Zawodnicy Ruchu Chorzów walczyli z... lodem
09.01.2010
Po raz trzeci hokeiści Naprzodu Janów i piłkarze Ruchu Chorzów czynnie wspomagali Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy Jerzego Owsiaka. Tradycyjnie zaprzyjaźnione kluby spotkały się na lodowisku Jantor, co dla niektórych było prawdziwym wyzwaniem. Krzysztof Pilarz czy Artur Sobiech pierwszy raz założyli świeżo zakupione łyżwy. Michał Pulkowski co prawda przygotowywał się wcześniej na ślizgawce, ale na wstępie zaliczył "wejście smoka". Już podczas przedmeczowej prezentacji miał bliskie spotkanie z taflą oraz odwrotnie założył kask.
- Dobrze, że mieliśmy kije, przynajmniej było się czym podeprzeć - uśmiechał się popularny "Pulo", który przyznał, że bardzo lubi hokej, ale... w telewizji. - To nie była walka tylko z przeciwnikiem, ale przede wszystkim z lodem. Fajnie sobie czasem pojeździć na łyżwach chociaż to dużo powiedziane. Najważniejsze było przecież utrzymać się na nogach - wtórował mu Pilarz, który dziś nie był bramkarzem, a napastnikiem. Dla "ułatwienia" piłkarzom organizatorzy na chwilę zamienili krążek na futbolówkę, ale okazało się, że i z nią mieli nie mniejszy problem niż z "gumą".
Na swojej "nominalnej" pozycji wystąpił za to Artur Sobiech, który "trenował" kilka dni przed spotkaniem. Oprócz widowiskowych piruetów, wyróżnił się jako jedyny zawodnik czerwonymi spodenkami podobnie, jak Mariusz Śrutwa przed rokiem. "Formę" prezentował równie "wysoką". - Na boisku może byśmy stworzyli duet, ale tu był lekki problem szczególnie z... hamowaniem - śmiał się Sobiech.
Pojedynek hokeistów z piłkarzami licznie zgromadzonej publiczności dostarczył sporo pozytywnych emocji. Oprócz wielu wrażeń impreza przyniosła również duży przypływ gotówki na konta WOŚP. Licytowano bowiem koszulki i różne gadżety związane z oboma klubami.
Odnotujmy jeszcze tylko, że w meczu padł wynik remisowy 9-9. W serii rzutów karnych nikomu nie udało się pokonać bramkarza rywali.
- Dobrze, że mieliśmy kije, przynajmniej było się czym podeprzeć - uśmiechał się popularny "Pulo", który przyznał, że bardzo lubi hokej, ale... w telewizji. - To nie była walka tylko z przeciwnikiem, ale przede wszystkim z lodem. Fajnie sobie czasem pojeździć na łyżwach chociaż to dużo powiedziane. Najważniejsze było przecież utrzymać się na nogach - wtórował mu Pilarz, który dziś nie był bramkarzem, a napastnikiem. Dla "ułatwienia" piłkarzom organizatorzy na chwilę zamienili krążek na futbolówkę, ale okazało się, że i z nią mieli nie mniejszy problem niż z "gumą".
Na swojej "nominalnej" pozycji wystąpił za to Artur Sobiech, który "trenował" kilka dni przed spotkaniem. Oprócz widowiskowych piruetów, wyróżnił się jako jedyny zawodnik czerwonymi spodenkami podobnie, jak Mariusz Śrutwa przed rokiem. "Formę" prezentował równie "wysoką". - Na boisku może byśmy stworzyli duet, ale tu był lekki problem szczególnie z... hamowaniem - śmiał się Sobiech.
Pojedynek hokeistów z piłkarzami licznie zgromadzonej publiczności dostarczył sporo pozytywnych emocji. Oprócz wielu wrażeń impreza przyniosła również duży przypływ gotówki na konta WOŚP. Licytowano bowiem koszulki i różne gadżety związane z oboma klubami.
Odnotujmy jeszcze tylko, że w meczu padł wynik remisowy 9-9. W serii rzutów karnych nikomu nie udało się pokonać bramkarza rywali.
Polecane
Ekstraklasa