"Zagłębie to klub specyficzny. Lepsze jest tam wrogiem dobrego"
13.03.2013
Komu daje pan większe szanse na awans do półfinału Pucharu Polski?
Dariusz Fornalak, trener: - A jaki był wynik pierwszego meczu?
Pan serio pyta?
- Nie no, żartuję. Biorąc pod uwagę to, że pierwsza część tej pucharowej potyczki zakończyła się wynikiem korzystnym dla chorzowian, większe szanse należałoby dawać zespołowi gospodarzy.
A biorąc pod uwagę pozostałe mecze tych drużyn na wiosnę?
- Biorąc pod uwagę całą resztę, myślę, że nie można wskazać głównego faworyta. Pewnie dyspozycja dnia zadecyduje o tym, który zespół okaże się w tym momencie lepszy. Powiem szczerze, że nie mam zdecydowanego faworyta. Zarówno Zagłębie, jak i Ruch mają świadomość tego, że na czołowe miejsca w ekstraklasie szans nie mają, więc to jest szansa na pokazanie się w Europie.
Ruch zagrał tej wiosny cztery mecze. Jakie są pana wrażenia?
- Na pewno miejsce zajmowane przez "Niebieskich", szczególnie w kontekście poprzedniego sezonu, jest ogromnym rozczarowaniem dla wszystkich. Pierwsze miejsce nad kreską i - umówmy się - z racji postawy Bełchatowa i Podbeskidzia, których strata jest ogromna, czerwona lampka się jeszcze w Chorzowie nie świeci. Nie oglądałem jednego spotkania, tego wygranego z Widzewem, natomiast Ruch na pewno może i powinien grać lepiej.
Z czego może pana zdaniem wynikać ta tegoroczna zapaść?
- Ja uważam, że w zeszłym roku był wynik ponad stan. Olbrzymia była rola Waldka Fornalika, który zna ambicje wszystkich sympatyków chorzowskiego Ruchu. Ale póki co te ambicje trzeba przewartościować. Dyspozycja zespołu na pewno nie odzwierciedla tego, co zdarzyło się w poprzednim sezonie. Ten upadek jest bolesny. Ze ścisłej czołówki Ruch spadł na 14. miejsce. Pewnie wszyscy śledzimy - mówię "my", bo zaliczam się do kibiców Ruchu - co będzie dalej, w którym kierunku to pójdzie. Pewne jest, że powtórzenie w najbliższym czasie takiego miejsca w tabeli, jakie było w zeszłym roku, jest rzeczą niemożliwą.
A jakie jest pana zdanie na temat chorzowskiej młodzieży? Konczkowski, Starzyński...
- To jest obecnie bardzo modny temat. Wszyscy na te tematy się wypowiadają. Moim zdaniem do tego, żeby prezentowali poziom, jaki rzuci kibiców na kolana, jest jeszcze daleko.
Rozumiem. A czy Marcin Baszczyński w tych pierwszych meczach potwierdził, że jest wzmocnieniem?
- Nigdy nie lubię oceniać określonych decyzji personalnych. Nie będę tego robił. Natomiast na temat Marcina mogę się wypowiadać jedynie w tym kontekście, że grałem razem z nim. Kiedy on wchodził do zespołu, oglądałem jak się wkomponowuje, śledziłem jego przygodę z piłką. Teraz wszyscy będą się nad Marcinem pastwić. Mówimy o młodzieży, więc widzę, że po tym ewidentnie niefortunnym spotkaniu Marcina przeciwko Lechowi Poznań, będzie na niego nagonka. Że niepotrzebnie przyszedł, że osłabił, zamiast wnieść spokój, wniósł nerwowość. Ja powiem tak: takie spotkania jak z Lechem się zdarzają, ale nie cały czas. Marcin poniżej pewnego poziomu nie zejdzie. To był wypadek przy pracy. Gorszego spotkania w jego wykonaniu sobie nie wyobrażam. W dalszym ciągu uważam, że to pozytywna postać, jeśli chodzi o ten zespół i myślę, że tej drużynie pomoże.
