Wykorzystać okazję, przeskoczyć Metalist!
27.08.2014
Tak naprawdę po pierwszym spotkaniu obydwu zespołów to chorzowianie powinni byli poczuć niewielki niedosyt. Mogli bowiem podróżować na Ukrainę z zaliczką bramkową, mogli pokonać faworyzowanego rywala, którego raczej niespodziewanie zdołali zdominować przez większą część rywalizacji w Gliwicach.
Bramki mimo wszystko wówczas zdobyć się nie udało, co jednak ważne, pozostało także zerowe konto po stronie strat. Identyczna sytuacja miała przecież miejsce podczas niedawnego dwumeczu z Esbjergiem i wtedy gol Łukasza Surmy, rzutem na taśmę, dał w Danii upragniony awans „Niebieskim”. Na pewno nikt nie miałby nic przeciwko temu aby i jutro ziścił się podobny scenariusz.
Metalist Charków, co pokazało także pierwsze spotkanie Ruchu z Ukraińcami, nie jest już tak silnym zespołem jak ten, który w ostatnich latach straszył utytułowanych rywali w Lidze Europy. Owszem w drużynie wciąż jest wiele indywidualności, zawodników z reprezentacyjną przeszłością. To ciągle klub o budżecie miażdżąco większym od tego z Chorzowa. Ale problemy pozasportowe na terenie naszego wschodniego sąsiada, konieczność gry w Kijowie czy też niejasna sytuacja z właścicielem Metalista powodują, że boiskowe szanse obydwu drużyn nieco się wyrównują.
Ruch póki co właśnie w ramach Ligi Europy wznosi się w tym sezonie na wyżyny swoich umiejętności. Piłkarze czują, że walczą o coś wyjątkowego i to uczucie wyraźnie jest dla nich dodatkowym bodźcem do walki.
A Metalist? W miniony weekend męczył się niemiłosiernie w konfrontacji z drugoligowym FK Sumy, dopiero w dogrywce pieczętując swój awans do kolejnej rundy Pucharu Ukrainy. I nawet fakt, iż trener Rakhayev wystawił w tym spotkaniu jedynie czterech graczy z podstawowej jedenastki, nie zmienia tego, że wyraźnie widać w ekipie z Charkowa kryzys. To w nogach i głowach piłkarzy „Niebieskich” pozostaje czy sytuację tą uda się ostatecznie wykorzystać.
Początek spotkania jutro o godzinie 18:00 na Stadionie Olimpijskim w Kijowie. Mecz poprowadzi francuski arbiter Tony Chapron.
Bramki mimo wszystko wówczas zdobyć się nie udało, co jednak ważne, pozostało także zerowe konto po stronie strat. Identyczna sytuacja miała przecież miejsce podczas niedawnego dwumeczu z Esbjergiem i wtedy gol Łukasza Surmy, rzutem na taśmę, dał w Danii upragniony awans „Niebieskim”. Na pewno nikt nie miałby nic przeciwko temu aby i jutro ziścił się podobny scenariusz.
Metalist Charków, co pokazało także pierwsze spotkanie Ruchu z Ukraińcami, nie jest już tak silnym zespołem jak ten, który w ostatnich latach straszył utytułowanych rywali w Lidze Europy. Owszem w drużynie wciąż jest wiele indywidualności, zawodników z reprezentacyjną przeszłością. To ciągle klub o budżecie miażdżąco większym od tego z Chorzowa. Ale problemy pozasportowe na terenie naszego wschodniego sąsiada, konieczność gry w Kijowie czy też niejasna sytuacja z właścicielem Metalista powodują, że boiskowe szanse obydwu drużyn nieco się wyrównują.
Ruch póki co właśnie w ramach Ligi Europy wznosi się w tym sezonie na wyżyny swoich umiejętności. Piłkarze czują, że walczą o coś wyjątkowego i to uczucie wyraźnie jest dla nich dodatkowym bodźcem do walki.
A Metalist? W miniony weekend męczył się niemiłosiernie w konfrontacji z drugoligowym FK Sumy, dopiero w dogrywce pieczętując swój awans do kolejnej rundy Pucharu Ukrainy. I nawet fakt, iż trener Rakhayev wystawił w tym spotkaniu jedynie czterech graczy z podstawowej jedenastki, nie zmienia tego, że wyraźnie widać w ekipie z Charkowa kryzys. To w nogach i głowach piłkarzy „Niebieskich” pozostaje czy sytuację tą uda się ostatecznie wykorzystać.
Początek spotkania jutro o godzinie 18:00 na Stadionie Olimpijskim w Kijowie. Mecz poprowadzi francuski arbiter Tony Chapron.
Polecane
Ekstraklasa