WYWIAD. Dariusz Fornalak: Nie posiadamy nawet zalążka drużyny!
02.07.2011
Sparing z Ruchem pokazał, jak wiele pracy przed Polonią...
- Uśmiech zniknął mi z twarzy. Sytuacja jest poważna. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że na dzisiaj nie posiadamy nawet zalążka drużyny na miarę I ligi. Mamy tydzień na to, żeby taką grupę ludzi zebrać. I następnych 7-10 dni, by się przygotować do pierwszego meczu ligowego. Mega trudne zadanie. Ale musimy sobie z tym jakoś poradzić.
Przygotowanie drużyny w tak krótkim czasie jest w ogóle realne?
- Nie mam pojęcia. Jeszcze się w takiej sytuacji nie znajdowałem. To dla mnie novum. Na tym etapie przygotowań do inauguracji ligi zajmujemy się wieloma sprawami, którymi nie powinniśmy sobie teraz zaprzątać myślenia.
Nie zakładał pan, że tak to może wyglądać, podpisując nowy kontrakt?
- Nie spodziewałem się tego. Pogodzony byłem z tym, że nie będzie Hanka, Telichowskiego, Barczika i Bażika. Ale było jeszcze kilku ludzi, na których mieliśmy wszystko budować. Miałem tu na myśli Kobylika, Vaszczaka, Jareckiego... Tych sześciu ludzi, z Żytko i Killarem z tyłu, miało tworzyć kręgosłup drużyny. Stało się inaczej, na co nie miałem wpływu.

Czy ma pan pewność, że ktoś z grupy tych, którzy mają ważne kontrakty, nie odejdzie?
- Pewność mam, że kiedyś umrę. Wszystko się może zdarzyć. Nie mogę gwarantować, że oni zostaną. Powiem jednak szczerze, że nie wyobrażam sobie, aby Mateusz Żytko, Łukasz Tymiński, czy Lukas Killar odeszli. Wtedy wypadałoby "zgasić światło". Musimy zrobić wszystko, aby oni zostali, a także zapewnić im do gry partnerów, którzy gwarantują pewien poziom.
Póki co, zawodnicy przysyłani na testy zupełnie się nie sprawdzają. Powiedział pan, że oni mogą jedynie kandydować "do treningów z Polonią". Można to spuentować, że młody Kobylik to nie to samo, co ten stary...
- Nie będziemy się pastwić nad młodym Kobylikiem. Raz jeszcze podkreślę, że musimy zdać sobie sprawę, że sytuacja jest skrajnie trudna. Na dziś mówienie, że Ruch grał sparing z Polonią Bytom, to nadużycie. Ruch Chorzów dzisiaj nie grał sparingu z Polonią Bytom.
Patrząc na ten mecz, można stwierdzić, że jeśli będzie pan dostawał na testy nadal tak słabych graczy, to nie wiadomo, kiedy do tego dojdzie...
- Komfort pracy jest minimalny. Czasu jest na tyle mało, że z jednej strony chcielibyśmy już trenować, a z drugiej musimy nadal sprawdzać. Jedno z drugim, powiem szczerze, niewiele ma ze sobą wspólnego. Sporo czasu nam już uciekło. Nie jesteśmy dzisiaj klubem, który wskaże zawodnika i ten piłkarz na pewno do nas trafi. Ryzyko złego wyboru jest więc ogromne. Póki co, zostaje z nami jeden zawodnik po jednym sparingu, pozostałych skreślamy. To zbyt mało, by zdążyć przed startem ligi z budową kadry. Dlatego musimy poszukiwania nowych ogniw uskutecznić. Jakość sprawdzanych zawodników musi być wyższa.
Nowych zawodników, grających na poziomie ekstraklasy, pan raczej nie dostanie...
- Wiem, że to dziś niemożliwe. Potrzebujemy po prostu ludzi, którzy w swoich klubach grali i te doświadczenie boiskowe mają. Nie możemy sobie pozwolić na testowanie anonimowych nazwisk, o których menedżerowie mówią, że to utalentowani gracze. Nie mamy na to czasu...
Jest ktoś "na łączach", kto zebrał trochę doświadczenia i zapowiedział już, że do Polonii dołączy?
