Zbigniew Koźmiński: To nie mój problem, tylko panów z rady nadzorczej

08.01.2011
- Gdy Zbigniew Koźmiński wchodził do zarządu Piasta, nieprzychylni mu kibice urządzali pikiety na ulicach miasta. Wówczas niczego nie wskórali, ale dziś mają powody do satysfakcji - pisze "Sport".
Niezaakceptowany przez nich człowiek stracił bowiem zaufanie właścicieli klubu i wygląda na to, że jeszcze w tym miesiącu odejdzie. To efekt głosowania, w wyniku którego nie otrzymał absolutorium za  ubiegły rok. - To nie jest mój problem, tylko panów z rady nadzorczej - mówi Koźmiński. Czekam na rozwój wydarzeń i specjalnie mnie ta cała sytuacja nie przeraża. Ktoś prowadził polityczne wojny z prezesem Krzyżanowskim, a teraz rykoszety walą we mnie. Jest to też jakaś forma odreagowania powyborczych turbulencji. Ale przypomnę, że jak się politykę wpuszcza na grunt sportowy, to nigdy się to dobrze nie skończy - mówi wiceprezes Piasta.

- Za wszystkim stoją ludzie, którzy zwyczajnie nie mają pomysłu na prowadzenie klubu - uważa Koźmiński. - Do tej pory nie raczyli się ze mną skontaktować. To dziwne. Chyba nie tędy droga. Dzwoniłem kilka razy do wiceprezydenta miasta, Piotra Wieczorka, który ściągał mnie do Gliwic. Nie odbiera telefonu i nie oddzwania. Delikatnie mówiąc, to wyjątkowo akademickie podejście do sprawy... - podkreśla.
źródło: SPORT

Przeczytaj również