Zagłębie - Bałtyk 2-1. Kibice mogą żałować, że nie zostali wpuszczeni
28.03.2010
Lachowski na dobrą sprawę losy meczu mógł rozstrzygnąć już w pierwszej połowie. Napastnik dwoił się i troił, ale mimo, że kilkakrotnie znalazł się w dobrej sytuacji, nie był w stanie pokonać golkipera gości. Po jednym z jego uderzeń piłka trafiła w słupek. Więcej precyzji pod koniec pierwszej połowy wykazał Sławomir Pach. Kropnął z dystansu piłka wreszcie zatrzepotała w siatce Bałtyku.
Gospodarze, którzy w tym meczu musieli sobie radzić bez dopingu swoich fanów (to efekt użycia przez nich materiałów pirotechnicznych podczas meczu Pucharu Polski z Pogonią Szczecin), z prowadzenia cieszyli się jednak tylko dwie minuty. Z rzutu wolnego przymierzył Michał Michałek, błąd popełnił Adam Bensz i było 1-1
W drugiej połowie miejscowi zamknęli rywali na ich połowie, ale ataki te przypominały bicie głową w mur. I gdy wydawało się, że ambitnie grający goście dowiozą cenny remis do końca, w roli głównej wystąpił Lachowski, który w zamieszaniu podbramkowym precyzyjnym uderzeniem doprowadził gości do rozpaczy.
- Przed nami podróż przez całą Polskę i pytanie, które ciśnie się na usta: dlaczego nam się nie udało. Gdy traci się gola w 93 minucie to trudno zebrać myśli. Zagłębie w wielu aspektach piłkarskich nas przewyższało, ale byliśmy naprawdę blisko szczęścia - mówił po meczu szkoleniowiec zespołu z Gdyni.
- Ta bramka wisiała w powietrzu. Gdyby padł remis, nie byłby to rezultat sprawiedliwy - przekonywał z kolei szczęśliwy strzelec.
Trener Piotr Pierścionek narzekał za to, że zwycięstwa jego drużyny nie mogli zobaczyć kibice. - Nie podejmuje się takich decyzji na 48 godzi przed rozpoczęciem gry. Czuliśmy się trochę jak na sparingu. Dobieraliśmy zawodników do drużyny pod kątem charakterologicznym właśnie po to, aby walczyli do końca. Dziś ich ambicja i wola walki została nagrodzona - nie krył radości.
Gospodarze, którzy w tym meczu musieli sobie radzić bez dopingu swoich fanów (to efekt użycia przez nich materiałów pirotechnicznych podczas meczu Pucharu Polski z Pogonią Szczecin), z prowadzenia cieszyli się jednak tylko dwie minuty. Z rzutu wolnego przymierzył Michał Michałek, błąd popełnił Adam Bensz i było 1-1
W drugiej połowie miejscowi zamknęli rywali na ich połowie, ale ataki te przypominały bicie głową w mur. I gdy wydawało się, że ambitnie grający goście dowiozą cenny remis do końca, w roli głównej wystąpił Lachowski, który w zamieszaniu podbramkowym precyzyjnym uderzeniem doprowadził gości do rozpaczy.
- Przed nami podróż przez całą Polskę i pytanie, które ciśnie się na usta: dlaczego nam się nie udało. Gdy traci się gola w 93 minucie to trudno zebrać myśli. Zagłębie w wielu aspektach piłkarskich nas przewyższało, ale byliśmy naprawdę blisko szczęścia - mówił po meczu szkoleniowiec zespołu z Gdyni.
- Ta bramka wisiała w powietrzu. Gdyby padł remis, nie byłby to rezultat sprawiedliwy - przekonywał z kolei szczęśliwy strzelec.
Trener Piotr Pierścionek narzekał za to, że zwycięstwa jego drużyny nie mogli zobaczyć kibice. - Nie podejmuje się takich decyzji na 48 godzi przed rozpoczęciem gry. Czuliśmy się trochę jak na sparingu. Dobieraliśmy zawodników do drużyny pod kątem charakterologicznym właśnie po to, aby walczyli do końca. Dziś ich ambicja i wola walki została nagrodzona - nie krył radości.
Polecane
II liga