Jakie jest pana zdanie na temat Zagłębia Lubin? Ten klub teoretycznie ma wszystko, by grać o czołowe miejsca. Pieniądze, stadion, zawodnicy, trener. A co roku pałęta się w środku stawki.
- Ja nie jestem tu od udzielania rad Zagłębiu Lubin. Odpowiedni ludzie rządzą tym klubem, podejmują określone decyzje i za nie odpowiadają. Rzeczywiście, to jest klub - myślę, że jeden z nielicznych w tym kraju - który jest poukładany, jeśli chodzi o sferę organizacyjną. Tu nigdy nie było, nie ma i myślę, że nie będzie żadnych problemów. Wie pan, różni ludzie mają różne wizje. Widocznie taka, którą przyjęli im odpowiada. Nie wiem, jak się odnieść do tego pytania.
Wydaje mi się, że ktoś, kto to widział od wewnątrz mógłby znać problem od środka.
- Ja nie mam recepty. Byłem tam trenerem raptem przez pół roku i zostałem zdymisjonowany gdy Zagłębie było na pierwszym miejscu...
I o to także pytam.
- Mogę powiedzieć, że Zagłębie to bardzo specyficzny klub. Może pasuje do niego stwierdzenie, że lepsze jest wrogiem dobrego. Zawsze szuka się rozwiązań, które teoretycznie mają spowodować, że będzie ten zespół walczył o najwyższe laury w lidze. Ale nie zawsze tak jest. Po czasie okazuje się, że decyzje są błędne. W ostatnich latach złych decyzji było raczej więcej niż dobrych...
Na koniec chciałbym spytać o akademię Juventusu Turyn w Piekarach Śląskich, której jest pan dyrektorem. Może pan przybliżyć, jak to wygląda, na czym polega pana praca?
- Spotkała się grupa ludzi, którzy postanowili utworzyć na Śląsku Juventus Soccer School. Takie akademie w Polsce są też w Krakowie i w Warszawie. Poznaliśmy od środka jak to wygląda i co to wnosi. Doszliśmy do wniosku, że warto przenieść to na nasz grunt. Stąd chęć szkolenia dzieci w wieku od 5 do 12 lat. Sami jesteśmy ciekawi czy ta inicjatywa się powiedzie. Dodatkowo, nasz pomysł polega na tym, żeby połączyć naukę i zabawę - bo w tym wieku to w dużej mierze zabawa - z nauką języka włoskiego. Doszliśmy do porozumienia z Empik School, która będzie nam pomagać, umożliwi nam korzystanie z pomocy lektora.
Proszę powiedzieć, czy metody różnią się od tych, które poznał pan w innych szkółkach piłkarskich?
- Ta szkoła funkcjonuje w całej Europie, Stanach Zjednoczonych i Meksyku od 2004 roku, więc to prawie 10 lat doświadczeń ludzi związanych z Juventusem i Uniwersytetem w Turynie - trenerów, psychologów, fizjologów, pedagogów. Różnych ludzi, którzy pracują na to, by ten model funkcjonował. Jeżeli funkcjonuje na świecie, więc jest możliwość, by działało to również w Polsce. Od razu mówię, że to nie ma być jakakolwiek konkurencja, bo takie głosy już słyszałem, ale ma to być możliwość dania alternatywy rodzicom. Mogą zapewnić swoim dzieciom profesjonalne szkolenie, jeśli chodzi o sprawy związane z piłką nożną, ale też wszechstronny rozwój sportowy i intelektualny.
Domyślam się, że dla pana wpis w CV "Juventus Turyn" i praca w takiej akademii to ciekawe doświadczenie?
- To kolejne doświadczenie. Rozpatrywaliśmy plusy i minusy tego przedsięwzięcia. Na tę chwilę plusów było trochę więcej. Czy to się uda - nie wiemy. Akademia jeszcze nie powstała, w kwietniu rozpoczniemy pierwsze zajęcia. Myślę, że gra jest warta świeczki i ten model Juventus Soccer School jest wart zainteresowania.
Rozmawiał Michał Trela.
