Wojciech Kędziora: Nasz styl? Agresywna i ofensywna piłka!

10.05.2012
Wojciech Kędziora występem w meczu z Dolcanem po raz kolejny udowodnił jak jest ważnym ogniwem drużyny Marcina Brosza. „Kędi” strzelił dwa gole i gliwiczanie mogli cieszyć się z trzech punktów…

Spotkanie z Dolcanem kosztowało was naprawdę sporo zdrowia…
- Dolcan to naprawdę trudny rywal. Zresztą z nikim nie jest nam tu łatwo. Oni wszyscy się na nas mobilizują. Przyjeżdżają rozegrać spotkanie na pięknym stadionie z drużyną, która chce grać w ekstraklasie . Sprężają się więc i pokazują dobrą piłkę, tak jak zrobił to Dolcan. Myślę jednak, że i my  dobrze się zaprezentowaliśmy w tym spotkaniu. Jasne, można mieć zastrzeżenia, że nie dołożyliśmy jeszcze jednego-dwóch goli, bo wtedy byłoby spokojniej… ale chyba nikt nie narzeka.

Strzelił pan dwa gole i Piast wygrał mecz. Czy to idealny wieczór Wojciecha Kędziory?
- Może nie idealny, ale na pewno szczęśliwy. Krótko - zrealizowaliśmy swój plan i jesteśmy zadowoleni.  Mogłem spokojnie jeszcze jedną, a nawet dwie bramki „dorzucić”… Postaram się to nadrobić w kolejnych spotkaniach.

Tak bardzo pragnie pan tych goli… a przecież Piast i tak strzela ich najwięcej w I lidze!
- Fakt, nasza skuteczność jest budująca i cieszymy się z niej.  Jeszcze gdybyśmy tracili mniej bramek to nie mielibyśmy na co narzekać. Jednak, tak jak już mówiliśmy we wcześniejszych wywiadach - wygrywajmy te spotkania po 3-2, 4-3, ale niech to będą zwycięstwa . Nie ma bowiem nic ważniejszego od tego, że trzy punkty zostają w Gliwicach…

Wasza gra wygląda najlepiej w momencie, gdy „siadacie” na rywala, spychacie go do rozpaczliwej defensywy i przez długie momenty nie wypuszczacie z połowy…
- Takie mamy założenie. Chcemy grać ofensywną piłkę, agresywnie „siadać” na rywalu i tworzyć szybkie akcje. W takiej grze czujemy się najlepiej, to nasz styl.

Z kolei wykańczanie kontr już wam tak dobrze nie wychodzi.
- Dokładnie, nie tak dobrze jak gra przewadze.  Ten jeden element musi być lepszy, musimy popracować nad spokojnymi kontrami.

A z czego bierze się to, że w pewnym momencie oddajecie rywalowi pole i gracie właśnie z kontry?
W pierwsze fazy meczu wkładamy bardzo dużo siły i czasami w naszą grę wdziera się pewien „przestój”.  To jednak nie wynika z tego, że jesteśmy słabo przygotowani czy łapiemy zadyszkę. Po prostu nie da się rozegrać równych 90 minut i czasem to widać. Rywale wtedy „łapią wtedy wiatr w żagle” i próbują nas gonić. My wtedy kontrujemy, ale i tymi okazjami pokazujemy, że i w końcówce potrafimy się „zerwać” i stworzyć sobie dogodne sytuacje. Nawet w samymi sytuacjami z ostatnich minut mogliśmy przecież wygrać mecz.

Rywale „łapią wiatr w żagle” i trzeba polegać na bramkarzu. W pewnym momencie spotkania z Dolcanem Jakub Szmatuła „wyjął” bardzo groźną piłkę. Można powiedzieć, że „meczową”…
- Szacunek dla niego za to - pokazał, że jest naprawdę klasowym bramkarzem. Ale z drugiej strony… po to tam jest (śmiech).

W tych trudniejszych momentach z pomocą na pewno przychodzą wam kibice. Rozmawiałem przed chwilą z Danielem Chylaszkiem i wyznał, że trochę zazdrości wam gry na pięknym stadionie i przy takiego dopingu…
- To prawda. Mamy zaszczyt grać na tak pięknym stadionie i z tak fajnymi kibicami. Nie pozostaje nam nic innego jak tylko wygrywać. A w kolejnych meczach chcemy poprawić swoją grę… żeby nie tracić bramek i nie tworzyć tych nerwówek pod koniec spotkania.

Liga wchodzi na ostatnią prostą, spotkania co kilka dni. Ale to tempo, które dla niektórych okaże się mordercze, wam chyba wcale nie przeszkadza.
- To nie tak. Choćby spotkanie z Dolcanem, kosztowało nas wiele wysiłku i zaangażowania. Zresztą pech również nas nie omija… przez co ławka rezerwowych nie jest zbyt szeroka. Jednak z perspektywy tabeli to wygląda tak, że nam takie tempo sprzyja. Cóż - pozostało nam zregenerować się przed kolejny meczem i „jechać” dalej!

Tak na koniec. Termalica przegrała z Radzionkowem.
- Wiem… I bardzo się z tego cieszę (śmiech).

autor: Maciej Smolewski

Przeczytaj również