- Jest szansa, że taki ktoś dojedzie.
Notował Krzysztof Kubicki
- Uśmiech zniknął mi z twarzy. Sytuacja jest poważna. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że na dzisiaj nie posiadamy nawet zalążka drużyny na miarę I ligi. Mamy tydzień na to, żeby taką grupę ludzi zebrać. I następnych 7-10 dni, by się przygotować do pierwszego meczu ligowego. Mega trudne zadanie. Ale musimy sobie z tym jakoś poradzić.
Przygotowanie drużyny w tak krótkim czasie jest w ogóle realne?
- Nie mam pojęcia. Jeszcze się w takiej sytuacji nie znajdowałem. To dla mnie novum. Na tym etapie przygotowań do inauguracji ligi zajmujemy się wieloma sprawami, którymi nie powinniśmy sobie teraz zaprzątać myślenia.
Nie zakładał pan, że tak to może wyglądać, podpisując nowy kontrakt?
- Nie spodziewałem się tego. Pogodzony byłem z tym, że nie będzie Hanka, Telichowskiego, Barczika i Bażika. Ale było jeszcze kilku ludzi, na których mieliśmy wszystko budować. Miałem tu na myśli Kobylika, Vaszczaka, Jareckiego... Tych sześciu ludzi, z Żytko i Killarem z tyłu, miało tworzyć kręgosłup drużyny. Stało się inaczej, na co nie miałem wpływu.
Czy ma pan pewność, że ktoś z grupy tych, którzy mają ważne kontrakty, nie odejdzie?
- Pewność mam, że kiedyś umrę. Wszystko się może zdarzyć. Nie mogę gwarantować, że oni zostaną. Powiem jednak szczerze, że nie wyobrażam sobie, aby Mateusz Żytko, Łukasz Tymiński, czy Lukas Killar odeszli. Wtedy wypadałoby "zgasić światło". Musimy zrobić wszystko, aby oni zostali, a także zapewnić im do gry partnerów, którzy gwarantują pewien poziom.
Póki co, zawodnicy przysyłani na testy zupełnie się nie sprawdzają. Powiedział pan, że oni mogą jedynie kandydować "do treningów z Polonią". Można to spuentować, że młody Kobylik to nie to samo, co ten stary...
- Nie będziemy się pastwić nad młodym Kobylikiem. Raz jeszcze podkreślę, że musimy zdać sobie sprawę, że sytuacja jest skrajnie trudna. Na dziś mówienie, że Ruch grał sparing z Polonią Bytom, to nadużycie. Ruch Chorzów dzisiaj nie grał sparingu z Polonią Bytom.
Patrząc na ten mecz, można stwierdzić, że jeśli będzie pan dostawał na testy nadal tak słabych graczy, to nie wiadomo, kiedy do tego dojdzie...
- Komfort pracy jest minimalny. Czasu jest na tyle mało, że z jednej strony chcielibyśmy już trenować, a z drugiej musimy nadal sprawdzać. Jedno z drugim, powiem szczerze, niewiele ma ze sobą wspólnego. Sporo czasu nam już uciekło. Nie jesteśmy dzisiaj klubem, który wskaże zawodnika i ten piłkarz na pewno do nas trafi. Ryzyko złego wyboru jest więc ogromne. Póki co, zostaje z nami jeden zawodnik po jednym sparingu, pozostałych skreślamy. To zbyt mało, by zdążyć przed startem ligi z budową kadry. Dlatego musimy poszukiwania nowych ogniw uskutecznić. Jakość sprawdzanych zawodników musi być wyższa.
Nowych zawodników, grających na poziomie ekstraklasy, pan raczej nie dostanie...
- Wiem, że to dziś niemożliwe. Potrzebujemy po prostu ludzi, którzy w swoich klubach grali i te doświadczenie boiskowe mają. Nie możemy sobie pozwolić na testowanie anonimowych nazwisk, o których menedżerowie mówią, że to utalentowani gracze. Nie mamy na to czasu...
Jest ktoś "na łączach", kto zebrał trochę doświadczenia i zapowiedział już, że do Polonii dołączy?
- Jest szansa, że taki ktoś dojedzie.
Notował Krzysztof Kubicki
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku