Zagłębie - Kluczbork 0-0. Kolejny rozczarowujący występ na Ludowym
28.04.2013
Wydarzenie
Gdy wydawało się, że w pierwszej połowie nie zdarzy się już nic ciekawego, Marcin Sierczyński urwał się prawym skrzydłem. Ostro zaatakował go Artur Gierak i sędzia - mimo ostrych protestów gości - wykluczył go z gry. Wątpliwe jednak, czy obrońcy MKS-u należała się bezpośrednia czerwona kartka.
Bohater
Bohater to za duże słowo, ale w zespole sosnowiczan można wyróżnić tylko Łukasza Matusiaka. Były pomocnik Polonii Bytom rządził w środku pola, regulował tempo gry i kilkakrotnie ciekawie rozprowadzał akcje Zagłębia. Próbował też strzałów z dystansu, ale to akurat nie przynosiło efektów. W drugiej połowie gospodarzy dwukrotnie uratował też Dawid Kudła, po ładnych strzałach Rafała Niziołka i Wojciecha Bzdęgi.
Rozczarowanie
Stałe fragmenty gry w wykonaniu zawodników Mirosława Kmiecia. Gospodarze mieli bardzo dużo rzutów wolnych i rożnych, jednak nie potrafili po nich stworzyć żadnego zagrożenia. Łukasz Grube zwykle dośrodkowywał tak, że piłka nie mijała pierwszego obrońcy, a jeśli już była zagrana mocniej, to zwykle za mocno...
Co ciekawego
- W 60. minucie Zagłębie przeprowadziło cudowną akcję. Łukasz Matusiak zagrał na prawą stronę do Dawida Ryndaka, ten zostawił piłkę Marcinowi Sierczyńskiemu, który wrzucił w pole karne. Tam do przewrotki świetnie złożył się Łukasz Tumicz, jednak minimalnie chybił.
- Zagłębie stworzyło sobie więcej sytuacji gdy oba zespoły grały w pełnych składach. Po czerwonej kartce Gieraka, groźniej atakowali... goście.
- W końcówce w zamieszaniu podbramkowym, zawodnicy z Kluczborka trafili z bliska w słupek.
- Sosnowiczanie w końcówce meczu, zamiast atakować, spokojnie klepali sobie piłkę. Na trybunach podniosło się więc słynne meksykańskie "ole!".
- Mecz toczył się w sennej atmosferze, bowiem kibice Zagłębia nie prowadzili dopingu, a gości z Kluczborka przyjechało tylko kilkunastu.
- Przed meczem sporo kontrowersji wzbudziła nietypowa godzina rozpoczęcia spotkania. Sosnowiczanie zaproponowali 12:00, bowiem chcieli mieć więcej czasu po meczu z Bytovią i do piątkowego starcia z Energetykiem ROW Rybnik. Poza tym przekonywali, że po niedzielnym obiedzie, nikomu nie będzie się chciało wyjść z domu. Ludziom MKS-u się to nie spodobało. - U nas ludzie lubią wyjść po obiedzie na mecz - wzruszał ramionami Andrzej Konwiński, trener gości.
Gdy wydawało się, że w pierwszej połowie nie zdarzy się już nic ciekawego, Marcin Sierczyński urwał się prawym skrzydłem. Ostro zaatakował go Artur Gierak i sędzia - mimo ostrych protestów gości - wykluczył go z gry. Wątpliwe jednak, czy obrońcy MKS-u należała się bezpośrednia czerwona kartka.
Bohater
Bohater to za duże słowo, ale w zespole sosnowiczan można wyróżnić tylko Łukasza Matusiaka. Były pomocnik Polonii Bytom rządził w środku pola, regulował tempo gry i kilkakrotnie ciekawie rozprowadzał akcje Zagłębia. Próbował też strzałów z dystansu, ale to akurat nie przynosiło efektów. W drugiej połowie gospodarzy dwukrotnie uratował też Dawid Kudła, po ładnych strzałach Rafała Niziołka i Wojciecha Bzdęgi.
Rozczarowanie
Stałe fragmenty gry w wykonaniu zawodników Mirosława Kmiecia. Gospodarze mieli bardzo dużo rzutów wolnych i rożnych, jednak nie potrafili po nich stworzyć żadnego zagrożenia. Łukasz Grube zwykle dośrodkowywał tak, że piłka nie mijała pierwszego obrońcy, a jeśli już była zagrana mocniej, to zwykle za mocno...
Co ciekawego
- W 60. minucie Zagłębie przeprowadziło cudowną akcję. Łukasz Matusiak zagrał na prawą stronę do Dawida Ryndaka, ten zostawił piłkę Marcinowi Sierczyńskiemu, który wrzucił w pole karne. Tam do przewrotki świetnie złożył się Łukasz Tumicz, jednak minimalnie chybił.
- Zagłębie stworzyło sobie więcej sytuacji gdy oba zespoły grały w pełnych składach. Po czerwonej kartce Gieraka, groźniej atakowali... goście.
- W końcówce w zamieszaniu podbramkowym, zawodnicy z Kluczborka trafili z bliska w słupek.
- Sosnowiczanie w końcówce meczu, zamiast atakować, spokojnie klepali sobie piłkę. Na trybunach podniosło się więc słynne meksykańskie "ole!".
- Mecz toczył się w sennej atmosferze, bowiem kibice Zagłębia nie prowadzili dopingu, a gości z Kluczborka przyjechało tylko kilkunastu.
- Przed meczem sporo kontrowersji wzbudziła nietypowa godzina rozpoczęcia spotkania. Sosnowiczanie zaproponowali 12:00, bowiem chcieli mieć więcej czasu po meczu z Bytovią i do piątkowego starcia z Energetykiem ROW Rybnik. Poza tym przekonywali, że po niedzielnym obiedzie, nikomu nie będzie się chciało wyjść z domu. Ludziom MKS-u się to nie spodobało. - U nas ludzie lubią wyjść po obiedzie na mecz - wzruszał ramionami Andrzej Konwiński, trener gości.
Polecane
II liga