Zawodnik Piasta: Na tym gwiazdorstwo Matuszka się kończy...

13.01.2012
Kariera Szymona Matuszka to ciąg wzlotów i upadków. Ocieranie się o największe gwiazdy Realu Madryt, a zaraz potem medialne zamieszanie z wielkimi kredytami i zuchwałością. Defensor chce to unormować.
Niedawno zabroniono Ci trenować z zespołem. Skąd ta decyzja?
- Jedyne, co mi wyjaśniono, to kwestie polityki klubowej. Zawodnicy z listy transferowej nie mogą trenować z pierwszym zespołem. Bartek Sopel i Marcin Pietroń są w tej samej sytuacji. Problem tkwi w tym, że normalnie zawodnika niechcianego przesuwa się do rezerw, a w Piaście nie wiem, czy w ogóle takowe istnieją. Przez to muszę trenować sam, co wcale nie pomaga ani w znalezieniu nowego pracodawcy, ani w utrzymaniu odpowiedniej formy.

Jak w ogóle przekazano tę informację?
- Dość dziwnie. Przyszedłem normalnie na trening, wszedłem do szatni i nagle... Podszedł do mnie Janusz Bodzioch i powiedział, że nie mogę dziś trenować z resztą zespołu, mam zakaz. Zaskoczony, udałem się do trenerów, aby jakoś wyjaśnić tę sytuację - identyczna odpowiedź. Od razu udałem się do prezesa Józefa Drabickiego. Scenariusz się powtórzył, wtedy też powiedziano mi o tym sposobie na zawodników z listy transferowej. Żeby nie posądzono mnie później o niestawianie się na treningach, poprosiłem o przedstawienie zakazu na piśmie. Takie też dostałem. Na dole adnotacja - "zawieszony do 15 stycznia 2012 roku". Pewnie do tego czasu mam znaleźć nowy klub.

Skoro tak, to Piast jakoś pomaga w poszukiwaniach?
- W sumie jedyną osobą, która wyciągnęła rękę i stara się jakoś zaradzić problemowi, jest menedżer, pan Bodzioch. Na dobrą sprawę działa jako mój agent. To właśnie dzięki niemu znalazł się zainteresowany. W poniedziałek jadę na pierwszy trening do nowego zespołu.

Masz żal do klubu, że potraktowano Cię w taki sposób, po 2,5 latach współpracy?
- Owszem, żal jest. Szkoda, że nie pozwolono mi trenować z resztą chłopaków. Przecież to nic nie kosztuje. Ale tutaj jest też inna kwestia. Powodem tego, ze w Gliwicach mi nie wyszło, jest brak szansy na regularną grę i zdobycie pewności siebie. Żaden z trenerów nie zaufał mi należycie. "Wskakiwałem" do składu, kiedy ktoś był zawieszony za kartki, bądź kontuzjowany. Trudno w ten sposób pokazać pełnię swoich umiejętności.

Może zgubiła Cię pewność siebie? Real Madryt, Jagiellonia Białystok - nie czułeś się jak "pewniak"?
- W żadnym razie. Powiedzmy sobie szczerze, że do tego Realu Madryt trzeba dodać jeszcze "C". Gra w III lidze, nawet hiszpańskiej, to nie splendor. Tak naprawdę, to miałem niezły okres w Jagiellonii, i na tym gwiazdorstwo Matuszka się kończy. Ale mam 23 lata, jeszcze sporo w piłce mogę zwojować.



A co z tymi popularnymi już, "Matuszkowymi kredytami". Jak przychodziłeś do Gliwic, podobno chciałeś bajońskie sumy za kontrakt, bo w kolejce do spłacenia był dom i samochód.
- Faktycznie, wynikła taka sytuacja, ale skąd się ona w mediach wzięła, tego nie wiem. Nie będę przecież pisał do każdej z gazet osobno, żeby to sprostowano. Dostałem lekcję, z której wyniosłem, że niektórych rzeczy po prostu mówić nie należy. W rzeczywistości najpierw dogadałem się z Piastem na pewną sumę. Kiedy przyjechałem, kwota, którą miałem zarabiać, była znacznie niższa, aniżeli dogadana na początku. To mi się nie spodobało i dążyłem do szybkiego wyjaśnienia sprawy. Nie wiem, kto i gdzie popełnił błąd, ale już dochodzić do tego nie zamierzam. A pogłoski, że kupiłem nowy samochód - ach, szkoda gadać nawet. Ludzie mówią, co im ślina na język przyniesie. Prawda jest taka, że nowym autem wcale bym nie pogardził...

Z Hiszpanią miałeś styczność. Teraz to Hiszpania przybywa do Polski, a konkretnie do Gliwic. Czy innowacyjny kierunek transferowy jest poprawny?
- Według mnie to super sprawa z tymi Hiszpanami. Piast zrobił dobry ruch, podpisując umowę ze Związkiem Piłkarzy w Hiszpanii. Ta federacja zrzesza piłkarzy niezatrudnionych, pomagając znaleźć im pracę. Wśród tych graczy można wyłapać kilka perełek, a atut jest przeogromny - nie trzeba im płacić za transfer. Wystarczy się dogadać odnośnie umowy. Wiadomo, że w tym kraju przodują technicy, a to cenna umiejętność. Jak widać, Ruben dobrze wkomponował się w zespół, a defensorów rywali czaruje, jak chce. Teraz trenuje kolejny zawodnik z Hiszpanii, tylko tutaj jest jeden feler.

Feler? Co jest nie tak z Fernando Cuerdą?
- Piłkarsko wszystko w porządku. Problem jest z językiem. Nie potrafi on mówić po polsku. O ile Rubenowi to nie przeszkadza, bo jest zawodnikiem ofensywnym, o tyle obrona jest bardzo newralgiczna. Moim zdaniem, jak Fernando zostanie w Gliwicach, powinno się dać mu 2 miesiące na nauczenie się podstawowych zwrotów. W innym przypadku może zburzyć całą defensywę. Z własnego doświadczenia wiem, że nieznajomość języka nie wpływa pozytywnie na grę.

Rozmawiał Dawid Jenczmyk.
autor: Dawid Jenczmyk

Przeczytaj również