Zagłębie S. - Miedź 0-2. Zemsta byłego szkoleniowca sosnowiczan
09.05.2009
Zagłębie znów sięgnęło dna. Po kilku dobrych występach sosnowiczanie po raz kolejny w tym sezonie rozczarowali i przegrali już siódmy w tym sezonie mecz na własnym boisku. Tym razem pozwolili wywieźć punkty Miedzi Legnica, drużynie prowadzonej przez Janusza Kudybę, który pracował w Sosnowcu od początku rundy wiosennej. Gdy prowadził sosnowiczan na Ludowym nie dane mu było wygrać. Ta sztuka udała mu się, gdy objął opiekę nad Miedzią, z którą walczy o utrzymanie w II lidze.
Mimo urazów, do składu Zagłębia wskoczyli Łuczywek, Myśliwy i Kłoda. Co ciekawe, na ławce usiedli wszyscy zawodnicy sprowadzeni zimą przez Kudybę z Gawina Królewska Wola - Wróbel, Dorobek, Balul. - Proszę się nie doszukiwać w tym żadnych podtekstów. Balul przegrał rywalizację z Białkiem, do Kłody mam większe zaufanie niż do Wróbla, a Skórski jest w lepszej formie niż Dorobek - mówił na konferencji prasowej trener Zagłębia, Piotr Pierścionek. Trudno przewidzieć, czy cała trójka odmieniłaby losy meczu. Skoro jednak po meczu szkoleniowiec stwierdził, że jedną z przyczyn porażki był fakt, że nie wszyscy piłkarze byli zdrowi, to może warto było postawić na tych, którzy na urazy narzekali niż ta tych, którym się bardziej ufa.
Zagłębie miało optyczną przewagę, prowadziło grę, ale cóż z tego, skoro to goście zdobywali gole. Pierwszego już w 12 minucie po wzorowo wyprowadzonej kontrze. W pierwszej połowie gospodarze stworzyli sobie praktycznie jedną sytuację bramkową. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Pajączkowskiego w piłkę nie trafił czysto Szatan i bramkową szansę diabli wzięli.
W drugiej połowie w miejsce Pietrzaka w ataku Zagłębia pojawił się Hustava, ale Słowak potwierdził tylko opinię, że jego transfer do klubu z Sosnowca to kompletny niewypał. W końcówce meczu Słowak nie zdołał umieścić piłki w bramce goście mimo, że strzelał do pustej bramki z 5 metrów. Później próbował dobić strzał Łuczywka, który trafił piłkę w słupek, ale nawet gdyby grał w rugby, punktów z tej akcji by nie było.
Wcześniej goście po kolejnej kontrze zdobyli drugą bramkę. Zagłębie tymczasem biło głową w mur, doprowadzając swoich fanów do białej gorączki. Co mniej cierpliwi pod koniec meczu ostentacyjnie opuszczali stadion. Nie ma się im co dziwić. Sosnowiczanie grali bez pomysłu, irytująco i wyglądali nie jak zespół, ale przypadkowo zebranych jedenastu kopaczy - słowo "piłkarzy" byłoby nie na miejscu.
Miejscowych nie było stać nawet na zdobycie honorowej bramki. Najbliżej szczęście był w ostatnich minutach Pajączkowski, ale po jego uderzeniu piłkę odbił golkiper legniczan. Był to pierwszy i zarazem jedyny celny strzał zespołu Pierścionka w całym meczu!
Mimo urazów, do składu Zagłębia wskoczyli Łuczywek, Myśliwy i Kłoda. Co ciekawe, na ławce usiedli wszyscy zawodnicy sprowadzeni zimą przez Kudybę z Gawina Królewska Wola - Wróbel, Dorobek, Balul. - Proszę się nie doszukiwać w tym żadnych podtekstów. Balul przegrał rywalizację z Białkiem, do Kłody mam większe zaufanie niż do Wróbla, a Skórski jest w lepszej formie niż Dorobek - mówił na konferencji prasowej trener Zagłębia, Piotr Pierścionek. Trudno przewidzieć, czy cała trójka odmieniłaby losy meczu. Skoro jednak po meczu szkoleniowiec stwierdził, że jedną z przyczyn porażki był fakt, że nie wszyscy piłkarze byli zdrowi, to może warto było postawić na tych, którzy na urazy narzekali niż ta tych, którym się bardziej ufa.
Zagłębie miało optyczną przewagę, prowadziło grę, ale cóż z tego, skoro to goście zdobywali gole. Pierwszego już w 12 minucie po wzorowo wyprowadzonej kontrze. W pierwszej połowie gospodarze stworzyli sobie praktycznie jedną sytuację bramkową. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Pajączkowskiego w piłkę nie trafił czysto Szatan i bramkową szansę diabli wzięli.
W drugiej połowie w miejsce Pietrzaka w ataku Zagłębia pojawił się Hustava, ale Słowak potwierdził tylko opinię, że jego transfer do klubu z Sosnowca to kompletny niewypał. W końcówce meczu Słowak nie zdołał umieścić piłki w bramce goście mimo, że strzelał do pustej bramki z 5 metrów. Później próbował dobić strzał Łuczywka, który trafił piłkę w słupek, ale nawet gdyby grał w rugby, punktów z tej akcji by nie było.
Wcześniej goście po kolejnej kontrze zdobyli drugą bramkę. Zagłębie tymczasem biło głową w mur, doprowadzając swoich fanów do białej gorączki. Co mniej cierpliwi pod koniec meczu ostentacyjnie opuszczali stadion. Nie ma się im co dziwić. Sosnowiczanie grali bez pomysłu, irytująco i wyglądali nie jak zespół, ale przypadkowo zebranych jedenastu kopaczy - słowo "piłkarzy" byłoby nie na miejscu.
Miejscowych nie było stać nawet na zdobycie honorowej bramki. Najbliżej szczęście był w ostatnich minutach Pajączkowski, ale po jego uderzeniu piłkę odbił golkiper legniczan. Był to pierwszy i zarazem jedyny celny strzał zespołu Pierścionka w całym meczu!
Polecane
II liga