Wyrok dla Jastrzębia

30.12.2009
Michał Pietroń wygrał przed Związkowym Trybunałem Piłkarski PZPN sprawę ze swoim byłym klubem, GKS-em Jastrzębie.
Michał Pietroń jest pierwszym byłym piłkarzem GKS-u Jastrzębie, któremu udało się uzyskać korzystny werdykt Związkowego Trybunału Piłkarskiego PZPN. Zawodnik dochodził swoich praw, bowiem jego były klub nałożył na niego karę 7 tys. zł za odmowę udziału w treningu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że 23-letni obrońca... nie był już w tym czasie zawodnikiem jastrzębskiego klubu!

Piłkarz pojawił się na Śląsku w przerwie zimowej minionych rozgrywek. Grywał mało, więc było jasne, że po sezonie opuści klub. - Kontrakt w Jastrzębiu miałem ważny do 31 maja 2008. Klub nie chciał przedłużyć ze mną umowy, więc po ostatnim treningu pierwszej drużyny, który miał miejsce 29 maja, zostałem zwolniony ze swoich obowiązków. Spakowałem się więc i wyjechałem na Pomorze, skąd pochodzę - wspomina Pietroń.

GKS Jastrzębie zalegał zawodnikowi 7 tys. zł z tytułu niewypłaconych premii meczowych. - Kiedy byłem już w domu, dostałem informację, że miałem wziąć jeszcze udział w treningu drużyny rezerw GKS-u. Jako że się na nim nie pojawiłem, klub w dniu 2 czerwca nałożył na mnie karę za nieusprawiedliwioną nieobecność. Wyniosła ona dokładnie... 7 tys. zł! - denerwuje się zawodnik Kotwicy.

W tej sytuacji Pietroń skierował swoją sprawę do PZPN-u. - Trybunał nie miał wątpliwości. W uzasadnieniu swojej decyzji argumentował, że nawet w zespołach ekstraklasy nie ma tak wysokich kar. Jako przykład podano Legię Warszawa, w której takie sankcje wynoszą tysiąc złotych. Kara w moim przypadku była zatem nie tylko nieadekwatna do popełnionego czynu, ale i bezpodstawna - twierdzi Pietroń. Wyrok trybunału jest prawomocny.

Przypomnijmy, że za odmowę wyjazdu na sparing z Karwiną, po zakończeniu rundy jesiennej, Joachim Langer, prezes jastrzębskiego klubu, nałożył na powołanych na mecz zawodników karę w wysokości wszystkich zaległych premii meczowych z sezonu 2007/2008 i 2008/2009 (w sumie około 300 tys. zł).

Więcej w Gazecie Wyborczej Katowice
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

Przeczytaj również