Zagłębie - Elana 0-2. Przegrali, bo nie mieli za co kupić jedzenia?!

15.05.2010
- Jeśli mamy ciężki trening i zawodnik klęcząc mówi, że nie da rady, bo ostatni posiłek jadł we wtorek, to przepraszam bardzo... - usprawiedliwiał swoich zawodników trener Piotr Pierścionek.
Po raz drugi na przestrzeni kilku ostatnich dni sosnowiczanie musieli sobie radzić bez dopingu swoich fanów. Ci niewiele stracili, bo mecz stał na marnym poziomie. Miejscowi nie potrafili znaleźć sposobu na jeden z najsłabszych zespół II ligi. Ambitnie grający torunianie pokazali, że ambicją i wolą walki można wiele. Jeśli do tego dodamy kapitalną bramkę na 0-1 oraz skuteczną grę w destrukcji, mamy pełny obraz tego, jak można przerwać passę Zagłębia. Gospodarze ostatni raz na Stadionie Ludowym przegrali 30 maja 2009 z Zawiszą Bydgoszcz.

Znacznie ciekawiej niż na boisku, było podczas konferencji prasowej. Wszystko za sprawą Piotra Pierścionka. - Dziwne jest to, że w klubie, którego jestem wychowankiem, klubie ze stuletnią tradycją, dzieje się tak, jak się dzieje - zaczął swój wywód szkoleniowiec Zagłębia. - Oczywiście wszystkie winy ponosi trener. Szkoda, że mam być odpowiedzialny za obecną sytuację, która jest chora. Zdaję sobie sprawę, że ambicje i oczekiwania były inne i nasz cel, nie ma co ukrywać, oddalił się. Jeżeli przegrywamy z teoretycznie słabszym przeciwnikiem, to jestem gotowy na ponieść konsekwencje, aczkolwiek przykre jest to, że muszę ponosić odpowiedzialność za coś, za co do końca nie mam wpływu. Pewne rzeczy zostały i zostaną w szatni, bo z mojej strony nie usłyszycie konkretów - dodał.

Pierścionek, mimo fatalnej gry swojej drużyny, nie miał do postawy zawodników zastrzeżeń. - Chłopcy starali się, ale obecna sytuacja mogła mieć na nich wpływ. Zespół Zagłębia nie myślał o sprawach finansowych, jak wychodził na ten mecz, ale jeśli mamy ciężki trening i zawodnik klęcząc mówi, że nie da rady, bo ostatni posiłek jadł we wtorek, to przepraszam bardzo... - powiedział trener, po czym wstał i opuścił salę konferencyjną. Wszystkiemu przysłuchiwał się prezes Zagłębia, Paweł Hytry.

- Trener trochę przesadził. Mamy zaległości, ale nie oszukujmy się. Piłkarzy stać i na śniadanie, i obiad, i kolację. Przy takich kontraktach, jakie mają piłkarze w naszym klubie, spokojnie można dać sobie radę w przypadku opóźnienia z wypłatą. Niejeden zawodnik w I lidze chciałby mieć tak wysokie zarobki, jakie są u nas. Rozumiem, że trener jest sfrustrowany, ale bez przesady. Zostało pięć kolejek, ale uważam, że remisem z Górnikiem Polkowice pogrzebaliśmy swoje szanse na awans. Trener miał wolną rękę, dostał piłkarzy jakich chciał, a efekty widać gołym okiem. Wiosną drużyna gra znacznie poniżej oczekiwań - powiedział sternik sosnowieckiego klubu. To oznacza, że w najbliższych godzinach możemy poznać nazwisko nowego szkoleniowca Zagłębia.
autor: Krzysztof Polaczkiewicz

Przeczytaj również