Zabrzańscy rezerwowi nie tak skuteczni jak piłkarze z Gliwic

15.09.2014
Derbowe spotkanie Górnika Zabrze z Piastem Gliwice pokazało, jak ważni mogą być rezerwowi. Ci, których trener Józef Dankowski wprowadził po przerwie, nie przesądzili o losach spotkania. Co innego u rywala...
Łukasz Laskowski/Pressfocus
Górnik fatalnie wszedł w mecz z Piastem. Gliwiczanie byli zdecydowanie lepszym zespołem w pierwszym kwadransie gry. Z czego to wynikało? - To koncentracja. Nie wiem skąd to się bierze. Graliśmy w domu, mówiliśmy sobie przed rozpoczęciem spotkania, żeby narzucić swój styl od samego początku - przyznał dyrektor sportowy Robret Warzycha.

To jednak goście już w drugiej minucie spotkania zdobyli bramkę. Gerard Badia urwał się Romanowi Gergelowi, który pokonał Pavelsa Steinborsa, przez co zespół z Gliwic mógł nastawić się na grę z kontry. - Piast wykorzystał nasz moment nieuwagi, a po bramce - jak to zwykle bywa - potrzeba czasu, żeby się otrząsnąć - ocenił były piłkarz Górnika.

W drugiej połowie sztab szkoleniowy Górnika wprowadził na plac gry Dawida Plizgę i Przemysława Oziębałę, jednak ci piłkarze niczym szczególnym się nie wykazali. - Zawodników wprowadza się po to, żeby coś wnieśli, a oni wkomponowali się w obraz gry. Mieliśmy jakieś sytuacje, ale brakowało szczęścia. Liczyliśmy, że ci, którzy weszli, będą je mieć, piłka spadnie im pod nogi i strzelą gola. Nie chodziło o to, że Łukasz Madej i Wojciech Łuczak grali słabo - argumentował zmiany Warzycha.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również