Zabrzański kierowca może ścigać się ze światową czołówką

14.08.2014
Ścigający się w barwach JMP Racing, Marek Piechuła ponownie walczy w czeskiej edycji pucharu ROK Senior. W obecnym sezonie zabrzanin miał już wiele przygód, jednak wciąż ma szanse na podium.
W poprzednim sezonie Marek Piechuła został drugim wicemistrzem Czech w kategorii ROK Senior. W tym roku team JMP Racing zdecydował, że ponownie będzie walczyć u naszych południowych sąsiadów. Po ubiegłorocznym sukcesie, zabrzański zespół miał nadzieje na kolejne podium. - Bardzo mocno przygotowywaliśmy się przez zimę. Wprowadziliśmy wiele usprawnień, ja mocno pracowałem nad kondycją fizyczną, bym był szybszy, mniej się męczył i żeby waga była jak najbliżej dopuszczalnego minimum - opisuje kierowca.

Niestety, od pierwszych startów razem z drużyną podróżuje nieproszony pasażer - pech. W pierwszej rundzie Piechuła trzykrotnie przyjechał na czwartej pozycji, dzięki czemu ukończył całe zawody tuż za podium. - To solidny wynik. Sądziliśmy, że przepracujemy solidnie okres do kolejnego wyścigu i będziemy szybsi. Niestety… - opowiada zabrzanin. Co się stało? Spadł deszcz, który ujawnił wszystkie błędy w ustawieniu.

- Niby nic strasznego, bo bardzo lubię jeździć na mokrej nawierzchni, zawsze dobrze się na niej spisywałem. Okazało się, że do tej pory jeździliśmy ze źle rozłożoną masą w gokarcie. O ile na suchym torze jeszcze dało radę jechać, tak na mokrym już nie. Mogłem skręcać czy to w lewo, czy to w prawo, a gokart i tak nie skręcał. Jazda była szarpana, brakowało płynności. Z każdym zakrętem zwiększała się strata do czołówki - wspomina nasz rozmówca.



Pierwszy punktowany wyścig Piechuła zakończył na szóstym miejscu. W drugim było o wiele lepiej - tor już przysychał, dzięki czemu polski kierowca dojechał na drugiej pozycji, przez co stworzyła się szansa na wskoczenie na podium całych zawodów. Wystarczyło dojechać na czwartym miejscu w ostatnim punktowanym wyścigu. Do tego wyczynu zabrakło zaledwie 0,4 sekundy. - Na początku zostałem przyblokowany przez wolniejszych kierowców i mimo pościgu nie udało się zająć czwartej lokaty. Jechałem jak w transie, robiłem cuda na kiju, w każdy zakręt wchodziłem na maksimum, nie udało się jednak dogonić rywala - rozkłada ręce.

- Utrzymaliśmy czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej, wiedzieliśmy co trzeba poprawić - mówi Piechuła. Okazało się, że źle ustawiony był fotel. Po poprawkach sprzęt zaczął się spisywać idealnie. - To był strzał w "10" - przyznaje kierowca JMP Racing. Gdy już wydawało się, że będzie można skutecznie walczyć o podium, to… - Na pierwszym treningu przed kolejnymi zawodami przytrafiła się awaria silnika, która wykluczyła nas z zawodów - mówi. Co ciekawe, organizatorzy chcieli pomóc Polakowi. Czesi chcą, żeby jak najwięcej ludzi ścigało się, więc… zaproponowali swój silnik. Ten jednak nie był ustawiany przez zabrzański team, który nie zaryzykował jazdy na pożyczonym sprzęcie.

Po przeliczeniu wyszło, że taniej będzie kupić nowy silnik, niż naprawiać zepsuty. Nowy sprzęt, z nowymi ustawieniami, okazał się idealny. W czwartej rundzie czeskiej edycji Pucharu ROK-a Piechuła zajął czwarte, piąte i drugie miejsce w wyścigach, co zaowocowało drugą pozycją na koniec zawodów. I tym razem nie obyło się bez przygód.

W drugim wyścigu zabrzański kierowca musiał jechać bez… tylnego hamulca. - To pierwsza taka moja przygoda. Już po wejściu do gokarta wiedziałem, że nie ma ciśnienia i jadę tylko z przednim hamulcem. Problem w tym, że to tylny jest główny i jego brak kosztował mnie utratę mojej najmocniejszej strony, czyli późnych i mocnych hamowań - mówi Piechuła. Mimo to, strata do zwycięzcy wyniosła tylko 4 sekundy, a do drugiego 1,9 sekundy. - Wszyscy się dziwili, jak ja to zrobiłem, że dojechałem, a ja… po prostu nie miałem innego wyjścia, bo nieukończenie wyścigu to byłaby katastrofa - przyznaje.

W klasyfikacji generalnej Piechuła zajmuje obecnie piąte miejsce, jednak są szanse na poprawę lokaty. Do końca sezonu pozostały jeszcze dwie rundy - następna odbędzie się w ostatni weekend sierpnia na torze Kartarena w Chebie.



Koniec sezonu to nie koniec ścigania się. Przynajmniej taką nadzieję ma zabrzański team, który chce wystartować w światowym finale Pucharu ROK-a. Ten odbędzie się jesienią na włoskim torze Lonato. Zabrzanin może tam jechać z "dziką kartą". Aby móc tam wystartować, niezbędne jest zdobycie środków finansowych. Drużyna wpadła więc na oryginalny sposób ich pozyskania - poprzez portal PolakPotrafi.pl.

By wyjazd stał się realny, potrzeba 5 tysięcy złotych. - Pozwoli to na sfinansowanie startu - opłaty wpisowe, zakup opon, dojazd, paliwo i olej silnikowy do gokarta - wylicza Piechuła. Impreza będzie trwać od 21 do 25 października. - Mam nadzieję, że uda się zrealizować nasz cel, ale to zależy od tego, czy ludzie będą chcieli nam zaufać i pozwolą mi pokazać, że Polak potrafi - kończy zabrzanin.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również