Zawodnik Ruchu: Po pierwszym zwycięstwie będzie już łatwiej

21.09.2012
- Przyznam, że jeszcze w żadnym klubie nie przeżyłem na starcie sezonu serii trzech porażek. Dlatego nawet ten punkt z Koroną jest niezły dla naszego samopoczucia - mówi Pavel Szultes.
- Skład mamy naprawdę solidny, więc po pierwszym zwycięstwie powinno być łatwiej - mówi Szultes. Czy uda się to już teraz? Czech będzie mógł się spotkać w sobotę z kilkoma zawodnikami ze swojego kraju, a także ze Słowacji, bowiem chętnie korzysta z nich Pavel Hapal, trener Zagłębia Lubin. - Robert Jeż to groźny rywal. Najbardziej trzeba się wystrzegać jego groźnych i zaskakujących podań do napastników. Sam w Polonii starałem się z tych właśnie jego zagrań korzystać. Przeciwko Jirziemu Bilkowi miałem okazję grać kilka lat temu, jeszcze w lidze czeskiej. Natomiast dość dobrze znam Pavla Hapala. Mieszkaliśmy obaj w Ołomuńcu, mieliśmy wspólnych znajomych, spotykaliśmy się w różnych miejscach. Świetny trener - komplementuje gracz Ruchu.

Jak Szultes porównałby Hapala ze swoim obecnym trenerem Jackiem Zielińskim? - Powiem o różnicach między szkołami trenerskimi. U was duży nacisk kładzie się na siłę. Stosunkowo dużo zajęć jest poświęconych właśnie pracy nad nią. W Czechach z kolei więcej się biega, większą wagę przywiązuje się też do taktyki. Przez jakiś czas miałem więc problem z obciążeniami na treningach siłowych, ale już się wdrożyłem - podkreśla.

Na łamach dziennika "Sport", o ocenę Szultesa i Jeża pokusił się Jacek Zieliński. - Na pewno będziemy musieli zwrócić uwagę na Jeża. Decyduje o grze każdej drużyny, w której występuje. A jak jest w "sztosie" to potrafi bardzo wiele. Pavel może grać na obu skrzydłach i "podwieszonego" napastnika oraz oczywiście na szpicy, choć przy obecnej dyspozycji Arka Piecha raczej bardziej prawdopodobny jest któryś z dwóch pierwszych wariantów. Z Koroną zagrał nieźle. Obaj to bardzo porządni chłopcy, chętni do pracy. Piłkarsko - inne charaktery, bo są to też dwie inne pozycje. Ale obaj mają zadatki na to, by być podstawowymi zawodnikami swych drużyn - kończy Jacek Zieliński.
źródło: Sport

Przeczytaj również