"Zawiódł ćwiczony manewr"

20.04.2009
Raków, mimo prowadzenia w meczu z GKS-em Tychy, schodził z boiska jako pokonany. - Popełniliśmy błąd przy próbie pułapki ofsajdowej i to się zemściło - przyznaje Krzysztof Pyskaty, bramkarz częstochowian.
Po golu Glińskiego "do szatni” piłkarze Rakowa schodzili na przerwę w bardzo dobrych nastrojach. Po zmianie stron ich twarze nie były już tak radosne. Tyszanie doprowadzili do wyrównania i mecz rozpoczął się od nowa.

- Straciliśmy bramkę po rzucie wolnym. Na treningach ćwiczymy warianty pułapek ofsajdowych w takich momentach. Niestety, tym razem zaspaliśmy i się nie udało, a do tego skończyło się tragicznie. Nie obwiniałbym tu kogoś personalnie, kto został, czy za późno wyszedł do przodu. Piłka nożna to sport zespołowy i cała drużyna zawaliła - tłumaczy bramkarz Rakowa.

Zwycięski gol tyszan padł również po stałym fragmencie gry. Tym razem był to rzut rożny. W ogromnym zamieszaniu trzeźwość umysłu zachował Mańka i odebrał punkty częstochowianom. - Przy tej sytuacji również się nie popisaliśmy. Błąd w ustawieniu, chwila nieuwagi i zwycięstwo się wymknęło. Sporo czasu poświęcamy, aby nauczyć się jak zachowywać się w takich momentach, a i tak popełniamy gafy. Musimy się poprawić, bo nie można więcej tracić takich bramek - kończy Pyskaty.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również