dość niespodziewane zwycięstwo. Niespodziewane, ale zasłużone i całkiem istotne w kontekście tabeli Elite League, bo dzięki niemu zespół trenera Stępińskiego przeskoczył w tabeli angielskich rówieśników i obecnie plasują się w niej na piątej lokacie.

- To był chyba najlepszy mecz drużyny pod moją opieką od naprawdę długiego czasu. Co prawda był to mecz towarzyski, ale z naprawdę godnym rywalem. Zakładane elementy w grze udało nam się zrealizować bardzo dobrze i gratuluję chłopakom zwycięstwa. Takie występy jak te na pewno pomogą w rozwoju ich karier. Mam nadzieję, że jak kiedyś przestanę być trenerem, a moi piłkarze za 5-6 będą występować w najlepszych ligach Europy, będę mógł ich odwiedzić i liczyć na jakieś 2 bilety – mówił "na gorąco" trener Stępiński, zapewne odczuwając sporą satysfakcję z ostatecznej realizacji przedmeczowych założeń.

Wśród grupy piłkarzy, hucznie świętujących prestiżowe zwycięstwo, jeden z nich miał w piątkowy wieczór szczególne powody do radości. Mowa o pomocniku Jakubie Bierońskim, na co dzień reprezentującym bielskie Podbeskidzie. Wychowanek „Górali” miał bowiem okazję pojawić się na ostatnie 10 minut spotkania z ławki rezerwowych, co nie umknęło części z blisko 6150 kibiców, która skandowała imię i nazwisko młodego środkowego pomocnika.

- To był dla mnie zaszczyt oraz wielkie przeżycie. Trener przed meczem wspominał nam, że musimy skupić się przede wszystkim na graniu w piłkę, a wynik należy uznać za kwestię drugorzędną. Niemniej dziś za dobrą grą poszedł korzystny wynik, z czego jesteśmy bardzo zadowoleni – przyznał w rozmowie  z dziennikarzami piłkarz, który do kadry U-20 został dowołany zaledwie dwa dni przed pojedynkiem z Anglią. – Byłem tym trochę zaskoczony, ale z tyłu głowy miałem poczucie, że to powołanie może się pojawić – dodał pomocnik.

Jak więc widać, powrót Polaków po trzech latach na stadion przy Rychlińskiego udał się wręcz znakomicie, a szansą na podtrzymanie u siebie dobrych nastrojów będzie kolejna, tym razem wyjazdowa rywalizacja w ramach Elite League – z Czechami w Frydku-Mistku.

autor: Piotr Porębski

Przeczytaj również