Zagłębie - Polkowice 0-0. Nad Górnikiem... czuwały niebiosa

12.05.2010
Zagłębie nie wykorzystało szansy wskoczenia na fotel wicelidera. A mogło być tak pięknie! W 5. minucie doliczonego czasu gry piłka po strzale Huberta Jaromina zatrzymała się jednak na słupku.
Już drugi raz w tym sezonie Jaromin mógł zapewnić sosnowiczanom wygraną w meczu na szczycie. Jesienią w meczu z Ruchem Radzionków w 85. minucie w dogodnej sytuacji, mając do bramki pięć metrów, posłał piłkę wysoko nad bramką rywali. Tym razem z kilku metrów trafił w słupek... - Nie, nie chcę rozmawiać - rzucił w stronę dziennikarzy. I nie ma się co dziwić reakcji piłkarza. To była przecież piłka meczowa.

Inna sprawa, że spotkanie rozczarowało. Goście nastawieni na grę defensywną z łatwością rozbijali ataki gospodarzy, którzy nie potrafili znaleźć sposobu na poukładany zespół z Polkowic. Ten świetnie rozgrywał piłkę i groźnie kontrował. W ciągu 90 minut to goście stworzyli sobie więcej klarownych sytuacji. Świetnie w bramce Zagłębia spisywał się jednak Mateusz Prus.

Gospodarze szukali szczęścia w strzałach z dystansu, ale nie mieli zbyt dobrze nastawionych celników i niemal za każdym razem piłka mijała bramkę Górnika.

W 75. minucie miejscowi domagali się rzutu karnego za faul na Michale Filipowiczu, ale sędzia nakazał grać dalej. Jak pokazały telewizyjne powtórki, miał rację. Gospodarze głośno protestowali, a najbardziej aktywny był kierownik drużyny, Piotr Caliński, który za komentowanie orzeczeń arbitra został odesłany na trybuny.

Przypomnijmy, puste trybuny. - Sparingi to graliśmy w zimę. Chcielibyśmy zagrać jeszcze parę fajnych meczów, bo ten zespół zupełnie inaczej reaguje, gdy gra przy sosnowieckiej publiczności. Nie ma co ukrywać - decyzja o zamknięciu stadionu podcięła skrzydła chłopcom. Dziękujemy, że pomimo tego kibice byli z nami za obiektem - mówił po meczu szkoleniowiec sosnowiczan, Piotr Pierścionek.

- Myślałem, że Zagłębie zagra bardziej ofensywnie. Ekipa z Sosnowca jest bardzo dobrze poukładana, widać tutaj dobrą robotę trenera Pierścionka. Tym bardziej się cieszę z tego wyniku. Jestem dumny z postawy chłopaków. Ten punkt dedykujemy naszemu masażyście, któremu dziś urodziło się dziecko. Ja mam dziś imieniny, a jutro mój tato, który już nie żyje, obchodziłby urodziny. Widać, że tam w górze nam nami czuwał - stwierdził trener gości, Dominik Nowak.
autor: Krzysztof Polaczkiewicz

Przeczytaj również