Zawodnicy z Oleskiej udowodnią, że potrafią wstawać z kolan
01.04.2009
Opolskich kibiców zaniepokoiła wiadomość, jaka pojawiła się dzisiaj na oficjalnej stronie klubu. Za jej pośrednictwem można było bowiem dowiedzieć się, że zespół na niedzielne spotkanie do Pruszkowa pojedzie pociągiem... albo nie pojedzie w ogóle. - Na szczęście to tylko dowcip primaaprilisowy. Wielu dało się nabrać - uśmiecha się Leszek Wróblewski, dyrektor Odry. - Jestem właśnie w trakcie załatwiania formalności związanych z pojedynkiem ze Zniczem. Tak jak obiecaliśmy przed startem wiosny, tę rundę na pewno dogramy do końca - zapewnia Wróblewski. Żart żartami, ale sytuacja opolan staje się coraz bardziej poważna.
Można powiedzieć - biednemu wiatr w oczy. Jeszcze przed startem rundy Odra została ukarana walkowerami za mecze ze Zniczem Pruszków i GKS-em Katowice. W pierwszych trzech kolejkach wiosny piłkarze Piotra Rzepki - mimo dobrej postawy - zdobyli zaledwie jeden punkt, coraz mocniej pogrążając się na dnie tabeli. - Wszystko sprzysięgło się przeciw nam. Ale staramy się tym nie przejmować i robić swoje. Każdy z nas jedzie przecież na tym samym wózku - mówi Artur Monasterski. O ile kłopoty organizacyjne to w Opolu codzienność, o tyle po przyjściu Rzepki w poczynania zespołu wkradła się nowa jakość.
- Nic nam jednak po tym, skoro nie wygrywamy. W naszej sytuacji każdy punkt jest na wagę złota, ale i każda porażka oddala nas od utrzymania. Presja podwaja się z każdą kolejką. Na szczęście możemy liczyć na kibiców, którzy są z nami na dobre i złe - podkreśla skrzydłowy i przekonuje, że największą bolączką drużyny jest brak skutecznego snajpera. Mało zresztą nazwisk w składzie Odry może robić na rywalach większe wrażenie. - Dopiero pracujemy na renomę. Mamy teraz dobrą okazję, by się wypromować - zauważa Monasterski, który z tej szansy korzysta najlepiej.
Były zawodnik Podbeskidzia Bielsko-Biała dosyć niespodziewanie stał się liderem drużyny. - Nie ukrywam, że Opole traktuję jako przystanek w drodze do lepszego klubu. Teraz jednak liczy się tylko walka o uratowanie na Oleskiej I ligi. Udowodnimy, że potrafimy wstawać z kolan - przekonuje pomocnik ekipy z Opola. Czy uda się to już w konfrontacji z liderem?
Można powiedzieć - biednemu wiatr w oczy. Jeszcze przed startem rundy Odra została ukarana walkowerami za mecze ze Zniczem Pruszków i GKS-em Katowice. W pierwszych trzech kolejkach wiosny piłkarze Piotra Rzepki - mimo dobrej postawy - zdobyli zaledwie jeden punkt, coraz mocniej pogrążając się na dnie tabeli. - Wszystko sprzysięgło się przeciw nam. Ale staramy się tym nie przejmować i robić swoje. Każdy z nas jedzie przecież na tym samym wózku - mówi Artur Monasterski. O ile kłopoty organizacyjne to w Opolu codzienność, o tyle po przyjściu Rzepki w poczynania zespołu wkradła się nowa jakość.
- Nic nam jednak po tym, skoro nie wygrywamy. W naszej sytuacji każdy punkt jest na wagę złota, ale i każda porażka oddala nas od utrzymania. Presja podwaja się z każdą kolejką. Na szczęście możemy liczyć na kibiców, którzy są z nami na dobre i złe - podkreśla skrzydłowy i przekonuje, że największą bolączką drużyny jest brak skutecznego snajpera. Mało zresztą nazwisk w składzie Odry może robić na rywalach większe wrażenie. - Dopiero pracujemy na renomę. Mamy teraz dobrą okazję, by się wypromować - zauważa Monasterski, który z tej szansy korzysta najlepiej.
Były zawodnik Podbeskidzia Bielsko-Biała dosyć niespodziewanie stał się liderem drużyny. - Nie ukrywam, że Opole traktuję jako przystanek w drodze do lepszego klubu. Teraz jednak liczy się tylko walka o uratowanie na Oleskiej I ligi. Udowodnimy, że potrafimy wstawać z kolan - przekonuje pomocnik ekipy z Opola. Czy uda się to już w konfrontacji z liderem?
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku