Wojciech Grzyb: "Wyjazd do Gdańska utkwił mi w pamięci"

07.04.2016
"Wyjazdowo najlepsi" - takie hasło przyświeca kibicom Ruchu Chorzów którzy tłumnie jeżdżą za swoją drużyną po całym kraju. Mimo kary jaka ciąży na fanach "niebieskich" piłkarze z Cichej mogą liczyć na ich wsparcie niemal na każdym polskim stadionie. - To zawsze pomaga, a zwłaszcza na drugim końcu Polski - przekonuje Wojciech Grzyb, były zawodnik 14-krotnych Mistrzów Polski.
Norbert Barczyk/PressFocus
"Gdzie będą siedzieć nasi?", "Ilu ich będzie?" - takie pytania padające z ust zawodników Ruchu przed ich wyjazdowymi meczami często rejestruje kamera kanału TV Niebiescy. Piłkarze - nie tylko ci z Cichej - zawsze liczą na wsparcie od swoich kibiców przed starciami na obcym terenie. - Bo to na boisku faktycznie dodaje sił, świadomość że jadą na drugi koniec Polski, że dla części z nich to świętość, a taka podróż wcale nie jest przecież łatwa i przyjemna. Kibice na obcym stadionie są mocno zintegrowani i bardzo zmobilizowani do głośnego dopingu. To pomaga - przyznaje były kapitan Ruchu.

Jaki wyjazdowy mecz pod względem wsparcia z trybun szczególnie zapadł w pamieć? - To zabawne, ale pierwsze co przychodzi mi na myśl to wyjazd do... Gdańska! Mierzyliśmy wtedy w awans do ekstraklasy, graliśmy jeszcze na starym stadionie Lechii. Jeszcze w hotelu, a potem w szatni rzeczywiście sporo mówiliśmy o naszych kibicach, bo wiedzieliśmy że jadą specjalnym pociągiem i będzie ich naprawdę dużo. Jak się okazało z różnych względów nie zdążyli na pierwszą połowę i przez te pierwsze 45 minut na boisku czuliśmy ich... brak. Myślało się o tym. Tamto starcie skończyło się remisem 1:1, z punktu byliśmy w miarę zadowoleni, ale czuć było niedosyt właśnie z powodu tego początkowego braku wsparcia z sektora gości - wspomina wychowanek "niebieskich".

W sobotę Ruch będzie walczył o awans do mistrzowskiej ósemki i tym razem remis będzie na wagę złota. Jeśli - mimo zakazu nałożonego na zorganizowane grupy - na stadionie Lechii w Gdańsku pojawią się fani gości, z pewnością będą dwunastym zawodnikiem swojej drużyny. A ta potrzebuje wsparcia, bo sama aby osiągnąć sukces również musi podtrzymać opinię "wyjazdowo" mocnej. Na swoim boisku chorzowianie w tym roku niemal nie punktują, za to "w gościach" są trzecią siłą w kraju. - Nie mam pomysłu dlaczego tak jest, ale te mecze przed własną publicznością to faktycznie problem. Ruch u siebie kilka razy wyglądał naprawdę dobrze, a nie punktował. Jestem pewny, że w końcu zacznie, pytanie tylko z kim i w jakiej sytuacji przyjdzie mu się przełamać - zastanawia się Wojciech Grzyb. 

- Niesamowicie interesująco ułożyła się tabela przed tą ostatnią kolejką. Wierzę, że to jednak Ruch zapewni sobie już w ten weekend utrzymanie w Ekstraklasie. Choć łatwo nie będzie. Lechia ma mnóstwo jakości, zwłaszcza u siebie dobrze punktuje, ale ten remis jest w zasięgu chorzowian. Podejrzewam, że "niebiescy" postawią na obronę, zwłaszcza wobec braku Mariusza Stępińskiego. Ale trzeba bardzo uważać, bo gra na remis może się źle skończyć. A Lechia też ma przecież coś do udowodnienia. Pamiętam, że Sebek Mila obiecywał kibicom miejsce w czołowej ósemce i gdańszczanie też z pewnością będą mogli liczyć na wsparcie wyjątkowo sporej publiczności - przewiduje popularny "Grzybek".
autor: ŁM

Przeczytaj również