Zagłębie - Piast 1-1. Jedyny celny strzał uratował punkt
28.02.2010
Od pierwszych minut Dariusz Fornalak, szkoleniowiec Piasta, posłał do boju tylko jednego napastnika. Osamotnionego Sebastiana Olszara próbował wspierać Kamil Wilczek. Wypożyczony z Legi Warszawa, Adrian Paluchowski, został przesunięty na prawe skrzydło przez co gliwiczanom brakował siły ognia. Goście zagrażali bramce Zagłębia tylko przy stałych fragmentach gry. Wówczas w pole karne wędrował Mateusz Kowalski, na głowę którego były dogrywane piłki. Obrońca przyjezdnych nie miał jednak szczęścia. Zabrakło go również Mariuszowi Muszalikowi, który minimalnie chybił z 20 metrów z rzutu wolnego.
Po drugiej stronie bardzo aktywny był Szymon Pawłowski. Kilka razy wymanewrował obrońców rywala i zmusił Rafała Kwapisza do wysiłku. Gliwicki bramkarz wychodził obronną ręką, ale przy strzale Łukasza Hanzela nie miał żadnych szans. Były zawodnik Rozwoju Katowice przymierzył z woleja z 20 metrów w samo "okienko". - Długo się nie namyślałem. Uderzyłem jak szło - uśmiechał się szczęśliwy strzelec gola, który pierwsze trafienie w ekstraklasie zadedykował siedzącej na trybunach żonie Luizie.
Napór miejscowych rósł z każdą minutą, Piast praktycznie nie mógł znaleźć recepty na stworzenie zagrożenia w polu karnym rywala. Trener Fornalak zdecydował się na roszady. Zmienił słabo spisujących się skrzydłowych. Olszar nadal pozostawał jednak sam w napadzie.
Zagłębie atakowało, a gliwiczanom wystarczyło jedno uderzenie. Ponad 70 minut trzeba było czekać, aby wreszcie oddali celny strzał, który okazał się zabójczy. Olszar zagrał prostopadłą piłkę do Wilczka, a ten z 14 metrów pokonał Bojana Isailovicia.
- Zdobyliśmy bardzo cenny punkt, który powinien przybliżyć nas do utrzymania. Sporo sił kosztowało nas to spotkanie, dlatego radość jest ogromna - podsumował zdobywca jedynego gola dla Piasta, który zagrał z zabandażowaną głową, po tym jak ucierpiał w starciu z przeciwnikiem.
Goście wykazali się stuprocentową skutecznością. Oddali w sumie tylko pięć strzałów w tym jeden celny.
Po drugiej stronie bardzo aktywny był Szymon Pawłowski. Kilka razy wymanewrował obrońców rywala i zmusił Rafała Kwapisza do wysiłku. Gliwicki bramkarz wychodził obronną ręką, ale przy strzale Łukasza Hanzela nie miał żadnych szans. Były zawodnik Rozwoju Katowice przymierzył z woleja z 20 metrów w samo "okienko". - Długo się nie namyślałem. Uderzyłem jak szło - uśmiechał się szczęśliwy strzelec gola, który pierwsze trafienie w ekstraklasie zadedykował siedzącej na trybunach żonie Luizie.
Napór miejscowych rósł z każdą minutą, Piast praktycznie nie mógł znaleźć recepty na stworzenie zagrożenia w polu karnym rywala. Trener Fornalak zdecydował się na roszady. Zmienił słabo spisujących się skrzydłowych. Olszar nadal pozostawał jednak sam w napadzie.
Zagłębie atakowało, a gliwiczanom wystarczyło jedno uderzenie. Ponad 70 minut trzeba było czekać, aby wreszcie oddali celny strzał, który okazał się zabójczy. Olszar zagrał prostopadłą piłkę do Wilczka, a ten z 14 metrów pokonał Bojana Isailovicia.
- Zdobyliśmy bardzo cenny punkt, który powinien przybliżyć nas do utrzymania. Sporo sił kosztowało nas to spotkanie, dlatego radość jest ogromna - podsumował zdobywca jedynego gola dla Piasta, który zagrał z zabandażowaną głową, po tym jak ucierpiał w starciu z przeciwnikiem.
Goście wykazali się stuprocentową skutecznością. Oddali w sumie tylko pięć strzałów w tym jeden celny.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów