WYWIAD. Kaszowski: Potraktowano mnie jak śmiecia. Idę do sądu. Wygram!

04.07.2011
Z takimi piłkarzami identyfikują się kibice. Jarosław Kaszowski od 15 lat był nieprzerwanie zawodnikiem gliwickiego Piasta. Marzył o tym, by zagrać na nowym stadionie i kiedyś pożegnać się z kibicami. Nie zagra.
<strong>
<span style="color: rgb(0, 0, 0); font-family: 'MS Shell Dlg 2'; font-size: 8pt;"></span>Informacja o Twoim rozstaniu była zaskakująca. Dlaczego do tego doszło?</strong>

- To, co zrobili działacze, było straszne. Potraktowano mnie jak zwykłego śmiecia. Zaproszono na rozmowy, zaproponowano 1500 złotych brutto miesięcznie i z szyderczym uśmiechem na ustach zapytano: "akceptujesz?". Nie było nawet możliwości negocjacji, rozmowy. Ale to nie pierwszyzna, już od jakiegoś czasu chciano się mnie z tego klubu pozbyć, tylko nie wiem dlaczego.

<strong>Może po prostu szkoleniowiec uznał, że już się nie przydasz na boisku?
</strong>
- Mnie mówił coś całkiem innego. Zresztą, wszystkie wyniki testów miałem super. Naprawdę ciężko mi to pojąć. Dodatkowo zarząd miał ze mną dobry układ. Zawsze proponowano mi pewne zarobki, oczywiście niskie, a następnie mówiono: "słuchaj Kasza, na razie tyle. Zamkniemy budżet na ten sezon i jak coś zostanie, od razu podwyższymy Ci pensje". Zresztą pieniądze, jakie otrzymywałem, były uzależnione od gry i występów na boisku. Nigdy nie zgarniałem kasy za nic.

<strong>Jest szansa, że jeszcze wrócisz do Piasta?</strong>

- Nie podczas rządów obecnych ludzi. Mieliśmy umowę słowną, że jeszcze rok w Piaście pogram. Ci nie dotrzymali słowa, są oszustami. Postanowiłem już, że wejdę na drogę sądową! Chcę walczyć o swoją godność, o twarz! Takim działaniem zostałem poniżony, ale to nie pierwszy raz w Piaście... Jeśli chodzi o wojnę w sądzie, to jestem pewny, że ją wygram! Inna opcja w ogóle nie wchodzi w grę!

<span style="color: rgb(0, 0, 0); font-family: 'MS Shell Dlg 2'; font-size: 8pt;"></span><strong>Co masz na myśli, mówiąc, że nie pierwszy raz Cię poniżono?</strong>

- Wiceprezes zarzucił mi, na forum szatni, że nie chce awansować, że wraz z Pawłem Gamlą podjudzamy resztę zespołu do słabszej gry. Przecież to jakieś potworne bzdury. Właśnie mi powinno zależeć na jak najlepszej grze Piasta, bo tylko wtedy mógłbym liczyć na jakieś pieniądze. Jak już mówiłem, główną cześć honorariów wypłacono by mi za dobrą postawę na boisku, za awans. Zresztą, kiedy wiceprezes oberwał od kibiców tortem, wina spadła na mnie i kolegów z drużyny. Dało się odczuć, że to mnie obwinia za całą sytuację. A najlepsze jest to, że dowiedziałem się o tym po fakcie zupełnie przypadkowo. Byłem w szoku, lecz od razu wiedziałem, że coś się święci. No i wykrakałem. Wiceprezes uznał, że to wina piłkarzy i chciał nam zabrać zasłużone urlopy. Zbuntowaliśmy się całą grupą i poszliśmy do Kołodziejczyka i Drabickiego. Wyjaśniliśmy wszystko, wyszło na nasze!

<img height="350" width="625" src="/images/pictures/kasza2.jpg" alt="" />

<strong>Zahaczając o wątek szatni. Jak to się stało, że zespół z takimi zawodnikami, z takim zapleczem nie awansował do ekstraklasy?</strong>

- Jeśli w jednym sezonie jest pięciu kapitanów, to czemu tu się dziwić. Tutaj opaskę kapitańską traktowano jak puchar przechodni. Najlepiej jest to widoczne obecnie. Ilu kapitanów zostało w Piaście po zakończeniu rozgrywek? Żadnego. To straszne. Ale to oczywiście kropla w morzu powodów, które przyczyniły się do braku awansu.

<strong>Zaraz zacznie się nowy sezon. Czekasz na zaproszenie i karnet od władz klubu, czy sam zamówisz sobie wejściówkę?</strong>

- A po co ja się mam w ogóle zjawiać na stadionie? Komu ja mam kibicować, kogo oklaskiwać? Władzom? Garstce zawodników, która tam została? Równie dobrze mogę im pogratulować na spotkaniu czy przez telefon. Utrzymuję ze wszystkimi wspaniały kontakt. Na stadionie się nie pojawię, a na zaproszenie nawet nie czekam. Musiałbym je jakoś odebrać, a ręki tym ludziom z zarządu na pewno nie podam!

<strong>Ten zarząd, abstrahując już od sprawy "Kaszy", naprawdę jest taki zły?</strong>

- Podam dobry przykład. Za czasów prezesa Krzyżanowskiego, jak tylko usłyszeliśmy, że przyjechał do klubu, od razu otwieraliśmy drzwi i liczyliśmy, że choć na chwilę wejdzie do szatni, by z nami porozmawiać. My tego pragnęliśmy. A teraz... słysząc kroki szybko zamykaliśmy drzwi.

<strong>A organizacyjnie? Jakiś czas temu w mediach wynikła pewna sprzeczka między Józefem Drabickim, a Jackiem Krzyżanowskim na temat finansów w Piaście.</strong>

- Prawda jest taka, że z pieniędzmi było krucho w trakcie sezonu. Jeszcze dwa lata temu byłem przekonany, że Piast to najstabilniejszy klub na Śląsku. W chwili obecnej nie jest tak kolorowo, a moje zdanie znacznie się zmieniło. Finansowo klub kuleje i jest to coraz bardziej widoczne.

<strong>W ostatnim sezonie byłeś skazywany na grę w rezerwach. Był to swego rodzaju cios?</strong>

- Nie patrzyłem na to w ten sposób. Wiadomo, to okręgówka. Nieraz dane mi było grać tam z kontuzją. Ale nic, zaciskałem zęby i "dawaj za tego Piasta". Przecież niejednokrotnie wychodziłem na boisko z większymi, bądź też mniejszymi kontuzjami, ale grałem. Mogłem powiedzieć, że mnie noga boli i nie wyjdę. Ja jednak wychodziłem z założenia, że wrócę do domu i odpocznę, a teraz pomogę chłopakom. Zresztą, po tym co przeszedłem w pierwszym składzie...

<strong>Co masz na myśli?</strong>

- Znów chodzi o feralną opaskę. Przed meczem z Odrą dowiedziałem się, że to nie ja będę kapitanem. Gdyby ktoś w normalny sposób powiedział mi: "Kasza, słuchaj. Potrzebujemy pewnych zmian, opaskę tym razem weźmie ktoś inny". Wtedy bym zrozumiał, ale tak? Nagle, chwilę przed meczem zabrano mi tę opaskę, którą nosiłem od siedmiu lat. Co więcej, naprawdę byłem chwalony i doceniany jako kapitan zespołu. Pamiętam jak Mirek Widuch podszedł do mnie po meczu i powiedział jedno zdanie, którego nie zapomnę do końca życia: "Kasza, jesteś najlepszym kapitanem, z jakim przyszło mi grać". Bardzo budujące. Chłopaki chcieli mnie pocieszyć, ale ja nie chciałem wracać do tematu opaski, nie chciałem się denerwować. Rzucono mi jednak kolejna kłodę pod nogi.

<img height="350" width="625" src="/images/pictures/kasza3.jpg" alt="" />

<strong>Teraz masz pod nogami kłodę sporych rozmiarów...</strong>

- Nie mam klubu. A na utrzymaniu rodzina. Żona, dwójka dzieciaków i raty do spłacania. Planowałem pograć jeszcze rok, według umowy. Następnie zagrać mecz pożegnalny. Powiedzieć "dziękuję" ludziom, z którymi grałem i kibicom, którzy zawsze byli ze mną. Działacze mi tę szansę odebrali. Stąd prędzej ruszę z rozkręcaniem szkółki piłkarskiej. Mam wiele znajomości i kontaktów, treningi będą prowadzić znane postacie ze świata piłki. Co więcej, nie będzie to szkółka tylko dla chłopców, ale także dziewcząt. Czuję się na siłach, żeby jeszcze w piłkę pograć, na dobrym poziomie, ale czy się uda?

<strong>Dlaczego? Przecież nikt Ci tego nie zabroni...</strong>

- Nie chodzi o zabranianie. Przez całą karierę wielu ludzi się ze mną kontaktowało, pytało o możliwość zmiany barw. Ja zawsze odmawiałem, z wiadomych powodów. Liczył się tylko Piast. Teraz, nagle po tych wydarzeniach, mam do kogoś iść i powiedzieć: "jestem Kaszowski, ten który kiedyś wam odmówił. Skorzystałbym jednak z tej oferty, bo nie chcą mnie w Gliwicach". Nie ma takiej możliwości. Może, gdyby inaczej to się potoczyło. Ale zostałem wykopany z buta na bruk z dnia na dzień. Będzie szkółka, bo kocham pracę z dziećmi. Jak widzę, że dzieciaki ciągnie do piłki, od razu serducho się śmieje.

<strong>Wracając do meczu pożegnalnego - organizuje się je&nbsp; w normalnych klubach, kiedy odchodzi gracz Twojego pokroju. Władze nie wyszły z taką inicjatywą. Nie zorganizujesz go na własną rękę?</strong>

- Zawsze chciałem, żeby odbył się on na tej pięknej, nowej arenie. Należy ona do miasta, dzierżawić ją będzie Piast. Musiałbym z kimś porozmawiać, a tego nie zrobię. Tak jak powiedziałem, ręki nie podam, prosić się o nic nie będę.

<strong>Wiemy już, że na stadion nie zawitasz. Może pokusisz się chociażby o prognozę gry Piasta?</strong>

- Może być fatalnie. Proszę tylko o to, żeby Piast do samego końca nie walczył o utrzymanie, drżąc przed wizją gry w II lidze. Kiedy na obóz przygotowawczy zabiera się ludzi testowanych, i jest to pewna część całej kadry, to nie może być wesoło. Dodatkowo Paweł Gamla nie pojechał na testy, gdyż dostał propozycję... testów w Piaście! To są też jaja. Jak można testować kogoś, kto oddał za Piasta zdrowie i walczył w jego barwach 8 lat?!

Rozmawiał Dawid Jenczmyk
autor: Dawid Jenczmyk

Przeczytaj również