Zagrali, choć w środę zostali zatrzymani i usłyszeli zarzuty
17.05.2009
Byli piłkarze Górnika Polkowice usłyszeli zarzuty wręczania łapówek sędziom i obserwatorom PZPN w sezonach 2003/2004 i 2004/2005. Nie wiadomo o ile spotkań chodzi. Zatrzymani złożyli obszerne wyjaśnienia, przyznali się do zarzutów i zostali zwolnieni do domów. Tomasz M. musi zapłacić 10.000 zł kaucji, a Ireneusz A. 5.000 zł.
Pierwsi twardy orzech do zgryzienia mieli "Niebiescy", bo grali już w piątek. Ich podstawowy obrońca opuścił co prawda niektóre z zajęć i nie udał się razem z drużyną do Gdyni, ale ostatecznie rozegrał pełne 90 minut. - Dojechałem do chłopaków, ale byłem ze wszystkimi sprawami na bieżąco. Zostałem szybko wypuszczony z prokuratury, więc nie mam żadnych obaw - zapewnił "Adams", który - mimo tychże problemów - solidnie wywiązał się ze swoich zadań, jako środkowego obrońcy.
Czy dylematu przed pierwszym gwizdkiem nie miał trener Ruchu? - Nie jestem od ferowania wyroków. Moja praca polega na ocenie umiejętności i przydatności piłkarza. I tylko w taki sposób patrzę na Irka - tłumaczył Waldemar Fornalik, dodając, że na pozostałe pytania odpowiedzą działacze. - Wiemy, że nasz zawodnik był we Wrocławiu i składał wyjaśnienia, ale nie zostaliśmy poinformowani, jakoby nie mógł wystąpić z Arką - stwierdził Mirosław Mosór, dyrektor Ruchu.
Z podobnego założenia w sobotę wyszli wodzisławianie. "Moskit" wybiegł w pierwszym składzie Odry. - Rozmawialiśmy dosyć długo o jego ewentualnym występie w Zabrzu. On podjął wyzwanie, że chce grać, a zespół to zaakceptował. Nie miałem wątpliwości, aby postawić na zawodnika, który jest Odrze potrzebny. Wiele rzeczy się działo i dzieje w polskiej piłce. My musimy patrzeć, co się dzieje tu i teraz - zaznaczył Ryszard Wieczorek, szkoleniowiec drużyny z Wodzisławia Śląskiego.
- Pytanie tylko, co myślą dzieci interesujące się piłką, kiedy słyszą o tym, że w środę piłkarz został zatrzymany, a w weekend oglądają go na boisku - wskazał Radosław Gilewicz, były reprezentant Polski.
Dodajmy, że takie dylematy moralne to nowość na Śląsku, ale nie w innych częściach kraju. Wcześniej dotyczyły one chociażby Mariusza U. z GKS-u Bełchatów.
Pierwsi twardy orzech do zgryzienia mieli "Niebiescy", bo grali już w piątek. Ich podstawowy obrońca opuścił co prawda niektóre z zajęć i nie udał się razem z drużyną do Gdyni, ale ostatecznie rozegrał pełne 90 minut. - Dojechałem do chłopaków, ale byłem ze wszystkimi sprawami na bieżąco. Zostałem szybko wypuszczony z prokuratury, więc nie mam żadnych obaw - zapewnił "Adams", który - mimo tychże problemów - solidnie wywiązał się ze swoich zadań, jako środkowego obrońcy.
Czy dylematu przed pierwszym gwizdkiem nie miał trener Ruchu? - Nie jestem od ferowania wyroków. Moja praca polega na ocenie umiejętności i przydatności piłkarza. I tylko w taki sposób patrzę na Irka - tłumaczył Waldemar Fornalik, dodając, że na pozostałe pytania odpowiedzą działacze. - Wiemy, że nasz zawodnik był we Wrocławiu i składał wyjaśnienia, ale nie zostaliśmy poinformowani, jakoby nie mógł wystąpić z Arką - stwierdził Mirosław Mosór, dyrektor Ruchu.
Z podobnego założenia w sobotę wyszli wodzisławianie. "Moskit" wybiegł w pierwszym składzie Odry. - Rozmawialiśmy dosyć długo o jego ewentualnym występie w Zabrzu. On podjął wyzwanie, że chce grać, a zespół to zaakceptował. Nie miałem wątpliwości, aby postawić na zawodnika, który jest Odrze potrzebny. Wiele rzeczy się działo i dzieje w polskiej piłce. My musimy patrzeć, co się dzieje tu i teraz - zaznaczył Ryszard Wieczorek, szkoleniowiec drużyny z Wodzisławia Śląskiego.
- Pytanie tylko, co myślą dzieci interesujące się piłką, kiedy słyszą o tym, że w środę piłkarz został zatrzymany, a w weekend oglądają go na boisku - wskazał Radosław Gilewicz, były reprezentant Polski.
Dodajmy, że takie dylematy moralne to nowość na Śląsku, ale nie w innych częściach kraju. Wcześniej dotyczyły one chociażby Mariusza U. z GKS-u Bełchatów.
Polecane
Ekstraklasa