Ruch Chorzów - Zagłębie Lubin
środa, 18:30
Sędzia Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)
Dariusz Fornalak, trener: - A jaki był wynik pierwszego meczu?
Pan serio pyta?
- Nie no, żartuję. Biorąc pod uwagę to, że pierwsza część tej pucharowej potyczki zakończyła się wynikiem korzystnym dla chorzowian, większe szanse należałoby dawać zespołowi gospodarzy.
A biorąc pod uwagę pozostałe mecze tych drużyn na wiosnę?
- Biorąc pod uwagę całą resztę, myślę, że nie można wskazać głównego faworyta. Pewnie dyspozycja dnia zadecyduje o tym, który zespół okaże się w tym momencie lepszy. Powiem szczerze, że nie mam zdecydowanego faworyta. Zarówno Zagłębie, jak i Ruch mają świadomość tego, że na czołowe miejsca w ekstraklasie szans nie mają, więc to jest szansa na pokazanie się w Europie.
Ruch zagrał tej wiosny cztery mecze. Jakie są pana wrażenia?
- Na pewno miejsce zajmowane przez "Niebieskich", szczególnie w kontekście poprzedniego sezonu, jest ogromnym rozczarowaniem dla wszystkich. Pierwsze miejsce nad kreską i - umówmy się - z racji postawy Bełchatowa i Podbeskidzia, których strata jest ogromna, czerwona lampka się jeszcze w Chorzowie nie świeci. Nie oglądałem jednego spotkania, tego wygranego z Widzewem, natomiast Ruch na pewno może i powinien grać lepiej.
Z czego może pana zdaniem wynikać ta tegoroczna zapaść?
- Ja uważam, że w zeszłym roku był wynik ponad stan. Olbrzymia była rola Waldka Fornalika, który zna ambicje wszystkich sympatyków chorzowskiego Ruchu. Ale póki co te ambicje trzeba przewartościować. Dyspozycja zespołu na pewno nie odzwierciedla tego, co zdarzyło się w poprzednim sezonie. Ten upadek jest bolesny. Ze ścisłej czołówki Ruch spadł na 14. miejsce. Pewnie wszyscy śledzimy - mówię "my", bo zaliczam się do kibiców Ruchu - co będzie dalej, w którym kierunku to pójdzie. Pewne jest, że powtórzenie w najbliższym czasie takiego miejsca w tabeli, jakie było w zeszłym roku, jest rzeczą niemożliwą.
A jakie jest pana zdanie na temat chorzowskiej młodzieży? Konczkowski, Starzyński...
- To jest obecnie bardzo modny temat. Wszyscy na te tematy się wypowiadają. Moim zdaniem do tego, żeby prezentowali poziom, jaki rzuci kibiców na kolana, jest jeszcze daleko.
Rozumiem. A czy Marcin Baszczyński w tych pierwszych meczach potwierdził, że jest wzmocnieniem?
- Nigdy nie lubię oceniać określonych decyzji personalnych. Nie będę tego robił. Natomiast na temat Marcina mogę się wypowiadać jedynie w tym kontekście, że grałem razem z nim. Kiedy on wchodził do zespołu, oglądałem jak się wkomponowuje, śledziłem jego przygodę z piłką. Teraz wszyscy będą się nad Marcinem pastwić. Mówimy o młodzieży, więc widzę, że po tym ewidentnie niefortunnym spotkaniu Marcina przeciwko Lechowi Poznań, będzie na niego nagonka. Że niepotrzebnie przyszedł, że osłabił, zamiast wnieść spokój, wniósł nerwowość. Ja powiem tak: takie spotkania jak z Lechem się zdarzają, ale nie cały czas. Marcin poniżej pewnego poziomu nie zejdzie. To był wypadek przy pracy. Gorszego spotkania w jego wykonaniu sobie nie wyobrażam. W dalszym ciągu uważam, że to pozytywna postać, jeśli chodzi o ten zespół i myślę, że tej drużynie pomoże.Jakie jest pana zdanie na temat Zagłębia Lubin? Ten klub teoretycznie ma wszystko, by grać o czołowe miejsca. Pieniądze, stadion, zawodnicy, trener. A co roku pałęta się w środku stawki.
