Zagłębie - Lechia 1-1. "To był dramat"
13.09.2009
Takiego zakończenia meczu w Sosnowcu nie spodziewali się pewnie najwięksi pesymiści, jak również ci, którzy mają już dość rządów trenera Piotra Pierścionka, a jest ich wśród fanów II-ligowca coraz więcej. Piłkarze Zagłębia zagrali katastrofalnie i cudem uratowali punkt w meczu z drużyną, która do dzisiejszego pojedynku nie zdobyła w bieżących rozgrywkach żadnego punktu, jak i nawet bramki na wyjeździe.
Gospodarze rozpoczęli od mocnego uderzenia i już w pierwszej minucie mogli objąć prowadzenie, ale strzał Szatana sparował na rzut rożny bramkarz gości. Jak się później okazało była to zaledwie jedna z trzech okazji bramkowych w pierwszej połowie, którą stworzyli sobie sosnowiczanie. Bliski szczęścia był Lachowski, ale najlepszej okazji nie wykorzystał Szatan, który w ostatnich minutach odsłony znalazł się sam na sam z golkiperem gości.
Mimo słabej gry do przerwy wydawało się, że worek z bramkami w końcu się rozwiąże. Tymczasem okazało się, że w drugiej połowie było jeszcze gorzej. W 51 minucie Hosić walczył bark w bark z napastnikiem Lechii w polu karnym. Obaj upadli na murawę i ku zaskoczeniu wszystkich sędzia wskazał na "wapno”. Rzut karny na bramkę zamienił Galdino i zapachniało sensacją. W 64 minucie Bośniak otrzymał drugą żółtą kartkę i gospodarze musieli ratować twarz w dziesiątkę.
Sosnowiczanie bili jednak głową w mur i mimo, że nie schodzili z połowy zielonogórzan nie byli w stanie sforsować defensywy rywali. Grający praktycznie juniorskim składem goście, dowodzeni z trybun przez byłą gwiazdę Legii Warszawa, Macieja Murawskiego, który nie może zasiadać na ławce rezerwowych gdyż nie posiada odpowiednich papierów skutecznie rozbijali ataki nieporadnie grających Zagłębiaków.
Przed kompromitacją sosnowiczan uratował w doliczonym czasie gry wprowadzony w drugiej połowie Adrian Pajączkowski, który trafił do bramki bezpośrednio z rzutu wolnego. - Cóż powiedzieć po takim meczu. Staraliśmy, próbowaliśmy ze wszystkich sił. Zostawiliśmy na boisku sporo zdrowia, ale wynik w żaden sposób nas nie satysfakcjonuje - mówił po spotkaniu strzelec wyrównującego gola. Znacznie mniej rozmowni po meczu byli inni gracze Zagłębia. - Nie, dziękuję, nie tym razem - rzucił w stronę dziennikarzy Tomasz Łuczywek. I tylko Hosić zdążył jeszcze powiedzieć co sądzi o pracy arbitra. - To był jakiś dramat. Za co były te kartki? Karny? Nie, to niemożliwe - nie krył złości środkowy obrońca miejscowych. Swoich frustracji nie kryli także kibice Zagłębia, którzy w większości opuścili stadion jeszcze za nim Pajączkowski doprowadził do wyrównania...
Gospodarze rozpoczęli od mocnego uderzenia i już w pierwszej minucie mogli objąć prowadzenie, ale strzał Szatana sparował na rzut rożny bramkarz gości. Jak się później okazało była to zaledwie jedna z trzech okazji bramkowych w pierwszej połowie, którą stworzyli sobie sosnowiczanie. Bliski szczęścia był Lachowski, ale najlepszej okazji nie wykorzystał Szatan, który w ostatnich minutach odsłony znalazł się sam na sam z golkiperem gości.
Mimo słabej gry do przerwy wydawało się, że worek z bramkami w końcu się rozwiąże. Tymczasem okazało się, że w drugiej połowie było jeszcze gorzej. W 51 minucie Hosić walczył bark w bark z napastnikiem Lechii w polu karnym. Obaj upadli na murawę i ku zaskoczeniu wszystkich sędzia wskazał na "wapno”. Rzut karny na bramkę zamienił Galdino i zapachniało sensacją. W 64 minucie Bośniak otrzymał drugą żółtą kartkę i gospodarze musieli ratować twarz w dziesiątkę.
Sosnowiczanie bili jednak głową w mur i mimo, że nie schodzili z połowy zielonogórzan nie byli w stanie sforsować defensywy rywali. Grający praktycznie juniorskim składem goście, dowodzeni z trybun przez byłą gwiazdę Legii Warszawa, Macieja Murawskiego, który nie może zasiadać na ławce rezerwowych gdyż nie posiada odpowiednich papierów skutecznie rozbijali ataki nieporadnie grających Zagłębiaków.
Przed kompromitacją sosnowiczan uratował w doliczonym czasie gry wprowadzony w drugiej połowie Adrian Pajączkowski, który trafił do bramki bezpośrednio z rzutu wolnego. - Cóż powiedzieć po takim meczu. Staraliśmy, próbowaliśmy ze wszystkich sił. Zostawiliśmy na boisku sporo zdrowia, ale wynik w żaden sposób nas nie satysfakcjonuje - mówił po spotkaniu strzelec wyrównującego gola. Znacznie mniej rozmowni po meczu byli inni gracze Zagłębia. - Nie, dziękuję, nie tym razem - rzucił w stronę dziennikarzy Tomasz Łuczywek. I tylko Hosić zdążył jeszcze powiedzieć co sądzi o pracy arbitra. - To był jakiś dramat. Za co były te kartki? Karny? Nie, to niemożliwe - nie krył złości środkowy obrońca miejscowych. Swoich frustracji nie kryli także kibice Zagłębia, którzy w większości opuścili stadion jeszcze za nim Pajączkowski doprowadził do wyrównania...
Polecane
II liga