Zagłębie - Lechia ZG 2-2. Młokos ratuje honor zespołu z Sosnowca
28.08.2010
Gospodarze od początku mieli przewagę, ale nie potrafili jej udokumentować. Dobrych okazji nie wykorzystali Jakub Snadny oraz Marcin Lachowski, a gol Tomasza Balula nie został uznany, bo środkowy obrońca miejscowych zdobył go z pozycji spalonej. Bramka dla Zagłębia wisiała w powietrzu, ale to goście z Zielonej Góry wyszli na prowadzenie.
Wyprowadzili kontratak po stracie piłki Snadnego, niepewnie zachowała się defensywa Zagłębia, ale prawdziwą niefrasobliwością wykazał się dopiero Adam Bensz, który przepuścił uderzenie z ponad 25 metrów. Odpowiedź Zagłębia była błyskawiczna. W ostatniej minucie pierwszej połowy Marcin Lachowski popisał się kapitalnym uderzeniem z linii pola karnego i piłka wylądowała w okienku bramki Lechii. Po tym uderzeniu sędzia nie pozwolił już rywalom wznowić gry, odsyłając piłkarzy obu drużyn do szatni.
Kibice na Stadionie Ludowym spodziewali się, że od początku drugiej połowy miejscowi ruszą do ataku, ale zanim doczekali się bramki dla swojego zespołu musieli połknąć kolejną gorzką pigułkę. Po rzucie wolnym raz jeszcze niefrasobliwą interwencją "popisał się" Bensz i zrobiło się 1-2. Od tego momentu rozpoczął się dla zespołu Marka Chojnackiego wyścig z czasem. Sosnowiczanie długo bili głową w mur. Wyrównującą bramkę Zagłębiu udało się zdobyć dopiero w 81. minucie, kiedy to Michał Cyganek zaskoczył bramkarza Lechii strzałem z dystansu. Kilka chwil później bohaterem meczu mógł zostać inny rezerwowy, Marcin Strojek, ale po jego uderzeniu piłka zatrzymała się na słupku bramki Lechii.
Mimo naporu gospodarzy, wynik nie uległ już zmianie. - Wszedłem na boisko w trudnym momencie. W pierwszej połowie koledzy rzadko strzelali z dystansu. Murawa była mokra, więc po wejściu czekałem na swoją szansę. Z pierwszym strzałem bramkarz sobie poradził, za drugim razem się udało - mówił po meczu strzelec wyrównującej bramki, dla którego był to premierowy gol w seniorach.
Wyprowadzili kontratak po stracie piłki Snadnego, niepewnie zachowała się defensywa Zagłębia, ale prawdziwą niefrasobliwością wykazał się dopiero Adam Bensz, który przepuścił uderzenie z ponad 25 metrów. Odpowiedź Zagłębia była błyskawiczna. W ostatniej minucie pierwszej połowy Marcin Lachowski popisał się kapitalnym uderzeniem z linii pola karnego i piłka wylądowała w okienku bramki Lechii. Po tym uderzeniu sędzia nie pozwolił już rywalom wznowić gry, odsyłając piłkarzy obu drużyn do szatni.
Kibice na Stadionie Ludowym spodziewali się, że od początku drugiej połowy miejscowi ruszą do ataku, ale zanim doczekali się bramki dla swojego zespołu musieli połknąć kolejną gorzką pigułkę. Po rzucie wolnym raz jeszcze niefrasobliwą interwencją "popisał się" Bensz i zrobiło się 1-2. Od tego momentu rozpoczął się dla zespołu Marka Chojnackiego wyścig z czasem. Sosnowiczanie długo bili głową w mur. Wyrównującą bramkę Zagłębiu udało się zdobyć dopiero w 81. minucie, kiedy to Michał Cyganek zaskoczył bramkarza Lechii strzałem z dystansu. Kilka chwil później bohaterem meczu mógł zostać inny rezerwowy, Marcin Strojek, ale po jego uderzeniu piłka zatrzymała się na słupku bramki Lechii.
Mimo naporu gospodarzy, wynik nie uległ już zmianie. - Wszedłem na boisko w trudnym momencie. W pierwszej połowie koledzy rzadko strzelali z dystansu. Murawa była mokra, więc po wejściu czekałem na swoją szansę. Z pierwszym strzałem bramkarz sobie poradził, za drugim razem się udało - mówił po meczu strzelec wyrównującej bramki, dla którego był to premierowy gol w seniorach.
Polecane
II liga