Wodzisławianie będą musieli sobie radzić bez swoich "żelaznych płuc"

29.03.2010
- Zawsze lepiej jest mieć bezpośredni wpływ na poczynania zespołu niż podwójnie denerwować się na trybunach - zaznacza Marcin Malinowski, którego czeka przymusowa absencja kartkowa.
Tylko ośmiu zawodników wystąpiło we wszystkich jesiennych spotkaniach ekstraklasy od pierwszej do ostatniej minuty. Był wśród nich pomocnik z Wodzisławia Śląskiego, Marcin Malinowski, który i w tym roku ma już w nogach 450 minut ligowych zmagań. Podczas niedzielnej potyczki z Lechem Poznań "Malina" złapał jednak kolejne "żółtko" i w Bełchatowie nie zagra. - Niestety, ale już od jakiegoś czasu wisiało to w powietrzu - martwi się 35-latek.

- Wielka szkoda, bo zawsze lepiej jest mieć bezpośredni wpływ na poczynania zespołu, niż podwójnie denerwować się na trybunach - dodaje. Nie oznacza to jednak, że gdy jego koledzy będą starali się spłatać primaaprilisowego figla GKS-owi, on będzie skupiony na malowaniu pisanek... - Najpewniej - choć tylko mentalnie - będę wspierał drużynę osobiście - podkreśla.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również