Wojciech Grzyb: Prawdopodobnie była to moja ostatnia prezentacja
15.02.2012
Pamiętasz w ilu prezentacjach wziąłeś udział?
- Policzyłem, że sześć lat temu wziąłem udział w pierwszej. Nie zapomnę tego wydarzenia. Byłem nowym zawodnikiem, a kibice powitali mnie tak, jakby grał w ich zespole od wielu lat. To było niesamowite. Dodam, że przychodziłem wtedy z Odry Wodzisław, która występowała w ekstraklasie, do Ruchu, który miał dopiero zamiar walczyć o awans z ówczesnej II ligi. Życie pokazało, że miałem rację, podejmując taką, a nie inną decyzję. Ruch pozwolił mi spełnić dziecięce marzenia.
Pojawiają się jeszcze emocje, gdy człowiek wychodzi na środek hali i odbiera koszulkę?
- Ciary się pojawiają zawsze, gdy publika ryknie tak, jak to potrafiła zrobić wczoraj. Prezentacje z poszczególnych lat były podobne do siebie, ale nigdy nie były takie same. Łączyło je zawsze to, że hala się wypełniała i panowała gorąca atmosfera. Stopniowo przybywało jednak nowinek. Jak te krótkie migawki filmowe, w trakcie których taki Matko Perdijić zawsze coś śmiesznego wymyślił...
Wczoraj nie chciałeś być gorszy, gdy powiedziałeś, że "nie lubisz Ruchu".
- A to z uwagi na to, że wszyscy koledzy mówili o kibicach i atmosferze w szatni, więc chciałem powiedzieć coś innego. Akurat to, co wypowiedziałem, przyszło mi na myśl spontanicznie, w ostatniej chwili. I myślę, że dobrze wyszło. Widziałem, że kibice przez moment nie wiedzieli o co chodzi (śmiech).
Jakimi wrażeniami po prezentacjach dzielili się nowi zawodnicy?
- Nowi zawsze byli uprzedzani przez nas, jak to wygląda. Mimo wszystko przerastało to ich wyobrażenia. W tym roku poznali ten smak Arek Lewinski i zdaje się, że również Paweł Abbott.
A wracając do ciebie. Masz kontrakty do końca sezonu. Czy była to twoja ostatnia prezentacja?
- Bardzo prawdopodobne, że była to ostatnia prezentacja Wojtka Grzyba w Ruchu. Może nie powiem, że tak będzie na sto procent, ale doza prawdopodobieństwa jest bardzo duża.
Rozmawiał Krzysztof Kubicki
- Policzyłem, że sześć lat temu wziąłem udział w pierwszej. Nie zapomnę tego wydarzenia. Byłem nowym zawodnikiem, a kibice powitali mnie tak, jakby grał w ich zespole od wielu lat. To było niesamowite. Dodam, że przychodziłem wtedy z Odry Wodzisław, która występowała w ekstraklasie, do Ruchu, który miał dopiero zamiar walczyć o awans z ówczesnej II ligi. Życie pokazało, że miałem rację, podejmując taką, a nie inną decyzję. Ruch pozwolił mi spełnić dziecięce marzenia.
- Ciary się pojawiają zawsze, gdy publika ryknie tak, jak to potrafiła zrobić wczoraj. Prezentacje z poszczególnych lat były podobne do siebie, ale nigdy nie były takie same. Łączyło je zawsze to, że hala się wypełniała i panowała gorąca atmosfera. Stopniowo przybywało jednak nowinek. Jak te krótkie migawki filmowe, w trakcie których taki Matko Perdijić zawsze coś śmiesznego wymyślił...
Wczoraj nie chciałeś być gorszy, gdy powiedziałeś, że "nie lubisz Ruchu".
- A to z uwagi na to, że wszyscy koledzy mówili o kibicach i atmosferze w szatni, więc chciałem powiedzieć coś innego. Akurat to, co wypowiedziałem, przyszło mi na myśl spontanicznie, w ostatniej chwili. I myślę, że dobrze wyszło. Widziałem, że kibice przez moment nie wiedzieli o co chodzi (śmiech).
Jakimi wrażeniami po prezentacjach dzielili się nowi zawodnicy?
- Nowi zawsze byli uprzedzani przez nas, jak to wygląda. Mimo wszystko przerastało to ich wyobrażenia. W tym roku poznali ten smak Arek Lewinski i zdaje się, że również Paweł Abbott.
A wracając do ciebie. Masz kontrakty do końca sezonu. Czy była to twoja ostatnia prezentacja?
- Bardzo prawdopodobne, że była to ostatnia prezentacja Wojtka Grzyba w Ruchu. Może nie powiem, że tak będzie na sto procent, ale doza prawdopodobieństwa jest bardzo duża.
Rozmawiał Krzysztof Kubicki
Polecane
Ekstraklasa