Wojciech Grzyb: Legia się starała, ale byliśmy nie do ukłucia
13.09.2010
Był czas, kiedy Grzyb był najlepszym strzelcem Ruchu. Zdobywał gole niemal co mecz, niemal z każdej pozycji. Ulubieniec kibiców rzadko kiedy schodzi poniżej bardzo przyzwoitego poziomu. Wczoraj z Legią pokazał, że nadal może być wiodącą postacią swojego zespołu. - Cała drużyna stanęła na wysokości zadania. Byłbym zadowolony z siebie, gdybym strzelił dwie, a w porywach trzy bramki. Pocieszam się, że dochodzę do tych sytuacji - wskazuje "Grzybek".
- Wojtek był wyróżniającym się ogniwem. Gdyby wykorzystał te dwie inne okazje, to byłby super-bohaterem meczu - uważa Waldemar Fornalik. Ostatecznie jedno trafienie i tak zapewniło komplet punktów. - Byliśmy nie do "ukłucia". Przeskakujemy Legię w tabeli i łapiemy oddech. Trzeba teraz podtrzymać dobrą serię, wygrywając w Bytomiu - zaznacza Grzyb. Ruch nie tylko wykorzystał słabość Legii. Chorzowianie po prostu zaprezentowali się równie solidnie, jak w meczu z Wisłą Kraków.
Oceny nie zmienia nawet fakt, że w końcówce nastawili się na obronę wyniku. - Nie takie drużyny jak my postępują podobnie. To wynika z psychiki, ubywa sił, aczkolwiek czułem, że jesteśmy pod tym względem mocni. Wiedzieliśmy jednak, że choć Legia grała w dziesiątkę, to nie miała nic do stracenia. Musiała atakować. Niemniej stworzyła sobie chyba tylko jedną okazję - wskazuje ulubieniec chorzowskiej publiczności. Duża w tym zasługa konsekwentnej gry i walki o każdy metr boiska. - Byliśmy drużyną - komplementuje trener Waldemar Fornalik.
- Przed spotkaniem zadawano mi pytania, czy starcia z tym rywalem są taką "wojną" jak kiedyś. Za każdym razem powtarzałem, że jak najbardziej. Pamiętam, że dla mnie jako dla kibica, przyjazd Legii wywoływał dodatkowe emocje. Teraz było podobnie - mówił. Przykładem była reakcja publiczności, kiedy usunięty z boiska został Jakub Rzeźniczak, obrońca zespołu z Warszawy. - Pamiętam, że kiedy byłem trampkarzem i siedziałem na trybunach, brzydko odnoszono się do Dariusza Dziekanowskiego. Ten zrewanżował się obscenicznym gestem. Dzisiaj podobnie potraktowano Rzeźniczaka - przyznaje Grzyb.
Przed skrzydłowym Ruchu wyjazd do Bytomia. On sam nie ukrywa, że mecze z tamtejszą Polonią lubi szczególnie, bowiem regularnie strzela jej gole lub notuje asysty.
- Wojtek był wyróżniającym się ogniwem. Gdyby wykorzystał te dwie inne okazje, to byłby super-bohaterem meczu - uważa Waldemar Fornalik. Ostatecznie jedno trafienie i tak zapewniło komplet punktów. - Byliśmy nie do "ukłucia". Przeskakujemy Legię w tabeli i łapiemy oddech. Trzeba teraz podtrzymać dobrą serię, wygrywając w Bytomiu - zaznacza Grzyb. Ruch nie tylko wykorzystał słabość Legii. Chorzowianie po prostu zaprezentowali się równie solidnie, jak w meczu z Wisłą Kraków.
Oceny nie zmienia nawet fakt, że w końcówce nastawili się na obronę wyniku. - Nie takie drużyny jak my postępują podobnie. To wynika z psychiki, ubywa sił, aczkolwiek czułem, że jesteśmy pod tym względem mocni. Wiedzieliśmy jednak, że choć Legia grała w dziesiątkę, to nie miała nic do stracenia. Musiała atakować. Niemniej stworzyła sobie chyba tylko jedną okazję - wskazuje ulubieniec chorzowskiej publiczności. Duża w tym zasługa konsekwentnej gry i walki o każdy metr boiska. - Byliśmy drużyną - komplementuje trener Waldemar Fornalik.
- Przed spotkaniem zadawano mi pytania, czy starcia z tym rywalem są taką "wojną" jak kiedyś. Za każdym razem powtarzałem, że jak najbardziej. Pamiętam, że dla mnie jako dla kibica, przyjazd Legii wywoływał dodatkowe emocje. Teraz było podobnie - mówił. Przykładem była reakcja publiczności, kiedy usunięty z boiska został Jakub Rzeźniczak, obrońca zespołu z Warszawy. - Pamiętam, że kiedy byłem trampkarzem i siedziałem na trybunach, brzydko odnoszono się do Dariusza Dziekanowskiego. Ten zrewanżował się obscenicznym gestem. Dzisiaj podobnie potraktowano Rzeźniczaka - przyznaje Grzyb.
Przed skrzydłowym Ruchu wyjazd do Bytomia. On sam nie ukrywa, że mecze z tamtejszą Polonią lubi szczególnie, bowiem regularnie strzela jej gole lub notuje asysty.
Polecane
Ekstraklasa