- Ja nie jestem tu od udzielania rad Zagłębiu Lubin. Odpowiedni ludzie rządzą tym klubem, podejmują określone decyzje i za nie odpowiadają. Rzeczywiście, to jest klub - myślę, że jeden z nielicznych w tym kraju - który jest poukładany, jeśli chodzi o sferę organizacyjną. Tu nigdy nie było, nie ma i myślę, że nie będzie żadnych problemów. Wie pan, różni ludzie mają różne wizje. Widocznie taka, którą przyjęli im odpowiada. Nie wiem, jak się odnieść do tego pytania.
Wydaje mi się, że ktoś, kto to widział od wewnątrz mógłby znać problem od środka.
- Ja nie mam recepty. Byłem tam trenerem raptem przez pół roku i zostałem zdymisjonowany gdy Zagłębie było na pierwszym miejscu...
I o to także pytam.
- Mogę powiedzieć, że Zagłębie to bardzo specyficzny klub. Może pasuje do niego stwierdzenie, że lepsze jest wrogiem dobrego. Zawsze szuka się rozwiązań, które teoretycznie mają spowodować, że będzie ten zespół walczył o najwyższe laury w lidze. Ale nie zawsze tak jest. Po czasie okazuje się, że decyzje są błędne. W ostatnich latach złych decyzji było raczej więcej niż dobrych...
Na koniec chciałbym spytać o akademię Juventusu Turyn w Piekarach Śląskich, której jest pan dyrektorem. Może pan przybliżyć, jak to wygląda, na czym polega pana praca?
- Spotkała się grupa ludzi, którzy postanowili utworzyć na Śląsku Juventus Soccer School. Takie akademie w Polsce są też w Krakowie i w Warszawie. Poznaliśmy od środka jak to wygląda i co to wnosi. Doszliśmy do wniosku, że warto przenieść to na nasz grunt. Stąd chęć szkolenia dzieci w wieku od 5 do 12 lat. Sami jesteśmy ciekawi czy ta inicjatywa się powiedzie. Dodatkowo, nasz pomysł polega na tym, żeby połączyć naukę i zabawę - bo w tym wieku to w dużej mierze zabawa - z nauką języka włoskiego. Doszliśmy do porozumienia z Empik School, która będzie nam pomagać, umożliwi nam korzystanie z pomocy lektora.
Proszę powiedzieć, czy metody różnią się od tych, które poznał pan w innych szkółkach piłkarskich?
- Ta szkoła funkcjonuje w całej Europie, Stanach Zjednoczonych i Meksyku od 2004 roku, więc to prawie 10 lat doświadczeń ludzi związanych z Juventusem i Uniwersytetem w Turynie - trenerów, psychologów, fizjologów, pedagogów. Różnych ludzi, którzy pracują na to, by ten model funkcjonował. Jeżeli funkcjonuje na świecie, więc jest możliwość, by działało to również w Polsce. Od razu mówię, że to nie ma być jakakolwiek konkurencja, bo takie głosy już słyszałem, ale ma to być możliwość dania alternatywy rodzicom. Mogą zapewnić swoim dzieciom profesjonalne szkolenie, jeśli chodzi o sprawy związane z piłką nożną, ale też wszechstronny rozwój sportowy i intelektualny.
Domyślam się, że dla pana wpis w CV "Juventus Turyn" i praca w takiej akademii to ciekawe doświadczenie?
- To kolejne doświadczenie. Rozpatrywaliśmy plusy i minusy tego przedsięwzięcia. Na tę chwilę plusów było trochę więcej. Czy to się uda - nie wiemy. Akademia jeszcze nie powstała, w kwietniu rozpoczniemy pierwsze zajęcia. Myślę, że gra jest warta świeczki i ten model Juventus Soccer School jest wart zainteresowania.
Rozmawiał Michał Trela.
Ruch Chorzów - Zagłębie Lubin
środa, 18:30
Sędzia Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)
Polecane
Ekstraklasa