Wojciech Kędziora: Priorytetem jest rodzina, nie pieniądze

27.08.2011
Mówią, że dodał kilkadziesiąt procent wartości Piastowi. Gliwiczanie żałują, że nie wzmocnił ich zespołu wiosną, bo wtedy łatwiej było walczyć o ekstraklasę. Kogo tak chwalą? Wojciecha Kędziorę.
Wróciłeś do Piasta Gliwice jako zawodnik...
- ... bardziej doświadczony, a na pewno starszy. Wróciłem do Gliwic jako 30,5-letni "Kędi". Na szczęście zdrowie dopisuje, a ja czuję się bardzo dobrze. Jestem, jak to mówią, "w gazie".

To dobra wiadomość, bo do niedawna miałeś kłopoty ze zdrowiem.
- Zgadza się, kontuzje mnie trapiły i trochę skomplikowały pewne sprawy. Teraz wyszedłem na prostą, z tego się cieszę. Myślę, że Piast przyniesie mi to szczęście, że zdrówko będzie dopisywać.

Wolisz grać sam w ataku czy jako jeden z dwóch napastników?
- Lubię być wysunięty na szpicy. Nawet, jeśli taktycznie jestem ustawiony w pierwszej linii sam, to nieustannie wspierają mnie koledzy. Super pracę robią Tomek Bzdęga z "Podgórem". A to, co wyczynia Pavol Cicman, to "palce lizać". Przy takich ludziach trudno powiedzieć, że gram sam.

A co, jeśli trener powie, że ze względu na wąską kadrę, masz zagrać w obronie? Adrian Świątek ostatnio zasugerował, że przecież "Kędi" był dobrym obrońcą...
- Oj, muszę z Adrianem porozmawiać! Jestem napastnikiem i chcę grać na ataku. Prawdą jest, że w karierze byłem porozrzucany po wszystkich pozycjach. Byłem obrońcą, środkowym pomocnikiem, skrzydłowym, napastnikiem...

... zabrakło mi w tej wyliczance bramkarza. Nie możesz teraz zawieść, Wojtek!
- No i wpadłem. Choć muszę przyznać, że i rękawice bym kiedyś założył. Pamiętam, że było to w meczu pucharowym, kiedy to Krzysiowi Kozikowi odnowił się uraz, a my graliśmy już dogrywkę. Witałem się ze słupkami, kiedy Krzysiek powiedział, że da jednak radę.

Jesteś niemal jak John O'Shea. Gdzie cię nie wystawią, tam grasz super.
- Czy ja wiem, czy to taka zaleta? Gra się wszędzie, a zarazem nigdzie. Najgorzej miałem za czasów juniora. Jako, że młody szczyl byłem, to rzucano mnie, gdzie popadnie. "Kędi-zapchajdziura". Na szczęście od kilku lat mam konkretną pozycję. Zawsze miałem ciągotki na bramkę, na ataku odnajduję się rewelacyjnie.



Na palcach jednej dłoni można wyliczyć wychowanków Piasta, którzy w ostatnich latach z powodzeniem reprezentowali barwy "Piastunek". Z czego to wynika?
- Myślę, że to nie jest tylko problem Piasta, a ogólnie ułomność polskich klubów. Nie mamy odpowiednich warunków do szkolenia młodzieży. Kolejną sprawą jest to, że taki junior, jak jest źle prowadzony, to nie ma szans na osiągniecie czegoś w piłce. U nas niestety tak się dzieje. Myślę, że nie ma co mówić tylko o Gliwicach, a wziąć się do roboty również w innych miastach, aby to młodzi zawodnicy mieli pole do popisu.

System jest zły, więc mogłeś Polskę opuścić. Miałeś przecież inne oferty, poza tą z Lubina.
- Owszem, miałem. Wtedy po prostu chciałem grać w ekstraklasie, a Zagłębie miało mocny skład. Stwierdziłem, że przeprowadzka wyjdzie mi na dobre. Z perspektywy czasu wcale jej nie żałuję. Co do wyjazdu, nawet teraz, przed powrotem do Piasta, przysłano mi kilka ofert z zagranicy. Cypr, Izrael - tam mogłem grać. Wybrałem Polskę.

Pewnie odrzuciłeś tym samym niemałe pieniądze?
- One mają to do siebie, że zawsze się jakoś znajdują. Dlatego nie patrzyłem na to w taki sposób. Może i byłaby to ciekawa przygoda, ale musiałbym zostawić rodzinę. Córka zaczyna szkołę, zmiana otoczenia by jej nie pomogła. A ja na rozłąkę się nie godzę. Jeszcze kilka sezonów w piłkę pogram, swoje zarobie.

Szczególnie, że dla Piasta mogą nadejść lepsze czasy. Nowy stadion już jest niemal gotowy...
- On powinien być dla tego klubu motorem napędowym. Nie można zapomnieć, że nikomu nie będzie imponował pusty stadion. Musimy zrobić wszystko na boisku, aby po oddaniu areny do użytku, była ona w pełni wypełniona. Mam nadzieję, że nasi kibice staną na wysokości zadania, jak to nieraz pokazali.

Mówisz o kibicach, więc przyznaj się, szalik której drużyny wisi na ścianie w domu? Jesteś z Sośnicy, górniczej dzielnicy Gliwic.
- Jakoś nigdy nie chciałem odciąć się od żadnego z klubów. Jesteś Ślązakiem i kibicuję wszystkich tutejszym klubom. Naprawdę, dobrze życzę każdemu z nich. Nigdy nikogo nie dopingowałem kogoś bardziej. Można powiedzieć, że dwa szaliki wiszą koło siebie.

Rozmawiał Dawid Jenczmyk
autor: Dawid Jenczmyk

Przeczytaj również