Zagłębie - Słubice 2-0. Dwie "główki" i po sprawie
10.10.2009
Zespół trenera Pierścionka miał zapewne w pamięci wiosenną porażkę na własnym stadionie z rywalem ze Słubic, bo od początku ruszył do zmasowanego ataku. I szybko powinien prowadzić, ale strzał głową Filipowicza sparował na poprzeczkę bramkarz gości. To, co nie udało się Filipowiczowi, powiodło się Szatanowi, który po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Pajączkowskiego celną "główką" wyprowadził ekipę z Sosnowca na prowadzenie.
- Było w tym trochę szczęścia, gdyż piłka trafiła mnie w tył głowy. Co więcej, zostałem uderzony przez rywala i nie widziałem, gdzie jest futbolówka. Gdy upadłem, ujrzałem ją w siatce - cieszył się pomocnik sosnowiczan, dla którego było to pierwsze ligowe trafienie w dorosłym futbolu. Przed przerwą drugą bramkę dla Zagłębia strzelił Filipowicz, kończąc koronkową akcję gospodarzy. Pach doskonale obsłużył Łuczywka, a ten z końcowej linii boiska idealnie dośrodkował w pole karne, a napastnik popisał się precyzyjnym uderzeniem.
- Za pierwszym razem się nie udało, ale po podaniu Tomka musiałem już trafić - uśmiechał się po meczu szczęśliwy strzelec. W drugiej połowie Zagłębie mogło jeszcze podwyższyć prowadzenie, ale w kilku sytuacjach zabrakło przysłowiowej kropki nad "„i"”. Sosnowiczanie, mając na uwadze fakt, że spora grupa zawodników boryka się z urazami, nie forsowali zbytnio tempa i im bliżej końca meczu, tym na murawie było coraz senniej.
- Choć i tak powinniśmy byli jeszcze podwyższyć wynik. Zagraliśmy bardzo agresywnie, szybko odbieraliśmy piłkę rywalom. Nie pozwalaliśmy im na kontry. To cieszy, bo z analizy wszystkich jesiennych spotkań, jaką ostatnio przeprowadziliśmy, wynika, że siedem z 10 bramek, jakie daliśmy sobie wbić, było konsekwencjami naszych strat w polu karnym przeciwnika - mówił po meczu Tomasz Łuczywek, pomocnik Zagłębia.
- Było w tym trochę szczęścia, gdyż piłka trafiła mnie w tył głowy. Co więcej, zostałem uderzony przez rywala i nie widziałem, gdzie jest futbolówka. Gdy upadłem, ujrzałem ją w siatce - cieszył się pomocnik sosnowiczan, dla którego było to pierwsze ligowe trafienie w dorosłym futbolu. Przed przerwą drugą bramkę dla Zagłębia strzelił Filipowicz, kończąc koronkową akcję gospodarzy. Pach doskonale obsłużył Łuczywka, a ten z końcowej linii boiska idealnie dośrodkował w pole karne, a napastnik popisał się precyzyjnym uderzeniem.
- Za pierwszym razem się nie udało, ale po podaniu Tomka musiałem już trafić - uśmiechał się po meczu szczęśliwy strzelec. W drugiej połowie Zagłębie mogło jeszcze podwyższyć prowadzenie, ale w kilku sytuacjach zabrakło przysłowiowej kropki nad "„i"”. Sosnowiczanie, mając na uwadze fakt, że spora grupa zawodników boryka się z urazami, nie forsowali zbytnio tempa i im bliżej końca meczu, tym na murawie było coraz senniej.
- Choć i tak powinniśmy byli jeszcze podwyższyć wynik. Zagraliśmy bardzo agresywnie, szybko odbieraliśmy piłkę rywalom. Nie pozwalaliśmy im na kontry. To cieszy, bo z analizy wszystkich jesiennych spotkań, jaką ostatnio przeprowadziliśmy, wynika, że siedem z 10 bramek, jakie daliśmy sobie wbić, było konsekwencjami naszych strat w polu karnym przeciwnika - mówił po meczu Tomasz Łuczywek, pomocnik Zagłębia.
Polecane
II liga